czwartek, 13 listopada 2014

Rozdział 48

A wtedy jakaś idiotyczna kłoda zleciała prosto na moją głowę! 
- Auć... - Syknąłem z bólu. Czy na prawdę zawsze musi nam coś przerywać?! - Austin! Nic ci nie jest? - Zapytała przejęta Ally. 
- N-nie... - Odpowiedziałem, lecz już po chwili zacząłem osuwać się na ziemię tracąc przytomność. Zatraciłem się z nicość, która zmieniała swoje barwy, raz była czarna, raz biała. Z oddali słychać było przerażony krzyk mojej przyjaciółki, później nie było już nic.

Trish 

Obserwując z obrzydzeniem, jak Dez je szaszłyki z shake'iem truskawkowym, zastanawiałam się, ci się dzieje z naszą kochaną parką. 'może się pogodzili?' - Myślałam sobie w głowie. Byłam przez tą myśl szczęśliwa, że na reszcie im się może układać, lecz uśmiech zszedł mi z twarzy, gdy zobaczyłam zapłakaną Ally biegnącą do nas.
- Rany boskie! - Krzyknęłam wystraszona. - Co się stało? - Dodałam.
- A-Austin j-j-jest w szpi-talu. - Powiedziała roztrzęsionym głosem.
- Jak to w szpitalu? Na pewno jest głodny! Musimy mu zrobić szaszłyka. - spojrzałam na niego z politowaniem, po czym wróciłam do poważnych tematów.
- Co z nim? - Zapytałam starając się być spokojna. Widziałam, że moja przyjaciółka próbowała się wysłowić, ale nie potrafiła.
- Dobrze, opowiesz mi później, teraz do niego jedźmy. - dodałam, po czym razem z Ally i Dez'em wyszliśmy szybko z baru i poszliśmy do Carl'a.
- Niech nas pan zawiezie do najbliższego szpitala! Błagam! - krzyknęłam do niego z błagalnym wzrokiem kiedy znaleźliśmy się już na farmie. Na szczęście nie znajdowała się ona daleko od baru.
- Rany boskie, mam nadzieję, że nikomu nic się nie stało?! - zapytał przestraszony nerwowo przeszukując kieszeń w celu znalezienia kluczyków. Kiedy udało mu się tego dokonać, ruszyliśmy szybkim krokiem do samochodu i z setką na liczniku pojechaliśmy pod szpital.
15 minut później byliśmy już na miejscu. Gdy tylko dowiedzieliśmy się, gdzie znajduje się Austin, poszliśmy do niego z przejęciem. Na szczęście był tylko w gabinecie pielęgniarki, więc mieliśmy nadzieję, że nic mu się nie stało. Weszliśmy do środka.
- Proszę nie wchodzić! - krzyknęła pielęgniarka święcąc jakimś światełkiem w oczy naszego przyjaciela. Kiedy go zobaczyliśmy całego, kamień spadł nam z serca.
- Proszę pani, i tak już tu weszliśmy, więc proszę dać nam się przywitać z kolegą. - powiedziałam z ironicznym uśmiechem, który najwyraźniej zezłościł kobietę w białym kitlu.
- Nie ma mowy! To ja tu jestem od opieki pacjentami! - Retyy, jaka ona nerwowa.
- Tak, tak, już ja widzę jak się pani nim zajmie. Mamy przewagę liczebną, no i w dodatku to ona jest wybranką tego oto blondyna, więc proszę się nie sprzeciwiać. - Odpowiedziałam wskazując na dwójkę przyjaciół.
- Trish! - Krzyknęła skrępowana Ally.
- No coo... to absolutna prawda. - przyznałam z uśmiechem. Spojrzałam na Austin'a. Wyglądał na nieco rozbawionego sytuacją.
- Austiin! - Krzyknął rudzielec po czym podbiegł do niego i przytulił go z całej siły.
- D-dez!... - Blondyn wydusił z siebie jedno słowo po czym najwyraźniej zaczął odchodzić do drugiego świata.
- Co ty robisz idioto?! - rzuciłam się na tego psychoszaszłykowego świra.
- Nawet pielęgniarka się was wystraszyła bo już jej tu nie ma... - powiedziała cicho szatynka.
- Dobrze, że sobie poszła. Nie przypadła mi do gustu. - uśmiechnął się blondyn. - A tak właściwie, o co tu chodzi? Pamiętam tylko jak leżałem w parku iii... ktoś mnie zaatakował... to była Kira? No nie wiem, w każdym bądź razie byłem na mokrym chodniku. - dodał lekko zdziwiony.
- Jaka Kira do jasnej cholerci?! Przecież ty opowiadasz o wydarzeniach sprzed dwóch tygodni! - krzyknęłam przerażona. ‘Czyżby Austin wrócił do stanu z przed amnezji? W sumie to może nawet dobrze, nie będzie pamiętał Kiki i przypomni sobie swoje dotychczasowe życie... ‘ – pomyślałam nieco uspokojona.
W końcu wcześniej kochał Ally jeszcze bardziej… Nawet jeśli nie zawsze się do tego przyznawał.

***
Tak jak obiecałam, rozdział dzisiaj jest.
Dziękuję wytrwałym za to, że czytają to opowiadanie <3
Wczoraj jakoś dostałam na nie masę pomysłów wziętych z życia i wzięło mnie tak na napisanie rozdziału... takiej weny dostałam nareszcie raz od dawna :>
Dedykuję rozdział wszystkim tym, którzy czytają, bardzo Wam za to dziękuję! 
rozdział na razie taki krótki, przepraszam, po takiej przerwie powinien być dłuższy, ale nie mogłam na prawdę dać wszystkiego w jednym. 
Wątpię, żeby Wam się podobał, więc proszę o wasze krytyczne opinie.
To na tyle... do napisania ;3

~Refive


niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 47

Wstałam... Ruszyłam w stronę jeziora, Kika i Cassidy nadal stały w tym samym miejscu. Więc zawołałam:
-Chodźcie! -Dziewczyny zrobiły jak powiedziałam. Gdy były już przy mnie ponownie zawołałam, ale tym razem do Austina i Deza:
-Chodźcie tu na chwilę! -Ja tu się darłam, a oni nadal pluskali się w wodzie! No cóż... Postanowiłam zawołać jeszcze raz, ale tym razem głośniej. Jak powiedziałam tak zrobiłam:
-Chodźcie tu na chwilę!! -Jak na złość! Austin wykrzyknął:
-Co mówiłaś Koch... Ally? - Zamyśliłam się... Czy on miał na myśli... Koch... Kocha... Kochanie?? Nie to absolutnie nie możliwe! Przecież ja z Austinem jesteśmy tyko przyjaciółmi i  nikim więcej, a może jednak nie:
-Ally! Wszystko dobrze? -Usłyszałam przed sobą głos Austina:
-Ta... Tak! Jasne! -Blondasek zmartwiony spytał:
-Jesteś pew... -Ucichł gdy zobaczył za mną Kike i Cassidy, a raczej tylko Kike. Po chwili dodał:
-Ooo A kto to? -Przyznam zrobiło mi się smutno, ale starałam się tego nie ukazywać. Odpowiedziałam:
-A to... Kika i Cassidy -Wskazałam na jedną po czym na drugą.  Gdy ino Kika ujrzała Austina lekko mnie popchnęła i rzuciła mu się na szyje. W tym właśnie momencie wróciło do mnie to uczucie... Smutek... Chciałam uciec, ale wiedziałam, że nie mogłam! W tym momencie właśnie odezwała się Kika! Głaskając Austina po jego pięknych blond włosach:
-Ally może w końcu przedstawisz mi swojego kolegę? - Przedstawiłam, a co innego mogłam zrobić:
-Tak to.. Austin -Uśmiechnęła się chytrze. Po czym powoli zbliżała się do Austina, a raczej do jego ust! Nie chciałam, żeby ona go pocałowała...

*Trish
Wstałam jak oparzona!  Nie wiem czemu.. Może obudziło mnie moje przeczucie? Dobra do rzeczy!
Gdy ino otworzyłam oczy ujrzałam jakąś blond lalunie z mocną tapetą na twarzy, która usiłowała pocałować Austina i to nie w policzek, czółko czy coś, tylko w usta! Centralnie przy Ally! Co za durna pinda! Chyba każdy normalny zauważył, że pomiędzy Ally, a Austinem coś jest, a ta nie? Coś nie lubię tej lali...  Nie mogłam do tego do puścić! Wstałam jak oparzona, wbiegłam w Austina i nią, zapytałam:
-Kto chce shaka? -Shaka? WHAT? Dlaczego przyszło mi to do głowy? Hmm...Może dlatego, że ja wręcz ubóstwiam shaki! Po prostu poszłam na kompromis. Widać, że ta blond lalunia nie była zadowolona z tego, że zepsułam jej taką piękną scenkę z "Austisiem"...  Dziwiło mnie to, że Austin nawet nie próbował jej przerwać... Dobra zostawmy to! Moja przyjaciółka oczywiście się ucieszyła więc ja też. Odpowiedziała radośnie:
-To świetny pomysł! Dez! Austin! Co Wy na to? - Spojrzeli na siebie. Po chwili odpowiedzieli równocześnie:
-No jasne! - Allyson po chwili dodała:
-Ahaa i ty Kika? - Wiedziałam, że ciężko było jej to wypowiedzieć... A ja nic nie mogłam na to poradzić. Jedyne co mi pozostawało to to, żeby Kika, a raczej ta pusta lala się nie zgodziła! Na szczęście:
-Nie dzięki! Ally... Cassidy chodź idziemy stąd! - Wyglądało na to, że ten mały potwór... Dokładnie nie lubię małych dzieci! No to ten mały potwór zwał się Cassidy. Obie ruszyły w stronę lasu. Z zaciekawieniem ja i moi przyjaciele przyglądaliśmy się jak odchodzą. Jednak po chwili... Kika wybiegła zza drzew ciągnąc za sobą Cassidy. Szybko podbiegła do Austina. Puściła Cassidy i zrobiła tak zwane "Słodkie oczka" ale szczerze średnio jej to wychodziło.. Zaczęła:
-Austy.. Bo wierz ja mam taką małą prośbę... -Ciekawe co ta szuja ma na myśli... Mój blond przyjaciel spytał:
-Jaką? -Położyła rękę na jego nagim torsie.. Po tej czynność dało się zauważyć, że w Ally już się gotowało. Następnie Kika spojrzała mu w oczy, dokończyła swój monolog:
-Mogłabym prosić o twój numer? -Noo tak! Numer... Dało się domyśleć! Austin na nią spojrzał, po chwili powiedział:
-Tak! Jasne! Daj mi swój telefon... Zapisze -Zrobiła tak jak powiedział. Po minucie oddał jej telefon. Blond szuja pocałowała  mojego blondi przyjaciela w policzek... Może i w policzek, ale Ally tak czy siak była smutna.  Szkoda mi jej było, ale co ja poradzę na to, ze Austin bawi się jej uczuciami?! Na końcu tej całej akcji Kika wykrzyknęła:
-Dzięki Austy! Zadzwonię! -Posłała mu buźaka i już jej nie było tak samo jak tego małego potwora.  JUHU!
Ale to nie zmienia faktu, że Ally nadal jest smutna... Austin podszedł do mojej przyjaciółki, spytał:
-Czy coś się stało Ally?  -Chciał ją przytulić, ale brunetka go odepchnęła, po czym powiedziała:
-Ty to się lepiej do mnie nie zbliżaj! -Co prawda blondasek się zdziwił, ale odpowiedział:
-O co Ci chodzi? -Ally odwróciła głowę, po czym wypowiedziała:
-Chodźmy już na te shaki! -Wszystkim to pasowało, wyjątkiem był Austin.

*Austin
Ally prowadziła Nas do jakiegoś baru, a mi nadal jej słowa nie dawały spokoju: "Ty to się lepiej do mnie nie zbliżaj!" O co jej chodziło? Przecież nic nie zrobiłem... Z moich przemyśleń wyrwał mnie głos przed chwilą wspomnianej osoby:
-To tu! - Wskazała na bar, po czym powoli do niego weszliśmy. Usiedliśmy przy stole. Kelner nie przychodził do Nas od jakiś 2 min obsługiwał innych klientów, ale jak to przystało na Trish:
-KELNER!! -Nadal nie przychodził więc czarnowłosa zaczęła marudzić:
-Nie wiarygodne!
-Ileż można czekać?
-Gdzie ten głupi kelner?! - I tak dalej... Mogło by to trwać wiecznie! Na szczęście po jakiś 5 min ciągłego narzekania Trish kelner do Nas podszedł. Od razu spytał:
-Witam! W czym mogę pomóc? -Trish powiedziała:
-Niech Nam pan poda Menu! -Jak moja czarnowłosa przyjaciółka powiedziała tak on zrobił. Podał Nam menu. Wszyscy zaczęliśmy je przeglądać.. Po chwili usłyszałem głos Deza:
-KELNER! -Wydarł się, a już po chwili stał przy Nas wspomniana osoba, spytał:
-Tak w czym mogę pomóc? -Rudzielec odpowiedział:
-A gdzie są moje szaszłyczki? -Pan w czarnym garniturzene nie wiedział o co chodzi. W tym momencie uruchomiła się Trish:
-Temu głupkowi chodzi o szaszłyki... -Tak ona nie umiała się powstrzymać od dogryzienia mojemu przyjacielowi nawet w miejscach publicznych. Jedynym plusem było to, że kelner zrozumiał:
-Aaa szaszłyki! Oczywiście, że są! -Czarnowłosa odpowiedziała oczywiście tym razem też nie mogła się powstrzymać! Po raz drugi dogryzła  rudzielcowi:
-To poprosimy sześć dla tego rudego głupka. -Zaśmiała się, a Dez jak to Dez się oburzył:
-Wcale nie jestem głupkiem! -Wszyscy wybuchliśmy śmiechem oczywiście z wyjątkiem kelnera i rudzielca, kelner spytał:
- Dobrze to będzie te sześć szaszłyków i coś jeszcze? -Wszyscy zaczęli zamawiać:
-Ja poproszę wodę... -Trish... Chwila Trish i woda zwykła woda? Dałbym głowę, że zamówi jakiegoś shaka czy coś... Na szczęście po chwili to się wyjaśniło:
-I tą sałatkę grecką.. - No tak mogłem się domyślić:
-Shake truskawkowy! -Dez... Oczywiście jak to Trish musiała to skomentować:
-FUU! -Rudzielec oburzył się po raz drugi, czarnowłosa dodała:
-FUU! Jak można jeść szaszłyki i popijać je shakiem truskawkowym! -Oburzony Dez odpowiedział:
-No jak widzisz można! -Trish zrobiła minę typu: "Ohyda!" Po czym zrobiła ruch wymiotny, pan w czarnym garniaku spytał:
-Dobrze to będzie sześć szaszłyków, jedna sałatka grecka, shake truskawkowy, woda i coś jeszcze? -Ally nareszcie się odezwała:
-Tak ja poproszę Milk Shaka. -Kelner zapisał, chciał coś powiedzieć jednak jak mu przerwałem:
-To ja poproszę to samo -Uśmiechnąłem się do brunetki, chciałem dotknąć jej ręki jednak ona ją odsunęła. Dlaczego? Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos faceta w garniturze... Ta chodziło o kelnera:
-Czyli będzie sześć saszłyków, jedna sałatka grecka, shake truskawkowy, woda i dwa milk shaki? -
Wszyscy kiwnęliśmy głową na Tak, jedynie odezwała się Trish:
-Tak! - Facet w garniaku miał już odejść, lecz jeszcze do Nas przystanął:
-Za niedługo zamówienie będzie gotowe -Wszyscy się cieszyli, a zwłaszcza Dez! On tak bardzo kocha te całe szaszłyki! Ciekawe dlaczego? Dobra nie o tym! Po 15 min wszystko było gotowe. Mój rudy przyjaciel tak na to wyczekiwał... Kelner podał nam zamówienie, powiedział: "Smacznego" i tyle go widziałem. Wszyscy zabrali się za pałaszowanie swoich posiłków, znaczy tylko Dez i Trish, bo ja z Ally piliśmy shaka.
Chciałem pogadać z brunetką więc spytałem, ale po cichu:
-Ally możemy pogadać na osobności? -Odpowiedziała takim samym tonem jak ja, czyli po cichu:
-Austin, ale my nie mamy o czym gadać! - Przyznam przykro mi się zrobiło, ale nie dawałem za wygraną:
-Ally proszę -Kiwnęła głową na "Nie" po czym nie zmieniając tonu tak odpowiedziała:
-Nie! -Nadal nie dając za wygraną powiedziałem:
-Ally naprawdę proszę! Zależy mi! -Tym razem się udało! Zgodziła się!
Ruszyliśmy w stronę drzwi wyjściowych, podczas tej trasy chciałem choć raz dotknąć jej ręki jednak ona robiła wszystko, żebym ino jej nie dotknął! To bolało...  Nasi przyjaciele dopiero zauważyli, że wychodzimy już poza bar i Krzyknęli, a raczej krzyknęła i to sama Trish, bo Dez był za bardzo zafascynowany swoimi szaszłykami:
-A Was dokąd niesie? - Zaraz po chwili odkrzyknęła jej Ally:
-Musimy porozmawiać! -Czarnowłosa kiwnęła głową, a my ponownie ruszyliśmy.
Gdy byliśmy już na zewnątrz Allyson spytała:
-To o czym chciałeś ze mną porozmawiać? -Stanąłem na przeciwko niej, spojrzałem w jej piękne oczy i poprosiłem:
-Proszę zamknij oczy! -Było widać zdziwienie na twarzy brunetki, z tego powodu spytała:
-Po co? -Dość szybko odpowiedziałem:
-Proszę rób to! -Po chwili namysłu jednak to zrobiła. Przybliżyłem się do niej, gdy byłem wystarczające blisko niej lekko musnąłem jej usta, a wtedy...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Rozdział wyszedł do dupy i w ogóle! Boż! Jak będzie przynajmniej 10 komentarzy to będzie cud!!
A tak po za tym.. HEY! Jestem tu nowa....
Być może znacie mnie z tego bloga (Jeśli w ogóle można to nazwać blogiem) ------------------------>
http://auslly-raura-mixed-feelings.blogspot.com
OK to chyba na tyle...

~ICA~


czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 46

(...) - Austin! Halo, słyszysz mnie?! - krzyknęłam do ucha blondynowi, jednak nic to nie dawało, nie otwierał oczu. - Austin!!! - znów zaczęło robić mi się czarno przed oczami. Do zagrody weszli Dez i Trish, którzy na początku się śmiali ale widząc mnie prawie mdlącą opanowali się i podbiegli do nas.
- Ally?! Co się stało?! - krzyknął spanikowany Dez. - Zabiłaś go?
- Tsa...jasne Dez! - De La Rosa zakpiła - Ally cicha i spokojna dziewczynka, zabiła ci przyjaciela! 
Rudzielec spojrzał na mnie groźnie, chyba...chyba on nie wierzy w sarkazm Trish?! O jezu. Po chwili przyjaciel podniósł nieprzytomnego Moona i poszliśmy do domu. Kiedy posadziliśmy chłopaka na kanapę ja i czarnowłosa poszliśmy do kuchni, by z kranu nalać mu zimną wodę. 
Dobry plan tylko ciekawe czy poskutkuje.
Do mojego ulubionego kupka zaczęłam nalewać przezroczystą ciecz, w duchu modląc się aby Austin przeżył, kurde kochałam tego chłopaka. WRÓĆ! kochałam go jak przyjaciela.
- Dawson, możesz szybciej?! - Trish powoli się niecierpliwiła, jednak spojrzałam na nią zszokowana przyjaciółka nigdy nie mówiła do mnie po nazwisku. Nigdy.
- Dobrze, już już - powiedziałam i zakręciłam kran. Parę kropli wody upadło na moje buty. 
Kiedy już odetchnęłam trochę i się uspokoiłam, razem z przyjaciółką poszliśmy do salonu
będąc blisko przy Austinie, zamachnęłam się i rozlałam na jego twarz całą zawartość kubka, próbując go ocucić. Udało się! Blondyn otworzył powoli oczy i widząc nas zgromadzonych przy nim, odezwał się.
- Co się stało?
- Zemdlałeś, ale spokojnie wszystko jest pod kontrolą. Austin boli cię coś? - drżącą ręką dotknęłam jego czoła. Chłopak tylko się uśmiechnął. Uff nic mu nie jest.
- Nic, kiedy ty tutaj jesteś - powiedział i złapał mnie za rękę, poczułam jak moje policzki pokrywa krew.  - Słodko się rumienisz ....
- Awww Auslly! - powiedzieli równocześnie Dez i Trish podskakując radośnie.
- Auslly? CO?! - tym razem krzyknęłam równocześnie z Austinem, który zmieszany zabrał swoją dłoń. Przyjaciele tylko się zaśmiali.
- Może pójdziemy nad jezioro? - spytałam a Trish,Dez i Austin przytaknęli.

****
Kiedy przyjaciele poszli się przygotować podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej odpowiedni na dziś zestaw ubrań. Składał się on z luźnej, fioletowej bluzki na ramiączkach i dżinsowych krótkich spodenek. Z tymi oto ubraniami ruszyłam do łazienki. Tam umyłam się, przebrałam, uczesałam i zrobiłam sobie jak zwykle, lekki makijaż. Już po chwili byłam gotowa. Następnie podeszłam do mojej torebki sprawdzając czy wszystko mam: telefon, okulary przeciwsłoneczne i chusteczki higieniczne oraz krem do opalania.
- Jesteś gotowa? - spytała czarnowłosa, uchylając lekko drzwi.
- Tak tylko wezmę sobie koturny - powiedziałam i po chwili przeodziałam się wspomnianą rzecz. 
- A! Ally mam pytanie - przyjaciółka złapała mnie za ramiona - Czy coś czujesz...no...do Austina?
Zszokowała mnie tym pytaniem.
- No wiesz Trish...- wzięłam lekki wdech - Czuję coś do Austina, ale co z tego? 
- Jak to co z tego?! - oburzyła się przyjaciółka - Przecież musisz mu to powiedzieć! 
Chciała wyjść, ale wcześniej ręką zamknęłam drzwi z przed jej nosa. 
- Nie możesz! A jeśli moje uczucia są błędne? Na boga! Mogę stracić jego przyjaźń, a tego bym sobie nie darowała - powiedziałam i nagle posmutniałam.
- A jeśli darzy cię tym samym uczuciem? - spytała i podniosła jedną brew. Zaśmiałam się, co ona wygaduje - Dobra nie ważne! Udajemy, że nie było tego tematu. Okey?
- Dobra! To co idziemy na to jezioro?

****
Idąc cały czas myślałam nad pytanie Trish: ,,Czy coś czujesz...no...do Austina?" a czy ja wiem? Jak na razie jest moim przyjacielem i nie chcę tego zmieniać. Spojrzałam na blondyna który rozpędził się i wskoczył do wody robiąc w powietrzu salto. Czarnowłosa koło mnie leżała i się opalała, a Dez przymocował do drzewa opnę jako huśtawkę, by łatwiej i śmieszniej wskakiwać do wody. A ja? siedziałam na kocu i rozmyślałam nad przyszłością. W pewnym momencie dostałam piłką od siatkówki w głowę, odwróciłam się i zobaczyłam jak jakaś mała dziewczynka podbiega do mnie. 
- Pseplaszam - wyjąkała i spojrzała na mnie smutnymi oczkami - Mogję odsyskac pijke?
- Tak, jasnę - powiedziałam i wręczyłam jej wspomniany przedmiot - A mogę wiedzieć jak masz na imię?
- Cassidy Carver 
- Ja jestem Ally Dawson - powiedziałam i ją przytuliłam, trochę dziwne uczucie ale lubię tulić się do małych dzieci. A Cass była słodką małą dziewczynką.
- Cass! To tutaj się schowałaś! - do nas podbiegła jakaś blondynka. Zesztywniała kiedy zobaczyła nas tulących się do siebie.
- Kika, poznjaj Ally - powiedziała i wskazała na mnie - Ally tjo moja sjosja

- Kika Carver, miło mi
- Ally Dawson mi również. 
Polubiłam ją, na szczęście jakaś nowa dziewczyna w tej okolicy, przynajmniej wyglądała na normalną dziewczynę a kto wie może i Trish ją polubi?
- Chcesz poznać resztę? - zapytałam
- Jasnę! - obie krzyknęły. Zaśmiałam się tylko i poszliśmy w kierunku zabawiających się przyjaciół ...

--------------------------------------
Hej rozdział tym razem pisała  _Unpredictable_, mam nadzieję, że rozdział się podoba. 
Zapraszamy was do zakładki ,,bohaterowie" bo jak widzicie są dodani tutaj dwie osoby.
Zapraszam was jeszcze tutaj [klik]




czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 45

Następnego dnia obudziłam się dosyć późno.Wstałam leniwie z łóżka i poszłam się ubrać. Gdy już wyszłam z łazienki, zeszłam do kuchni. Zaburczało mi w brzuchu, więc postanowiłam coś zjeść. 'A tak w ogóle to gdzie są wszyscy?' - spytałam siebie w myślach zdziwiona. Wyjrzałam przez okno, i zobaczyłam Trish grającą z Dezem w piłkę. Brakowało tylko Austina, wujka, cioci, oraz mojego kuzyna. Właśnie, z ciocią Niną oraz z Tonym nie widziałam się jeszcze odkąd tu przyjechaliśmy.
Po chwili namysłu wróciłam planu zjedzenia jakiegoś śniadania. W sumie to nie miałam ochoty na coś obfitego i wytrawnego, postawiłam więc na zwykłe płatki kukurydziane z mlekiem.
Po zjedzeniu wstawiłam brudną miskę do zlewu, a następnie poszłam po jakieś pantofelki.
Kiedy już miałam je na nogach, ruszyłam do moich przyjaciół. Gdy ich zobaczyłam, nie grali już w piłkę, tylko leżeli plackiem na trawie.
- Wiecie, że na tym mogły załatwiać swoje potrzeby zwierzęta? - spytałam ironicznie.
- Fuuu, musisz mówić mi to akurat teraz? Będę musiała znowu wymyć włosy. - powiedziała niezadowolona czarnowłosa.
- Nie przesadzaj Trish, to będzie taki twój nowy perfum. - zaczął się z niej nabijać rudzielec.
- Bardzo śmieszne. swoją drogą, masz coś na plecach. - dodała, kiedy Dez zmusił się do pozycji siedzącej.
- Zdejmij to! Błagam, Trish!!!
- Sorry, ja idę się wymyć! - krzyknęła na odchodne, po czym weszła do budynku.
- Ally? - zapytał z nadzieją mój przyjaciel.
- Przepraszam, muszę znaleźć Austina i moją rodzinę. - starałam się jakoś wymknąć z zaistniałej sytuacji.
- Dobra, dobra, idź już, ja idę do Trish.
Zaśmiałam się cicho. Oni to są jednak do siebie przywiązani.
Zaczęłam obchodzić całą farmę w poszukiwaniu kogokolwiek. Pierwszą znalazłam ciocię Ninę.
- Cześć ciociu! - przywitałam się z uśmiechem na twarzy. Nie widziałyśmy się pare lat.
- Ally, jak ty wyrosłaś!
- Oj tam, przesadzasz ciociu.
- Wcale nie przesadzam! Widziałaś się już z Tonym? Nie mógł się doczekać kiedy przyjedziesz.
- Nie, jeszcze nie. właśnie go szukałam.
- Hmm, ja też nie wiem, gdzie on może teraz być. Może pomaga Carlowi. Sprawdź najpierw u kur.
Przytaknęłam cioci, po czym zrobiłam tak jak kazała.
Kiedy znalazłam się przy wybiegu dla kur, znalazłam mojego blondwłosego przyjaciela.
Chyba próbował je nakarmić, bo trzymaj w ręku miskę z ziarnem.
- Hey. - uśmiechnęłam się do niego.
- Cześć Ally. - odwzajemnił mój uśmiech.
- Nie spodziewałam się ciebie tutaj. - zaśmiałam się lekko.
- Twój wujek poprosił mnie, żebym je nakarmił. - wytłumaczył.
Obserwowałam jego ruchy, najpierw otworzył opakowanie z ziarnem, a potem... wszystkie kury zaczęły na niego wskakiwać. Wyglądało to komicznie. Jednak po 5 minutach, zauważyłam, że podczas kurzego ataku, Austin musiał upaść i uderzyć się w głowę, na dodatek jeszcze kury zaczęły go dziobać.
- Sio mi stąd! Już! Przestańcie! - zaczęłam krzyczeć na oszołomione zwierzęta, które zaczęły ode mnie uciekać.
- Austin! Halo, słyszysz mnie?! - krzyknęłam do ucha blondynowi, jednak nic to nie dawało, nie otwierał oczu. - Austin!!! - znów zaczęło robić mi się czarno przed oczami.

***
Wiem, że strasznie krótki, przepraszam :c
Ale wiecie, też nie miałam za dużo weny, tym bardziej, że były tylko 3 komentarze pod ostatnim rozdziałem, a w tym dwa moje... czyli wychodzi na to, że tylko jedna osoba skomentowała.
I to właśnie tej osobie chciałabym zadedykować ten rozdział,a tak dokładniej to dwóm, Niepozornej Romantyczce, oraz kochanej Klaudii K., która podniosła mnie wielce na duchu swoimi komentarzami pod ostatnim postem, i zachęciła mnie do napisania tego rozdziału, dziękuję Wam bardzo ;***
Dzięki takim osobom chce się pisać <3

Mam nadzieję, że następny napiszę szybko, no i, że ten skomentuje nieco większa ilość osób ;)

Paa! ;* <3

~Refive ;D

sobota, 21 czerwca 2014

Chyba już nie wchodzicie na tego bloga...

Tak mi się coś zdaje, że większość z Was przestała wchodzić na tego bloga ;/
Ale wiem, że to tylko i wyłącznie moja wina, przez moją totalna nieobowiązkowość :c
Dobra, ale nie o tym post xD

Z okazji, że nawiązałam współpracę z _Unpredictable_ stworzyłyśmy wspólnego bloga. Ponieważ _Unpredictable_ z pewnością będzie mnie zaganiała do pracy, rozdziały powinny pojawiać się w miarę regularnie ;3 Zapraszam Was na tego bloga serdecznie, zachęcam do komentowania, oraz do obserwowania <3

Tu macie linka: W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca.

I przy okazji chciałabym zareklamować dwa blogi mojej przyjaciółki, która pisze świetnie, co prawda nie o Auslly ani Raurze, ale występują tam R5, więc jeśli ktoś byłby zainteresowany, to zapraszam ;)

I linki:

Pierwszy 
I drugi ;3

~Refive, jak zwykle ja, wiem, pewnie macie mnie już dość xD Ale i tak Was mocno kocham! ;**

piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 44


*Ally Dawson*

Kiedy usiadłam na siedzeniu poczułam się dziwnie,  moje ręce niespodziewanie zaczęły się pocić. Boże, żebym nie zemdlała.
-Ally spokojnie, Dez może jest taki uhm ... - blondyn przegryzł dolną wargę, nie wiedział co powiedzieć – Szalony ale nie jest AŻ tak głupi, żeby coś mu się stało
-Serio w to wierzysz? - zapytałam cicho łkając
-Tak – odparł i mnie objął. Po chwili jednak robiło się tutaj gorąco, poczułam jak pot oblewa moje ciało. Chciałam szturchnąć Carla i poprosić go, by włączył klimatyzację jednak tak czułam się słabo, że podniesienie ręki było dla mnie wyzwaniem.
- Ally! - krzyknęła Trish, jednak nic nie odpowiedziałam bo …
Zemdlałam. Nie mam pojęcia kiedy, ale jednak. Obudziłam się gdy usłyszałam otwierane drzwi samochodu. Otworzyłam powoli oczy łapiąc kontakt ze światem. Zobaczyłam wyjmującego mnie powoli z samochodu Austina. Kiedy zobaczył, że jestem już przytomna, uśmiechnął się lekko po czym ponaglił mnie abyśmy szli zobaczyć co z Dezem. No tak… przecież to ze strachu o mojego przyjaciela nieco zasłabłam. Rozejrzałam się dookoła – Na środku malutkiego parku stało naprawdę spore drzewo, w około którego stała grupka jakichś dzieci, paru strażaków, pogotowie oraz policja.
- Co tu się stało? – podeszłam tam po chwili i zapytałam.
- Tam, na drzewie! – odpowiedziała mała dziewczynka. Razem z jej słowami mój wzrok przeniósł się we wskazane miejsce. Na drzewie siedział oczywiście nie kto inny jak Dez. Byłam zdziwiona… to nawet mało powiedziane. Skoro Dez w niewyjaśnionych okolicznościach znalazł się na drzewie, to chyba nie znaczy, że coś mu się stało. Więc dlaczego jest tutaj pogotowie, straż pożarna i policja?
-Dez! Złaź z tego cholernego drzewa! - otworzyłam szerzej oczy, nie wiedziałam, że Carl przeklina. Denerwował się, ale nigdy nie przeklinał. Po chwili do nas przyszedł rudzielec trzymając w rękach kotka, był malutki i patrzył tak niewinnie.
-Hej! Co tam? - spytał, chciałam już coś odpowiedzieć, ale nagle zrobiło mi się niedobrze i pobladłam. Zaczęło kręcić mi się w głowie i zemdlałam, ale dzięki zwinnemu refleksowi Austina, upadłam w jego ramiona.

*****
Obudziłam się w jakimś pokoju. Styl wiejski, czyli to znaczy, że dojechaliśmy na wieś.
-Ooo obudziła się moja królewna – powiedział Austin i podszedł do mnie po czym położył dłoń na mojej dłoni – Wyspana?
-Haha bardzo śmieszne – odparłam – A gdzie Dez i Trish?
-Poszli pokąpać się w jeziorze. Mi jednak się nie chciało, wolałem wiedzieć czy nic ci nie jest powiedział i uśmiechnął się, zawsze hipnotyzowały mnie te jego oczy, ciepłe i czekoladowe oczy które patrzyły się na mnie.
-Czyli martwiłeś się o mnie? - gdy spytałam się chłopak przytaknął – Aww to słodkie Austin – przytuliłam się go. Boże jaki on jest kochany! Chłopak niespodziewanie się przybliżył i to nawet bardzo, wiedziałam co mu po tym łbie siedzi. Kiedy chciał mnie pocałować, odwróciłam głowę, przez to blondyn dał mi całusa ... w policzek. Co mi odbiło? Dlaczego się tym tak zdenerwowałam? Pff przecież istnieje pocałunek przyjacielski? A może nie. 

- Jesteś głodna? - wyszeptał mi do ucha, przez co poczułam prąd podniecenia. Zaraz co?! Przecież nie mogę się w nim zakochać! Cholera! 
- Nieee jak na razie nie - odparłam - A mogę z wami iść popływać? 
- Nie. To znaczy odpoczywaj Ally jutro idziemy do lasu – powiedział Austin po czym opuścił pokój a ja opadłam na poduszkę. Co za pokręcony dzień – pomyślałam.

●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●Witajcie tym razem piszę ja _ Unpredictable _ Refive pomagała mi też. Mam nadzieje, że rozdział wam się podoba <3
Kocham was i proszę komentujcie ♥

sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 43

- To chodźmy już do auta i ruszamy dalej! - Powiedziałem nieco zniecierpliwiony. –
 A co, już ci się tak spieszy do zwierząt które mają mózg na takim poziomie co ty? - Dokuczyła mi Trish. Wszyscy się z tego zaczęli śmiać. Ja tylko ze swoją urażoną dumą zamilkłem i zająłem szybko swoje miejsce w busie.

Ally

Kiedy wyruszyliśmy w ponowną podróż powoli zapadał zmierzch. Za oknem widać było przepiękny zachód słońca.
Oparłam powoli głowę na miękkim ramieniu Austina. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Obudziły mnie promienie słoneczne. Nikt nie spał. Wszyscy podziwiali widoki zza okna. Dojechaliśmy do miasteczka. Było nieziemsko piękne.
Czysto błękitne niebo porażało swoją urodą, a urocze domki zachwycały swoją dziwną strukturą, która była naprawdę pomysłowa.
- Jeszcze tylko około dwudziestu kilometrów do farmy. – powiedział zadowolony wujek.
- O, nasz leń wreszcie się obudził. – powiedział uszczypliwie Austin.
- Ej! Nie jestem leniem! – oburzyłam się.
- Jasne, wmawiaj sobie. – dogryzł mi.
- To było nie miłe… - strzeliłam udawanego focha.
- No przestań…  tylko żartuję.
- Wiem przecież! – pokazałam mu język.
- A ci jak zwykle… - westchnęła Trish.
- Coś ci nie pasuje? – zapytaliśmy się razem zdziwieni.
- To już cieszyć się nie mogę? – zapytała z ironią czarnowłosa.
- Ale z czego cieszyć? – Austin już najwyraźniej niczego nie ogarniał.
- Eh… z niczego. – rzuciła szybko nasza przyjaciółka.
- Jesteście głodni? – zapytał się z uśmiechem wujek Carl po chwili.
- Nie… - powiedziałam, ale po chwili zaburczało mi głośno w brzuchu.
- Jasne, na pewno wszyscy ci wierzą. – powiedział Dez.
Już po pięciu minutach wszyscy wysiedliśmy z busa i udaliśmy się w kierunku jakiegoś baru z grillowanymi daniami, czy coś. Oczywiście wujek prowadził, bo on znał to miasteczko jak własną kieszeń. Dosłownie. Z każdym przechodniem się witał, a każdy zakamarek, nawet ten najmniej widoczny, komentował. Zupełnie tak, jakby to było jego miasto. No ale wracając do jedzenia, gdy już znaleźliśmy się w barze, nie ominął nas problem z wyborem dań do zamówienia. No, może prócz Deza. On zamówił wielką tacę z 18 szaszłykami ze śledzia, kurczaka i warzyw, których oczywiście później nie zjadł. Austin po chwili namysłu wziął żeberka, Trish indyka, a ja bardziej na wegetariańsko, zwykłe warzywa. Wszystko stawiał wujek, więc każdy dobrał sobie do tego picie według własnego uznania. Trzeba przyznać, że i jedzenie i napitek, były w dosyć sporych porcjach. Ja, Trish, Austin i Carl, najedliśmy się naprawdę bardzo, ale Dez jakoś nie wyglądał na bardzo sytego. Zamówił sobie jeszcze  cztery takie tacki i dwa dzbanki zimnej lemoniady z lodem. Gapiliśmy się na niego dziwnie, z resztą, nie tylko my. Uwaga wszystkich klientów baru była zwrócona na niego. Nawet sprzedawca i obsługa przerwali pracę, aby pooglądać jak Dez wpycha kolejne porcje szaszłyków. Gdy skończył, już miał iść zamówić kolejną, ale kiedy zauważył tych wszystkich gapiów, uciekł z krzykiem na zewnątrz. Pobiegliśmy szybko za nim. Jednak gdy już wydostaliśmy się z tłumu zszokowanych ludzi, nie mogliśmy go nigdzie znaleźć. W dodatku musieliśmy się zatrzymywać co jakiś czas, bo wujek nie ma zbyt dobrej kondycji.
- Gdzie on może być? – zapytałam zmarnowana.
- Nie mam pojęcia… - powiedział zdołowany blondyn.
- Kolejne godziny w plecy, my chyba nigdy nie dojedziemy na miejsce! – zaczęła marudzić Trish. Widać było, że wujek miał coś odpowiedzieć, ale przerwał.
- Słyszycie to? – zapytał po chwili milczenia.
- Co konkretnie? – spytała czarnowłosa.
- Z oddali… tak jakby sygnał pogotowia.
- Myślicie że… mogło mu się cos stać? – zapytałam drżącym głosem słabnąc nieco.
- Dez… - wyszeptała Trish.
- Nie, to niemożliwe. – zaczął panikować Austin.


- Uspokójcie się, musimy się jak najszybciej znaleźć się na miejscu wypadku! – krzyknął Carl. - No już, raz, dwa, trzy, do samochodu!

***
Hejo, tak jak obiecałam, rozdział :D
Wiem, ze jest krótki, nudny i bezpłciowy, ale jakoś tylko te pomysły przyszły mi dzisiaj do głowy xc
Mam nadzieję, że nareszcie zaczniecie komentować, co by mnie na prawdę bardzo ucieszyło ;)
No to... do następnego posta! ;*

~Refive

Wreszcie powrót do pracy XD

Hey! Nareszcie zabrałam się do roboty! Pisze dalej rozdział... mam nadzieję że się cieszycie i nie gniewacie na mnie za tak długą nieobecność :c
Trochę to smutne, że nie chcecie komentować naszych rozdziałów, ale cóż, staram się Was rozumieć ;)
Mam jednak nadzieję że kiedyś zrozumiecie co znaczy dla nas każdy komentarz i zaczniecie zostawiać po sobie ślady obecności i własnej opinii, czy wam się podoba czy nie ;)
No bo nie wiem... chyba najlepsza jest ocena od kogoś nieznajomego, bo wtedy wiadomo już, co trzeba poprawić w swoim pisaniu...

Jednym słowem, dziękuję Wam że po prostu czytacie tego bloga, że jesteście ;*
To dla mnie bardzo ważne... blog to tak jakby takie moje drugie życie. co prawda do którego często nic nie dodaję, ale bardzo często czytam sobie nasze stare rozdziały i Wasze stare komantarze :D

P.S. Wesołego Alleluja! ;***

~Refive

sobota, 1 marca 2014

Taka tam notka... :P

Heej ;3
Zapraszam Was na mojego i Tori Pa nowego bloga... taki tam bezsensu... inny nieco :P
O R5 ale nie o Raurze ani nic.
KLIK
No i to tyle.
A, i jeśli chodzi o rozdział, to zaczęłam, ale coś mi nie idzie... a po za tym nie wiem czy mam dalej pisać, czy nie, bo coś bardzo mało osób czyta te nasze rozdziały, a o komentarzach to już nie wspomnę...
5 osób na krzyż wyraża swoją opinię, za co im bardzo dziękuję ;* Ale to trochę mało... kiedyś było zdecydowanie więcej.
Ale napiszcie mi... czy ma sens, abyśmy prowadziły tego bloga, skoro nikt go nie czyta i jest bezsensu?

Do napisania,
~Refive ;***

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 42

- Ally!- wrzasnąłem znów. Woda była wszędzie. Moje zmysły powoli zaczęły zanikać. Wziąłem głęboki wdech i podpłynąłem do dziewczyny, która nadal się miotała. Chwyciłem ją w odjęcia i wyciągnąłem na powierzchnię. Chwilę później leżeliśmy na zielonym od trawy brzegu. Brunetka zakrztusiła się wodą, a potem pozbyła się jej z organizmu.
- Dzięki, Austin.- powiedziała, łapiąc gwałtownie powietrze.
- Spokojnie.- uspokoiłem ją i mocno przytuliłem.- Tak się martwiłem!
- Nie masz czym.- rzekła cicho. Nagle usłyszeliśmy wrzaski.
- Krowa zwiała!- to był Dez.- Nie ma jej już na ulicy! Zwijamy się z tej dziczy! Austin! Ally! Gdzie jesteście?!
- Tutaj!- próbowałem krzyknąć, lecz wiedziałem, że wodospad skutecznie mnie zagłuszy. Wstałem i pomogłem podnieść się również Ally. Powolnym krokiem do "obozu".

Trish

Kiedy Austin i Ally zniknęli mi przedtem z oczu, nie byłam pewna, gdzie są, ani CO ROBIĄ. Jednak, gdy zobaczyłam ich idących pod ramię, mokrych i drżących, a do tego to rozcięcie na policzku Ally, nie byłam pewna, co myśleć. Co między nimi zaszło? Zachowują się dziwnie. Bartek spojrzał w stronę brunetki i rozdziawił twarz.
- O żesz… Jasna cholera! Co ci się stało?- podszedł szybko do dziewczyny i dotknął jej policzek, z którego płynęła cienka strużka krwi.
- Trzeba to opatrzyć!- nie czekając na odpowiedź, pobiegł do wozu strażackiego i już po chwili wrócił, dzierżąc w dłoni apteczkę. Otworzył ją, sprawnie wyciągnął wodę utlenioną i plaster. Szybkimi ruchami przejeżdżał po skórze dziewczyny, a na końcu do policzka Ally przykleił cielistą powłoczkę.
- Wow, dzięki.- uśmiechnęła się szeroko i ucałowała chłopaka. Austin miał zaciętą minę, zwinął dłonie w pięści i odszedł od reszty.
- Nie ma za co – odpowiedział szeroko uśmiechnięty Bartek.
- Ej, skoro nie ma już tej krowy, too… - zaczęłam ich naprowadzać na myśl o dalszej podróży.
- Możemy na reszcie jechać na wieś! – Dez zaczął cieszyć się jak dziecko na myśl o cukierku.
- A ja chyba będę musiał wracać oddać wóz strażacki, wrócić do domu i poczekać aż w końcu mi pomogą z tymi iskrami w komputerze…
- Szkoda że nie możesz zostać z nami… - powiedziała smutno moja przyjaciółka. Wszyscy bardzo polubiliśmy tego chłopaka. Noo… może z wyjątkiem Austina.
- Niestety muszę, obowiązki wzywają… o mamo, właśnie sobie przypomniałem ze od kilku dni nic nie dodawałem na moim kanale! – wykrzyknął wyraźnie zmartwiony Tivolt.
- Spokojnie, na pewno jeszcze zdążysz to nadrobić. – zaczęłam go uspokajać. – Kiedy wracasz?
- Dzisiaj, powinienem nawet to zrobić teraz… No więc, nadszedł czas pożegnania…
- Będzie nam ciebie brakowało, stary! – rzucił się w objęcia chłopaka Dez.
- Mi was też. – odpowiedział smutnym głosem.
- Żegnaj, mam nadzieję że jeszcze kiedyś się spotkamy! – dorzuciła Ally.
- Właśnie, daj mi swój numer telefonu! Jak wrócimy do domu to się zdzwonimy! – powiedziałam całkiem zadowolona ze swojego nowego pomysłu.

Dez

- Okey. – powiedział całkiem zadowolony Bartek. W czasie gdy zaczął wystukiwać w komórce Trish swój numer, ja poszedłem poszukać Austina. Znalazłem go w busie, rozmawiającym z Carlem o trasie jaka nam została.
- Em.. Austin? Bartek wraca za chwilę do domu, może chciałbyś się z nim pożegnać? – zapytałem niepewnie, ponieważ wiedziałem, że mój przyjaciel niezbyt przepada za naszym nowym znajomym.
- Jeśli ostatni raz go widzimy to czemu nie? – powiedział blondyn z uśmiechem na twarzy.
- No nie wiem czy ostatni… Trish wzięła od niego numer.
- Ale ważne że się długo nie spotkamy, przecież jest z Polski, co nie? – nie zmieniał swojego radosnego tonu głosu.
- No w sumie racja… ale może kiedyś tam pojedziemy.
- Ale kiedyś to może już go tam nie być. Ruszajmy!
I tak poszliśmy do reszty. Carl też z nami poszedł, aby się pożegnać.
Gdy było już po wszystkim i Bartek już pojechał, zaczęliśmy chodzić wokół busu i sprawdzać czy nic nie zostawiliśmy. Kiedy już mieliśmy wchodzić do środka i ruszać w podróż, przypomniało nam się, że Ally jest cała mokra i zmarznięta.
- Tak właściwie to nadal nam nie powiedzieliście co się tam stało… - zaczęła Trish.
- Właściwie to nic takiego… tylko wpadłam do wodospadu… i Austin mnie uratował.
- Tylko?! – krzyknąłem razem z Trish.
- Jak to się stało? Nic ci nie jest? – zacząłem martwic się o przyjaciółkę.
- Spokojnie, jak widzicie jestem cała i zdrowa…
- I z rozcięciem na twarzy. – dodała Trish.
- To to przecież nic. No a jak tam wpadłam? Sama nie wiem… szłam i szłam aż w końcu zaczęłam się topić…
- Nadal nie rozumiem jak, ale spoko… - powiedziała czarnowłosa.
- Ej… Austin, ty też przecież jesteś mokry! Jak macie zamiar się wysuszyć?
- Nie wiem… - powiedział zamyślony.
- Może rozpalimy ognisko? – podał propozycję Carl.
- Niee, nie chce mi się chodzić po chrust. – odparł Austin. – Ale pamięta pan jak pan wspominał o tym miasteczku na mapie? Może tam byśmy się jakoś wysuszyli?
- No dobrze, ale macie mieć na sobie koce! Nie chcę mieć mokrego samochodu! – powiedział z udawaną surowością wujek Ally.
- Dobrze wujku – powiedziała z uśmiechem rozbawiona Ally.

***
Eloo, mam nadzieję że nie za długo zwlekałam z tym rozdziałem ;)
Przed chwilą go napisałam. Kasia napisała początek, za co bardzo jej dziękuję ;*
Nareszcie będą powoli zbliżali się do wioski, więc przynajmniej nie będą stali w miejscu xD 
Mam nadzieję że rozdział nie jest aż tak zły jak mi się wydaje (oczywiście bez fragmentu Kasi, która ma o wiele bogatsze słownictwo ode mnie ;c)
I proszę o komentarze, których jest niestety coraz mniej... wiem, że to nasza wina, bo bardzo rzadko dodajemy, ale nic nie możemy poradzić na to, że wena tak często nas opuszcza ;/

Mam nadzieję że się na nas nie gniewacie i życzę miłego wieczorka! ;***

~Refive

sobota, 15 lutego 2014

Nie wiem co mam pisać... xD

No dobra, no too... tego posta dedykuję Niepozornej Romantyczce i Vicki (P.S. Dziękuję że zawsze komentujecie! ;*)

Chciałyście żebym napisała Wam recenzję z koncertu... tak na prawdę to nie wiem co mam pisać xD
Może zacznę od początku...

Z Częstochowy, czyli tam gdzie mieszkam, wyjechałam po 12. Do Warszawy dotarłam jakoś za dwadzieścia 15. Gdy wychodziłam z samochodu widać było tłum piszczących co chwilę fanek stojących przy schodach. Kiedy szłam w tamtą stronę, w budynku obok Proximy (Akademik) otworzyła okno jakaś studentka z megafonem w ręce i powiedziała: Nie drzyjcie się tak! Justin Bieber zaraz przyjedzie!
Szczerze mówiąc, to nie mam pojęcia skąd miała ten megafon. (sama chciałabym taki mieć xD) I w sumie to nie zazdroszczę tym studentom miejsca zamieszkania, bo tam co kilka dni są jakieś koncerty i masa piszczących fanek xD No ale powracając do tematu, to jak już byłam prawie przy klubie, to w szklanych drzwiach pokazał się Riker, Rydel i Ross. (Każdy osobno, ale nie pamiętam w jakiej kolejności xP)
No i oczywiście znów fala pisków. Stałam tam z pół godziny, było strasznie zimno i buty mi już przemokły.
W między czasie poznałam tam Anię, którą przy okazji serdecznie pozdrawiam, ale wątpię żeby czytała tego bloga xD ;*** Później poszłam do samochodu, bo nie chciało mi się tam stać w tym mrozie.
Zapomniałam wspomnieć że byłam na tym koncercie z rodzicami. (Samej by mnie nie puścili xD)
Siedziałam w tym aucie do 16. Później wróciłam na swoje miejsce, ponieważ zbliżała się godzina wpuszczenia Vip'ów. Oczywiście do ani nie mogłam się już dostać, po nie dałoby się przedrzeć przez ten wielki tłum fanek, których dużo przybyło, a ona pewnie pomyślała, że ją zostawiłam...
Później nagle wszyscy pobiegli ustawiać się do kolejki z boku budynku.
Oczywiście ja nie ogar, nie rozumiałam o co chodzi, a jak już się zorientowałam, to nie mogłam nigdzie znaleźć potwierdzenia zakupu biletów. Przeszukałam cały samochód - NIE MA, całą reklamówkę z prezentami dla R5 - NIE MA, nawet całą zaśnieżoną ziemię wkoło samochodu... tez nie było... Ale jak dałam mojemu tacie tą reklamówkę, to oczywiście go znalazł -_- coś mi się zdaje że ważne przedmioty mnie nie lubią :c
Później nareszcie z potwierdzeniem stanęłam w kolejce. Kiedy była moja kolej pokazałam legitymację, potwierdzenie kupna biletów i Mark mnie skreślił na liście, a facet stojący obok dał mi pomarańczową opaskę na rękę, która umożliwiała wstęp aby zrobić sobie zdjęcie z R5.
Nie chce mi się już pisać... xD
No dobra, dalej...
Później jak już byłam przy tych schodach, to zaczęli wpuszczać po kilka osób do środka.
Nagle wszyscy się zaczęli pchać, każdy każdego wszędzie dotykał i nie dało się oddychać.
Staliśmy tam ściśnięci przez 20 minut, bardzo wolno się poruszaliśmy. Kiedy już udało mi się dotrzeć do drzwi, szybko je otworzyłam i weszłam do środka z rodzicami. Pokazałam pomarańczową opaskę i poszłam dalej. Mój tata stanął w kolejce do zdjęcia z R5, a ja z moją mamą poszliśmy oddać kurtki do szatni, która oczywiście nie była za darmo. Później ja stanęłam w kolejce. Gdy już byłam w pokoju, gdzie byli ONI czułam się niesamowicie :D Miałam dla nich prezenty, ale nie można było im dawać, trzeba było kłaść je na stoliczek przy którym siedziała Stormie i dziękowała. Następnie Mark odcinał opaski z ręki, po drodze się brało worek z prezentami dla Vip'ów no i później stanęłam na przeciwko R5. Powiedziałam im 'Hi' na co Rydel odpowiedziała. Zdjęcia trwało nie więcej niż 3 sekundy. Tylko 3 sekundy stałam pomiędzy obejmującą mnie Rydel i dotykającym ramieniem Rossem. Później trzeba było wyjść. Była tam taka babka co wszystkich poganiała. Kiedy już wyszłam z tego pomieszczenia, zobaczyłam stoisko z różnymi pierdółkami z R5. Kupiłam sobie naszyjnik i bransoletkę, a następnie skierowałam się w stronę sceny.
Sporo osób z vip'ami już stało pod sceną i zajmowało również 2 i 3 rząd.
Stanęłam więc z boku, jak najbliżej sceny. Niestety znajdowała się tam furtka, i musiałam się co chwilę odsuwać bo ktoś ciągle wchodził i wychodził 'za kulisy'. Kiedy zobaczyliśmy R5, stali na podwyższeniu po drugiej stronie sali. Po chwili na ekranie znajdującym się z boku sceny zaczął lecieć filmik niespodzianka dla R5 od R5PolishFamily.
Wszyscy nagle podeszli do nich bliżej i zaczęli nagrywać ich reakcje.
widać było, że oglądając ten filmik trochę się wzruszyli. Później wszyscy wrócili na swoje miejsca.
R5 przechodziło do sceny. Od nich dzielili mnie tylko ochroniarze , bo stałam przecież obok tej furtki -_-
Później było spotkanie z zespołem. Fani zadawali różne pytania. Niektóre były bardzo śmieszne xD
Następnie zagrali jedną piosenkę, a w między czasie zaczęli wchodzić wszyscy bez vipa i zaczęli się wpychać. Później zespół zszedł ze sceny i była godzinna przerwa. Trzeba było stać na swoich miejscach żeby nikt nie zajął ci miejsca. Gdy godzina już minęła, na scenę wszedł Ryland i zaczął dawać różne bity do różnych nowych hitów. Trwało to może z dwadzieścia minut. Gdy już zszedł ze sceny czekaliśmy chyba z 10 minut o ile dobrze pamiętam, a później nareszcie doczekaliśmy się naszych gwiazd.
Koncert się zaczął. Było strasznie ciasno i duszno, wszyscy skakali i prawie nie było nic widać, ale najważniejsze było to, że oni byli obok i oddychali tym samym powietrzem co my.
Było cudownie :D Zaśpiewali masę piosenek, fani śpiewali razem z nimi. Widać było, że R5 są bardzo szczęśliwi występując na scenie przed swoją rodziną. wszystko bardzo szybko zleciało. Na finał zaśpiewali bardzo efektowne Loud i zeszli ze sceny. Później organizatorzy ogłosili, że zespół zgodził się rozdawać autografy. Nie zdążyli dokończyć wszystkiego co chcieli powiedzieć, a już wszyscy zaczęliśmy biec w stronę gdzie miało być R5.

Dobra, to prawie koniec, a teraz znów lecę ale na obiad xD

I takie pytanko, skoro nic o nas nie pamiętacie, to może mamy zrobić jeszcze raz osobny post z jakimiś faktami o nas, czy coś?? Jeśli tak, to napiszcie w komach, no i jakieś pytanka, czy coś, jeśli was ciekawi nasze życie xD


~Refive

sobota, 8 lutego 2014

:3

Hejo!
Dziś, a raczej teraz, jeszcze bez rozdziału, bo mam coś do ogłoszenia xD
Nasza kochana Refive dziś ma urodzinki! ^_^
Z tej okazji chciałabym Ci życzyć wszystkiego, co najlepsze! :D dotrwania w głupawce do wakacji, szalonych rozmów, maasy weny, sił i wytrwałości do pisania ze mną i ogromniastego uśmiechu codziennie od samego rana! :3 prezent od R5 to tylko początek dzisiejszego dnia :D życzę Ci też spełnienia kolejnych marzeń, bo wierzę, że na pewno je masz, i pojechania na kolejny koncert R5, ale tym razem ze mną! :D
Kocham Cię ja,
Oraz wszyscy nasi czytelnicy pewnie też :*
<3
~Kasia<3

piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 41

Ally

Zasiadłam na skale i popatrzyłam w niebo.
Gwiazdy migotały jasno, a księżyc dopełniał ten jakże piękny widok.
Moje myśli wciąż krążyły wokół blondyna.
Nadal moje uczucia do niego nie były sprecyzowane. Czy byłabym w stanie być z nim, wiedząc, że nie pamięta sporej ilości swej przeszłości? Że gdzieś tam kręci się ten sam człowiek, który już trzy razy niemal doprowadził do śmierci Austina?
Nie jestem pewna.
Dotknęłam swych ust, na których kilka godzin wcześniej pojawiły się na ułamek sekundy usta chłopaka.
Miałam wrażenie, jakby ktoś mnie obserwował. Usłyszałam szelest liści i odwróciłam się w tamtą stronę. Ciemny cień stał i wpatrywał się we mnie. Już miałam krzyknąć, gdy postać odezwała się.
- To ja, Austin.
- Jezus Maria! A ja tu od zmysłów odchodziłam, czy to nie jakiś gwałciciel!- powiedziałam głośno.
- No wybacz, ale to ja tu byłem pierwszy.- rzekł oschle.
- Co cię ugryzło?- zapytałam lekko urażona chłodem, jakim zaatakował mnie blondyn.
- Nic. Nie mogę być rozdrażniony?- wyrzucał z siebie słowa niczym z karabinu.
- Komuś zaczął się okres.- odparłam wesoło, jednak chłopak nawet nie drgnął na moje słowa.
Siedziałam w ciszy, a on nadal stał wśród listowia.
Poczułam się niezręcznie. Czułam na sobie spojrzenie chłopaka, ale bałam się odezwać. Coś w jego zachowaniu kazało mi nie mącić ciszy.

Austin

Ally siedziała cicho. Pragnąłem ją przytulić, przeprosić za swoje zachowanie i pocałować.
Ale nie mogłem. Nie potrafiłem. To jej decyzja, nie będę jej go niczego zmuszać.
Widziałem jednak, jak drży. Mimo, iż lato było w pełni, noce nadal pozostawały zimne. Usiadłem więc obok niej i delikatnie otuliłem ją. Nie sprzeciwiała się, wręcz przeciwnie- sama się wtulała w moje ramiona. Dziwnie się poczułem, ale postanowiłem poczekać, aż to ona coś powie. Jednak po dziesięciu minutach nadal trwała pomiędzy nami martwa cisza.
- Posłuchaj, Ally...- delikatnie obróciła głowę w moją stronę i na mnie popatrzyła.- Ja cię... przepraszam za moje zachowanie. Po prostu... Tyle się teraz dzieje, zaczynam urywkami, choć wciąż niewiele, coś przypominać i... Naprawdę coś do ciebie poczułem. I być może ty tego nie odwzajemniasz, ale to nic nie szkodzi. To tylko twój wybór. Nie mam prawa cię do niczego zmuszać.- powiedziałem to dokładnie tak, jak przez ostatnie dziesięć minut układałem w głowie.
Czekałem na reakcję brunetki. Wpatrywała się w moje oczy, lecz jej wzrok był dla mnie nieodgadniony. Jakby próbowała coś powiedzieć, ale nie była tego pewna, więc starała się skrystalizować inną i stosowną myśl.
Po chwili milczenia wyrzuciła z siebie tylko ochrypłe:
- Dziękuję.
Nie byłem pewny, co dalej. Może powinienem ją pocałować? Powiedzieć coś romantycznego? Lecz zanim cokolwiek zdążyłem zrobić, dziewczyna cmoknęła mnie w policzek i już po minucie spała.
Sam również zmrużyłem oczy i odpłynąłem.

*następny dzień, rano*

Promienie słońca otuliły moją twarz i chcąc, nie chcąc przez to obudziłem się. Ally nadal spała, ale nie w mych ramionach, lecz na kolanach. Poczułem, że moje nogi odrętwiały, toteż musiałem grzecznie czekać, aż brunetka się obudzi, gdyż sam bym sobie nie poradził. Nie było mowy o dalszym śnie, zostało mi więc tylko czekanie. Westchnąłem cicho i oparłem się o pień drzewa, które rosło za kamieniem, na którym siedzieliśmy.
Jakieś pół godziny później dziewczyna zaczęła się przeciągać i mrugać.
- Austin?- spytała niepewnie.- Co my tu...?- jej pytanie zawisło w powietrzu.
- Nie pamiętasz naszej rozmowy?- zdziwiłem się.
- Nie.- zamrugała ponownie i zrobiła minę taką, jakby coś jej stanęło przed oczyma.- Aa.. Pamiętam. Może wracajmy do reszty? Będą się martwić.
- Tak, wracajmy.- poparłem ją i powoli rozprostowałem kończyny. Odrętwienie powoli ustępowało i po chwili mogłem, chociaż nadal sztywno, chodzić. Wstałem i powłóczystym krokiem skierowaliśmy się do "obozu".

Trish

Ally nigdzie nie było. Austina również. Wszyscy jeszcze spali. Nie byłam pewna, co się dzieje z brunetką i blondynem, ale już po chwili wyłonili się z listowia.
- Gdzie wyście byli?!- krzyknęłam wściekła.
- Na spacerze. Co, nie wolno?- spytała Ally.
- Ja tu od zmysłów odchodzę, a wy na spacerku!- rzekłam z niedowierzaniem.
Ally podeszła do mnie i położyła mi obie dłonie ma ramionach.
- Kiedy znikamy, znaczy to, że jesteśmy na spacerze. Proste? Nie zostawilibyśmy was przecież! A poza tym, kto chciałby mnie porwać? A o Austinie już nie wspomnę.
Blondyn zaśmiał się, a po chwili powiedział:
- Ej! Nie jestem taki zły!- oburzony oblał mnie wodą.
- Wmawiaj to sobie nadal.- dziewczyna pokiwała głową z politowaniem i chwyciwszy drugą butelkę z wodą, oddała mu.
Ja wycofałam się, podczas gdy oni prowadzili wojnę.

Ally

Ochlapałam go wodą po raz drugi. Udawana furia, która wskoczyłam mu na twarz, kazała mi jak najszybciej uciekać. Niestety, za późno było na jakąkolwiek reakcję. Chłopak stał już praktycznie nos w nos ze mną i nie zamierzał odpuścić. Czułam jego oddech na swej szyi, ale nie zamierzałam dekoncentrować się przez piękno jego oczu. Chłopak przybliżał się do mnie, a ja tylko cierpliwie czekałam. Dzieliły nas milimetry. I wtedy postanowiłam odeprzeć atak. Wylałam mu resztę wody na głowę i ze śmiechem oddaliłam się. Na ustach Austina czaił się złowrogi, a jednak nadal dobry, uśmiech, a ja biegłam przed siebie, nie zważając na to, co może kryć się za gęstym poszyciem. Nagle, poczułam, że spadam, woda zaczęła wpływać mi do ust, uszu i nosa, zaczęłam prychać, a po chwili znalazłam się z najpiękniejszym miejscu na ziemi. Szkoda tylko, że zaczęłam się topić.

Austin

Ally długo nie wracała. Szukałem jej wszędzie. Postanowiłem pobiec dokładnie w tym samym kierunku, w którym podążyła dziewczyna. Biegłem ostrożnie. Wiedziałem, że może tu być niebezpiecznie. Zwolniłem do zwyczajnego kroku i nagle stanąłem naprzeciw najpiękniejszego wodospadu, jaki kiedykolwiek widziałem. Wszędzie było zielono, a błękit wody odbijał delikatne promienie słońca, które przedostawało się tutaj przed rozłożyste korony różnych drzew. Mimo, iż woda dość głośno odbijała się od skał na dole, było tu dość cicho i spokojnie.
Nagle w wodzie zauważyłem jakieś... Coś. Wierzgało okropnie, byłem pewien, że to jakaś kłoda, albo zwierzątko. Do czasu... Do czasu, aż zaczęło krzyczeć:
- Austin! Pomocy! Niech mi ktoś pomoże!
Głos stłumiony przez wodę był znajomy.
- Ally?!- krzyknąłem i bez zbędnego namysłu wskoczyłem do wody..
---------------------
Heejo! :3 Tu Kasiaa :D wreszcie odzyskałam siły i wenę! Yeey! ^^
Wybaczcie jednak, że taki krótki, ale pisałam go na szybko, bo dziś znów mam urwanie głowy :/
Rozdział powinien pojawić się wcześniej, ale nie miałyśmy czasu :/ Refive szalała na koncercie, a ja zajmowałam się odnową swojego bloga xD
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał i do zobaczenia już niedługo! :D
Buziaczki :*
~Kasia<3