Ally
Dziś wstałam dość wcześnie niż zwykle. O dziwo byłam wyspana, choć poszłam spać bardzo późno. Szybko wstałam z łóżka i wolnym krokiem podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej odpowiedni na dziś zestaw ubrań. Składał się on z luźnej, fioletowej bluzki na ramiączkach i dżinsowych krótkich spodenek. Z tymi oto ubraniami ruszyłam do łazienki. Tam umyłam się, przebrałam, uczesałam i zrobiłam sobie jak zwykle, lekki makijaż. Już po chwili byłam gotowa. Następnie zeszłam na dół. Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej jogurt truskawkowy. Chwyciłam jeszcze do ręki łyżeczkę i z powrotem udałam się na górę. Weszłam do mojego pokoju i usiadłam na łóżku, po czym zaczęłam pałaszować jogurt. Gdy zjadłam, wyrzuciłam opakowanie do kosza. Po chwili wzięłam do rąk laptopa, a następnie zalogowałam się na Facebook'u. Akurat był dostępny Dez. Już miałam do niego napisać, ale on mnie wyprzedził.
D: Hej Ally! Wczoraj zapomniałem Cię poinformować, że dziś mam odebrać mojego przyjaciela z lotniska. Chcesz ze mną i Trish się zabrać?
A: Cześć Dez, jasne z miłą chęcią.. A o której?
D: O jedenastej ląduje samolot, ale my możemy być wcześniej. Więc gdzieś piętnaście po dziesiątej. Pasuje ci?
A: Tak, może być. A wy przyjdziecie po mnie?
D: Możemy. Wiesz co ja muszę już kończyć. Przyjdziemy po ciebie o ustalonej godzinie. Do zobaczenia!
A: Pa! - i na tym skończyła się nasza rozmowa. Gdy już nie miałam co robić wyłączyłam komputer i położyłam się na łóżku. Spojrzałam na zegarek. Okazało się, że jest już po dziesiątej. Szybko wygramoliłam się z łóżka i poszłam na dół. Weszłam do kuchni, po czym wzięłam mały łyk zrobionej wcześniej przez mojego tatę herbaty i podeszłam do drzwi wyjściowych. Założyłam jeszcze moje beżowe sandałki i wzięłam okulary przeciwsłoneczne. Już miałam wychodzić, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. To pewnie moi przyjaciele...- pomyślałam i poszłam im otworzyć. Nie myliłam się. Przede mną stała uśmiechnięta Trish i Dez.
- Cześć Wam! - przywitałam się.
- Siema Ally! - odpowiedzieli.
- To idzemy? - zapytała czarnowłosa.
- Tak już. - powiedziałam, po czym zamknęłam drzwi na klucz. Następnie razem udaliśmy się na lotnisko. Rudowłosy cały czas opowiadał nam o swoim przyjacielu z dzieciństwa.
- A czym się interesuje? - zapytałam z nutka ciekawości.
- Muzyką, śpiewem i tańcem. - odpowiedział.
- A jak wygląda? - tym razem pytanie zadała Trish.
- Blondyn o brązowych oczach.
- A ma tyle samo lat co my? - wtrąciłam się.
- Tak, ma 16 lat, czyli tyle co my. - uśmiechnął się.
- A jak ma na imię? - zapytałam znów.
- Austin Moon. - powiedział, a ja uśmiechnęłam się.
- O patrzcie! Właśnie ląduje samolot! - powiedziała z uśmiechem Trish, pokazujac na lądujacy samolot. Wszyscy popatrzyliśmy w tą stronę. Gdy wylądował, już po chwili wysiadł z niego chłopak podobny do opisu przez Dez'a. Szybko podbiegł do nas i się przywitał.
- Siema Stary! Kupe lat! - przywitał się z Dez'em.
- To są moje przyjaciółki, Ally - pokazał na mnie, i Trish. - przedstawił nas.
- Miło was poznać. Ja jestem Austin. Austin Moon. - Uśmiechnął się.
-Nam ciebie też - powiedziałyśmy zgodnie z bananami na twarzy.
Przyglądałam się uważnie blondynowi. Wydawało mi się, że Trish już przypadł do gustu.
Jednak ja nie jestem do niego do końca przekonana. Wydaje się być aroganckim i zuchwałym nastolatkiem.
z rozmyśleń wyrwał mnie głos Deza.
- Słuchajcie, a może byśmy tak poszli gdzieś razem?
- Może na lody? - powiedziała wesołym głosem Trish
Wszyscy się zgodziliśmy. Chciałam poznać tego chłopaka i zobaczyć kim on dokładnie jest.
Najpierw pojechaliśmy z nim do jego domu aby mógł odłożyć walizki.
- Ale masz czadowy dom! - wykrzykną głośno Dez.
- Dzięki, ale znowuż bez przesady... - odpowiedział mu blond włosy.
- A tak w ogóle to gdzie są twoi rodzice? - prowadził dalej rozmowę Dez, podczas gdy my zaczęłyśmy oglądać jego dom od zewnątrz. Mieli piękny ogród. Wszędzie rosły piękne, kolorowe kwiaty a gdzie nie gdzie można było dostrzec pięknie obstrzyżone krzewy. Wszystko to otaczał niziutki, równiutki żywopłot.
Gdy podeszłyśmy z powrotem do chłopaków Austin mu odpowiedział:
- Przyjadą jutro z samego rana. Ja przyleciałem dzisiaj bo chciałem się z wami szybciej zobaczyć.
- To idziemy w końcu na te lody? - zapytała ze znudzeniem w głosie Trish.
- Już, już. - powiedział rozbawiony niecierpliwością czarnowłosej Austin, po czym wniósł walizki do swojego pokoju, wrócił do przyjaciół i zamknął drzwi od domu.
Przez całą drogę do lodziarni panowało między nami milczenie.
Gdy już doszliśmy wzięliśmy sobie po jednej gałce lodów.
Ja truskawkowe, Trish waniliowe, Dez miętowe, a Austin czekoladowe.
Po zjedzeniu lodów poszliśmy do parku i usiedliśmy wszyscy na ławce. Austin ciągle gadał i pytał się o coś Trish i Deza, a ja siedziałam z boku sama i zamyślona. Dlaczego jak pojawia się ktoś nowy to moi najlepsi i jedyni przyjaciele zostawiają mnie dla takiego kogoś. Jest mi naprawdę przykro, że Austin próbuje zastąpić moje miejsce , i na dodatek mu się to udaje. Może lepiej będę zostawała w domu, żeby im nie przeszkadzać w dobrej zabawie. I tym razem z rozmyśleń wyrwała mnie Trish:
- Ally my idziemy odprowadzić Austina, idziesz z nami? - powiedziała bardzo uradowana, tak do końca nie wiem czym, Trish.
- Nie, ja już pójdę do domu - rzuciłam szybko - sama... powiedziałam do siebie aby nikt inny tego nie usłyszał, i poszłam do domu.
Następnego dnia
Trish
Wstałam dziś trochę wcześniej, żeby nie spóźnić się na spotkanie z Dezem i Austinem w Wesołym miasteczku. Umówiliśmy się w trójkę pod domem Deza na 10:00. Najpierw musiałam wybrać jakieś ubrania. - Hmmm...Co by tu założyć... - powiedziałam do siebie nie mogąc się zdecydować, który komplet ubrań wybrać. W końcu wybrałam turkusową tunikę z szerokim czarnym pasem i tego samego koloru rybaczki. Poszłam do łazienki się wymyć, ubrać i nałożyć makijaż. Zrobiłam go sobie pod kolor ubrań, czyli turkusowo czarny, tylko usta musnęłam różowym błyszczykiem.
Później poszłam do kuchni zjeść śniadanie. Wyjęłam z lodówki wczorajsze naleśniki i zaczęłam je konsumować. Gdy już skończyłam, włożyłam talerzyk do zmywarki. Spojrzałam na zegarek. 9:10.
Miałam jeszcze trochę czasu, bo Dez mieszka niedaleko mnie.
Poszłam więc do salonu i włączyłam telewizor. Leciał jakiś nudny film.
Zasnęłam więc przed telewizorem. Obudziłam się o 10:15.
- O nie, jestem już spóźniona, oby nie poszli beze mnie. - Krzyknęłam na cały dom. Na szczęście nikogo w nim nie było. Nagle zaczął mi dzwonić telefon, jak na złość oczywiście nie mogłam go znaleźć.
Kiedy wreszcie ujrzałam swoją komórkę, zobaczyłam kto dzwoni.
Nie co spanikowałam, bo okazało się że to Ally. - I co ja jej teraz powiem! - krzyknęłam do siebie w myślach. - na pewno chce się ze mną spotkać!
Niechętnie odebrałam połączenie:
T: Halo?
A: Hejka Trish, miałabyś czas pójść ze mną do wesołego miasteczka?
T: Przepraszam cię Ally, ale ja dzisiaj nie mogę. Muszę się dzisiaj opiekować synem sąsiada - skłamałam.
A: A, to sorki, że ci przeszkadzam. Najwyżej posiedzę sobie w domu sama.
T: Nie ma za co, wiesz co, ja muszę już kończyć, pa. rzuciłam szubko do słuchawki.
A: Pa, do usłyszenia; - usłyszałam gdy już się rozłączałam.
Później już tylko wyszłam z mojego mieszkania, zamknęłam je i ruszyłam do domu mojego przyjaciela.
Ally
Ciekawe co ja mam porabiać w domu i to na dodatek sama?
Do Deza przecież nie zadzwonię bo nie chcę mu przeszkadzać.
Na pewno spędza czas ze swoim przyjacielem. - mówiłam wciąż w myślach.
W końcu postanowiłam pójść do wesołego miasteczka sama.
Dez
Siedzieliśmy z Austinem u mnie w salonie i oglądaliśmy telewizję.
w sumie to nic ciekawego w niej nie leciało.
Nie mieliśmy pojęcia dlaczego nie ma jeszcze Trish.
Dzwoniłem do niej już raz ale miała zajęty sygnał.
- Zadzwoń do niej teraz - powiedział znudzony już Austin.
-Dobrze, już dzwonię - powiedziałem gdy nagle w drzwiach zobaczyłem zdyszaną Trish.
-Przepraszam że się spóźniłam ale trochę mi się przysnęło... - powiedziała zawstydzonym głosem czarnołosa.
-Nic ni szkodzi, ale teraz już chodźmy - rzucił Austin i wyszliśmy z domu a ja zamknąłem go.
Godzinę później
Ally
Stałam właśnie w kolejce na Diabelski młyn, i kogo ja widzę?!
Moi przyjaciele wsiadają właśnie razem z Austinem do atrakcji do której ja właśnie stoję w kolejce!
Pomimo, że łzy napłynęły mi do oczu ,postanowiłam dalej bawić się tak jak miałam zamiar.
Po krótkim oczekiwaniu wsiadłam na młyn diabelski i przejechałam się nim.
Było naprawdę fajowo. Ale gdy znowu zobaczyłam Deza i Trish z tym złodziejem przyjaciół już nie wytrzymałam. Podbiegłam do nich i powiedziałam to co czuję.
- Trish, jak mogłaś mnie okłamać i jak możecie mnie zostawiać, dla niego, myślałam, że się przyjaźnimy, ale najwyraźniej się myliłam! - powiedziałam z wielkim wyrzutem ale po chwili chciało mi się śmiać, gdy zobaczyłam ich miny. Nie okazałam tego jednak i przypomniałam sobie, dlaczego mieli takie miny.
Nagle zaczęły mi lecieć z oczu łzy.
Pobiegłam więc szybko przed siebie, słysząc tylko, że ktoś za mną biegnie.
Hejka! Mam nadzieję, że rozdział się podoba i że nie zawiedliście się na mnie...
Szczerze to jestem z tego rozdziału bardzo zadowolona :D.
Na początku tego rozdziału trochę pomogła mi Tyśka ale później udało mi się mi napisać go samej.
Miłego czytania na następny raz, bo z tego co wiem to Tyśka pisze już kolejny.
Piszcie wrażenia z rozdziału w komentarzach xD
~Refive ;***
Oh, Ten rozdział to Totalna Zajebioooza. :D
OdpowiedzUsuńMuszę przyznać, że wyszło nam to Świetnie. < 3
A co do Rozdziału numer dwa, już go piszę w roboczych...;*
Tak,zgadzam się z tobą xD
UsuńNie mogę się doczekać aż będę mogła przeczytać 2 rozdział :D
;***