*Ally
Gdy Austin mnie pocałował, bez najmniejszego wahania oddałam pocałunek. W mojej głowie widniała, wyłącznie jedna myśl, aby ta czynność trwała jak najdłużej.
- Już dobrze? - Zapytał odrywając swoje usta od moich, aczkolwiek nadal ujmując moją twarz w swoich dłoniach.
Zabrałam je ze swojej twarzy i położyłam na swojej tali, swoimi zaś objęłam jego szyję. Własnymi ustami wbiłam się w jego usta.
Austin nie wiedział o co chodzi, szczerze... Ja, także... Prawdę mówiąc nawet nie wiedziałam co we mnie wstąpiło, po prostu odczuwałam taką potrzebę. Wracając... Austin nie wiedział o co chodzi jednak, że oddał mi pocałunek. Nasze pocałunki z każdym następnym stawały się coraz bardziej namiętne, po jakimś czasie zaczęło brakować nam tchu. Jednak, że nawet Nam się nie śniło przestawać. W końcu... Jednej ręką rozpoczął jeździć po moich plecach, drugą wplótł w moje włosy. Palce Austina przypadkiem zdjęły ramiączko mojej bluzki, nie przeszkadzało mi to... W tym momencie usłyszałam delikatny hałas, dobiegający zza swoich pleców, był to hałas dobiegający z podłogi, naciskanej butami osoby wchodzącej do pokoju. Postanowiłam, jednak nie zawracać sobie tym głowy, tylko wciąż kontynuować czynność. Byłam nią zbyt pochłonięta... Blondynowi najwyraźniej, też ona odpowiadała, więc jaki istnieje powód by przerywać, tą przyjemną sytuację??
W końcu osoba, która właśnie weszła do wspomnianego wcześniej pomieszczenia wzniosła głos, który należał do Deza... Przerwaliśmy, chociaż niechętnie.
- Hey All... - Urwał.
Z racji tego, że moja twarz dzieliła minimalną odległość od twarzy Austina, co nadal wyglądało jak byśmy się całowali. Oderwaliśmy się od siebie i już dosłownie przed chwilą staliśmy na przeciw naszego rudowłosego przyjaciela. - WOO-O! - Dodał.
Ja za to podciągnęłam ramiączko. Wraz z Austinem spojrzeliśmy sobie w oczy, po czym z szerokim uśmiechem zwróciliśmy się z powrotem do Deza. Chciałam coś powiedzieć jednak, że Austin mnie wyprzedził:
- Hey, Dezz...
Blondyn podrapał się po głowie. Widać, że był nieco zakłopotany, prawdę mówiąc... Rozumiem go, ja też odczuwałam podobne uczucie. Tyle, co się dziwić?? Jeden z naszych najlepszych przyjaciół, widział nas, w tej oto "dwuznacznej sytuacji".
-Wiecie co? Może ja już pójdę... - Nasz rudowłosy przyjaciel chciał ruszył ku wyjściu jednak, że go powstrzymałam.
- Czekaj, Dez! - Krzyknęłam.
Złapałam za jego ramię, pociągnęłam i zwinnym, szybkim ruchem obróciłam w naszą stronę. -Co się stało?! - Kontynuowałam.
Gdy Austin mnie pocałował, bez najmniejszego wahania oddałam pocałunek. W mojej głowie widniała, wyłącznie jedna myśl, aby ta czynność trwała jak najdłużej.
- Już dobrze? - Zapytał odrywając swoje usta od moich, aczkolwiek nadal ujmując moją twarz w swoich dłoniach.
Zabrałam je ze swojej twarzy i położyłam na swojej tali, swoimi zaś objęłam jego szyję. Własnymi ustami wbiłam się w jego usta.
Austin nie wiedział o co chodzi, szczerze... Ja, także... Prawdę mówiąc nawet nie wiedziałam co we mnie wstąpiło, po prostu odczuwałam taką potrzebę. Wracając... Austin nie wiedział o co chodzi jednak, że oddał mi pocałunek. Nasze pocałunki z każdym następnym stawały się coraz bardziej namiętne, po jakimś czasie zaczęło brakować nam tchu. Jednak, że nawet Nam się nie śniło przestawać. W końcu... Jednej ręką rozpoczął jeździć po moich plecach, drugą wplótł w moje włosy. Palce Austina przypadkiem zdjęły ramiączko mojej bluzki, nie przeszkadzało mi to... W tym momencie usłyszałam delikatny hałas, dobiegający zza swoich pleców, był to hałas dobiegający z podłogi, naciskanej butami osoby wchodzącej do pokoju. Postanowiłam, jednak nie zawracać sobie tym głowy, tylko wciąż kontynuować czynność. Byłam nią zbyt pochłonięta... Blondynowi najwyraźniej, też ona odpowiadała, więc jaki istnieje powód by przerywać, tą przyjemną sytuację??
W końcu osoba, która właśnie weszła do wspomnianego wcześniej pomieszczenia wzniosła głos, który należał do Deza... Przerwaliśmy, chociaż niechętnie.
- Hey All... - Urwał.
Z racji tego, że moja twarz dzieliła minimalną odległość od twarzy Austina, co nadal wyglądało jak byśmy się całowali. Oderwaliśmy się od siebie i już dosłownie przed chwilą staliśmy na przeciw naszego rudowłosego przyjaciela. - WOO-O! - Dodał.
Ja za to podciągnęłam ramiączko. Wraz z Austinem spojrzeliśmy sobie w oczy, po czym z szerokim uśmiechem zwróciliśmy się z powrotem do Deza. Chciałam coś powiedzieć jednak, że Austin mnie wyprzedził:
- Hey, Dezz...
Blondyn podrapał się po głowie. Widać, że był nieco zakłopotany, prawdę mówiąc... Rozumiem go, ja też odczuwałam podobne uczucie. Tyle, co się dziwić?? Jeden z naszych najlepszych przyjaciół, widział nas, w tej oto "dwuznacznej sytuacji".
-Wiecie co? Może ja już pójdę... - Nasz rudowłosy przyjaciel chciał ruszył ku wyjściu jednak, że go powstrzymałam.
- Czekaj, Dez! - Krzyknęłam.
Złapałam za jego ramię, pociągnęłam i zwinnym, szybkim ruchem obróciłam w naszą stronę. -Co się stało?! - Kontynuowałam.
- Eee, no bo... - Dez był wyraźnie zakłopotany, co on znowu narobił?! Prawdę mówiąc... Lekko się wystraszyłam.
- Nie, nic... - Jeżeli, chodzi o samą osobę Deza, idzie po nim bardzo łatwo poznać, że coś nie gra i...
- Nie, nic... - Jeżeli, chodzi o samą osobę Deza, idzie po nim bardzo łatwo poznać, że coś nie gra i...
Właśnie w tej sytuacji, tak było.
- Dez! - Usiłowałam, zachować spokój jednak, było to trudniejsze, niż się wydawało. Rudzielec obrócił się plecami w nasza stronę.
- Dez! - Usiłowałam, zachować spokój jednak, było to trudniejsze, niż się wydawało. Rudzielec obrócił się plecami w nasza stronę.
- Kury uciekły... - Po raz kolejny złapałam go za ramię i zwinnym, szybkim ruchem obróciłam go w stronę mnie i Austina.
- Że co?! Jakim cudem?! - Nie czekając na odpowiedź rudowłosego, szybko wyleciałam z pokoju. Gdy, ino moje stopy wyszły za próg drzwi pomieszczenia, od razu pobiegły w stronę schodów. Blondyn bez najmniejszego wahania pobiegł za mną, za to za nim pobiegł Dez, niechętnie, ale... Pobiegł.
Kiedy bezmyślnie zbiegłam ze schodów, o mały włos nie wywinęłam orła. Na szczęście albo i może nieszczęście wylądowałam w ramionach, nikogo innego jak Austina. Naturalnie, czułam się w nich bezpiecznie, ale po prostu, nie wiem czemu... Chciałam z nich się jak najszybciej wydostać, a więc... Jedyne, co zrobiłam było; Podziękowanie mu i jak najszybsze opuszczenie jego silnych, umięśnionych, bezpiecznych ramion, co jest doprawdy dziwne! Ponieważ, dosłownie przed chwilą, migdaliłam się nim, bez najmniejszego problemu, a co jest najdziwniejsze: nawet mi się nie śniło zaprzestać tej czynności. Nie zapominajmy, także o fakcie, że ściągnął mi jedno z ramiączek, jedną rękę wplótł mi w włosy, a drugą jeździł po moich plecach... Nie obijając w bawełnę, mogliśmy wylądować w łóżku! A mi, jak już mówiłam... Cała ta sytuacja, chociaż w najmniejszym stopniu nie przeszkadzała! Co się ze mną, do jasnej cholery dzieje?!
"Tajemnicza osoba" złapała mnie i postawiła z powrotem na podłoże, wtedy postanowiłam otworzyć oczy, które... Ujrzały w średnim wieku mężczyznę, o brązowych włosach, a także oczach. Bez problemu poznałam , kim jest ta "tajemnicza osoba", był nią... Nie kto inny, jak mój wujek. Dziwił mnie fakt, że nie jest w pracy, jednakże postanowiłam ominąć ten szczegół z racji tego, że się śpieszyłam. Im dłużej kury są na wolności, tym jest jeszcze gorzej.
- Ally, kochana! Zwolnij!
Mężczyzna obdarzył mnie, ciepłym uśmiechem, bez wahania oddałam mu uśmiech, oczywiście był nieco wymuszony, to przez te kury... Zdawałam sobie sprawę, że muszę go o tym poinformować, aczkolwiek nie powiedziałam, że wykonam to w tym momencie, nie miałam na to czasu... Ani ochoty.
- Dziękuję, wujku! Wybacz, śpieszę się! - Lekko musnęłam lewy, policzek wujka, moja reakcja, naturalnie wywołała u niego lekki szok, ale to nic, to normalne. Ostatni raz całowałam go w policzek, gdy emm... Miałam z 9lat? Nie ważne!
Swoje nogi skierowałam z powrotem, w stronę drzwi wejściowych i biegiem ruszyłam w ich stronę, dziwił mnie fakt... Dlaczego Austin wraz z Dezem, jeszcze nie znajdywali się na polu, goniąc kury, które zostały przez kogoś wypuszczone, hmm... Ciekawe, kto jest za to odpowiedzialny? TAK, DEZ! Austin Monica Moon i Dez West, wciąż znajdywali się w salonie domu, dokładniej... Przy drzwiach. Tym razem, postanowiłam zachować spokój, niech znają moje dobre serce. Tak, za dużo czasu spędzam z Trishinią. Przyjaciół się nie wybiera, przyjaciół się akceptuję takim jakimi są. Może i czasem mnie denerwują, co jest zupełnie normalne w przyjaźni, ale za nic w świecie nie zamieniłabym Trish, Austina i Deza. Oni są moimi przyjaciółmi, najlepszymi przyjaciółmi.
- Ally, słońce, zwolnij! - Wykrzyknął, usłyszałam go, jednakże postanowiłam sobie nie zawracać tym głowy i najzwyczajniej w świecie... nie odpowiedziałam z racji tego, że byłam już poza domem, stałam na tarasie domu.
Moim oczom, ukazał się obraz niskiej szatynki, usiłującą złapać jedną z kur. Tak, chodzi o Trish. WOW! Muszę zapisać w kalendarzu! Trish De'La Rosa goni kury, Trish De'La Rosa pracuje! Przecież... Odkąd ją znam, a wierzcie mi, że to już kawał czasu! Ona, zawsze potrafiła się wymigać z każdej możliwej pracy i mnie zawsze zastanawiało; Jak, ona to robiła! I prawdę mówiąc... Nadal robi. Dlatego też... To, mnie dziwi!
- Że co?! Jakim cudem?! - Nie czekając na odpowiedź rudowłosego, szybko wyleciałam z pokoju. Gdy, ino moje stopy wyszły za próg drzwi pomieszczenia, od razu pobiegły w stronę schodów. Blondyn bez najmniejszego wahania pobiegł za mną, za to za nim pobiegł Dez, niechętnie, ale... Pobiegł.
Kiedy bezmyślnie zbiegłam ze schodów, o mały włos nie wywinęłam orła. Na szczęście albo i może nieszczęście wylądowałam w ramionach, nikogo innego jak Austina. Naturalnie, czułam się w nich bezpiecznie, ale po prostu, nie wiem czemu... Chciałam z nich się jak najszybciej wydostać, a więc... Jedyne, co zrobiłam było; Podziękowanie mu i jak najszybsze opuszczenie jego silnych, umięśnionych, bezpiecznych ramion, co jest doprawdy dziwne! Ponieważ, dosłownie przed chwilą, migdaliłam się nim, bez najmniejszego problemu, a co jest najdziwniejsze: nawet mi się nie śniło zaprzestać tej czynności. Nie zapominajmy, także o fakcie, że ściągnął mi jedno z ramiączek, jedną rękę wplótł mi w włosy, a drugą jeździł po moich plecach... Nie obijając w bawełnę, mogliśmy wylądować w łóżku! A mi, jak już mówiłam... Cała ta sytuacja, chociaż w najmniejszym stopniu nie przeszkadzała! Co się ze mną, do jasnej cholery dzieje?!
*****
Gdy, w końcu... Pokonaliśmy, prawdę mówiąc... Cała te sformułowanie, brzmi nieco idiotycznie, ale nie o tym! Więc, tak... Gdy, w końcu "pokonaliśmy" schody, a nasze stopy stanęły na dywanie w salonie domu mojego wujka, wyłącznie na krótką chwilę, przestaliśmy biec. Po czym, ponownie ruszyliśmy, lecz tym razem w stronę drzwi wejściowych domku. Oczywiście, jak to ja, musiałam na kogoś wpaść. Nie będę wymyślać, nie wiedziałam kto to, ponieważ kiedy, to się wydarzyło miałam zamknięte oczy. Z racji tego, że się odrobinę wystraszyłam, normalne... Zawsze, tak jest."Tajemnicza osoba" złapała mnie i postawiła z powrotem na podłoże, wtedy postanowiłam otworzyć oczy, które... Ujrzały w średnim wieku mężczyznę, o brązowych włosach, a także oczach. Bez problemu poznałam , kim jest ta "tajemnicza osoba", był nią... Nie kto inny, jak mój wujek. Dziwił mnie fakt, że nie jest w pracy, jednakże postanowiłam ominąć ten szczegół z racji tego, że się śpieszyłam. Im dłużej kury są na wolności, tym jest jeszcze gorzej.
- Ally, kochana! Zwolnij!
Mężczyzna obdarzył mnie, ciepłym uśmiechem, bez wahania oddałam mu uśmiech, oczywiście był nieco wymuszony, to przez te kury... Zdawałam sobie sprawę, że muszę go o tym poinformować, aczkolwiek nie powiedziałam, że wykonam to w tym momencie, nie miałam na to czasu... Ani ochoty.
- Dziękuję, wujku! Wybacz, śpieszę się! - Lekko musnęłam lewy, policzek wujka, moja reakcja, naturalnie wywołała u niego lekki szok, ale to nic, to normalne. Ostatni raz całowałam go w policzek, gdy emm... Miałam z 9lat? Nie ważne!
Swoje nogi skierowałam z powrotem, w stronę drzwi wejściowych i biegiem ruszyłam w ich stronę, dziwił mnie fakt... Dlaczego Austin wraz z Dezem, jeszcze nie znajdywali się na polu, goniąc kury, które zostały przez kogoś wypuszczone, hmm... Ciekawe, kto jest za to odpowiedzialny? TAK, DEZ! Austin Monica Moon i Dez West, wciąż znajdywali się w salonie domu, dokładniej... Przy drzwiach. Tym razem, postanowiłam zachować spokój, niech znają moje dobre serce. Tak, za dużo czasu spędzam z Trishinią. Przyjaciół się nie wybiera, przyjaciół się akceptuję takim jakimi są. Może i czasem mnie denerwują, co jest zupełnie normalne w przyjaźni, ale za nic w świecie nie zamieniłabym Trish, Austina i Deza. Oni są moimi przyjaciółmi, najlepszymi przyjaciółmi.
- Ally, słońce, zwolnij! - Wykrzyknął, usłyszałam go, jednakże postanowiłam sobie nie zawracać tym głowy i najzwyczajniej w świecie... nie odpowiedziałam z racji tego, że byłam już poza domem, stałam na tarasie domu.
Moim oczom, ukazał się obraz niskiej szatynki, usiłującą złapać jedną z kur. Tak, chodzi o Trish. WOW! Muszę zapisać w kalendarzu! Trish De'La Rosa goni kury, Trish De'La Rosa pracuje! Przecież... Odkąd ją znam, a wierzcie mi, że to już kawał czasu! Ona, zawsze potrafiła się wymigać z każdej możliwej pracy i mnie zawsze zastanawiało; Jak, ona to robiła! I prawdę mówiąc... Nadal robi. Dlatego też... To, mnie dziwi!
Dez już, jakiś czas temu zabrał się do pracy. Więc, jak na razie pracuje wyłącznie on i Trish, ja i Austin, nadal stoimy na tarasie. No cóż? W końcu, trzeba zabrać się do pracy. W ich tempie nawet do jutra rana byśmy się nie wyrobili! Dokładnie, wypatrzyłam jedną z kur, stała obok kałuży, szukając przy tym, jakiegoś pożywienia. Przymrużyłam oczy i wyskoczyłam tak, aby ją złapać. Niestety, kura była zbyt sprytna i do połowy wylądowałam w kałuży. Za mną stał Austin, mój "upadek" spowodował, że wybuchł śmiechem, przyznam lekko się oburzyłam.
- Ty się, tak nie naśmiewaj, bo twoja też Ci ucieka! -Usiłowałam wstać z kałuży, po paru sekundach, na szczęście mi się to udało.
- Gdzie?
Kiedy, Austin obrócił głowę w przeciwną stronę pociągnęłam go tak, aby wylądował w kałuży błota.
- EJJ!
Niestety dokładnie tego nie przemyślałam i... Poślizgnęłam się na błocie, przy czym leżałam z powrotem w kałuży, znaczy... No, nie tak dokładnie, bo leżałam na Austinie. Oczywiście, cała ta sytuacja nie miałaby miejsca, bez jego pomocy. Nie wiem co, ale znowu coś mnie złamało... Położyłam rękę na jego torsie, za to on swoją objął mnie w pasie i postawił tak, że leżałam jakby pod nim, za pomocą swojej drugiej ręki splótł nasze palce. Spojrzałam, w głębie jego brązowych oczów, on za to w moje, jego oczy spowodowały, że straciłam rachubę czasu. W tym momencie, ponownie odczułam, to samo uczucie, które odczułam tam na górze, trudno je opisać... Po prostu, znowu odczuwałam pragnienie jego ust (zabrzmiało, to jak w jakimś przereklamowanym romansidle, przypomnijcie mi, dlaczego ja, to piszę?? - Ica). Niestety, zostało to uniemożliwione... Nad sobą usłyszałam, głos Trish:
- Ej, dobra gołąbeczki! Nie chcę Wam przeszkadzać, ale kury uciekają! - Wstaliśmy jak oparzeni. Szatynka założyła ręce na piersi, po czym wskazała palcem na kury biegnące w stronę bramy wejściowej i wyjściowej, na nasze nieszczęście była otwarta.
Przyznam się bez bicia... Spanikowałam:
- Jezu, Dez, zamknij bramę! Kury uciekną! - Rudowłosy biegiem poleciał w stronę dźwigni otwierającej i zamykającej bramę, naturalnie mając przy tym mały problem. Całe szczęście brama została, zamknięta za nim kury uciekły... Noo, może... Prócz jednej... Zdawałam sobie sprawę, że kiedy wujek się o tym dowie zawisnę na żyrandolu, dla niego kury, są bardzo cenne... Tak, czasem jest nieco dziwny... Jak na razie postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy, lecz złapać te kury, które pozostały. Miej więcej się ogarnęłam, jak i blondyn. Nie zapominajmy, że przez jakiś czas wraz z nim leżałam w błocie.
Ruszyłam w stronę kurnika, poszłam po ziarno i rozsypałam tak, aby szlak z ziarna prowadził do kurnika. Oczywiście, pozostała reszta wpatrywała się we mnie, jakby pierwszy raz widzieli człowieka rozsypującego ziarno, postanowiłam, to zignorować. Kury bez najmniejszego problemu powędrowały za ziarnem, w stronę kurnika. Widocznie były już zmęczone i głodne. Oh, tak, rozumiem je! Kiedy zamknęłam kurnik, a cała ta sytuacja wydawała się, jakby nigdy nie miała miejsca, ruszyłam w stronę przyjaciół.
- Wujek, mnie zabije! - Stwierdziłam.
W moim głosie, naturalnie dało się usłyszeć zakłopotanie. Na jednym z swoich ramion poczułam czyjś dotyk. Łatwo go poznałam, należał do blondyna o brązowych oczach. Tak... Austina.
- Przecież, kury są w kurniku. - Próbował zareagować sytuację, jednakże... Zbyt mu to nie wychodziło.
- Jednej brakuje.
Blondyn najwyraźniej chciał objąć mnie ramieniem, mając na celu uspokojenie mnie, przynajmniej minimalnie. Jednakże, nie udało mu się to, szkoda... Z racji tego, że za plecami usłyszeliśmy znajomy nam głos... Nie mile widziany głos...
****
- HEYY! - Szybkim, zwinnym ruchem obróciliśmy się w stronę bramy. - Nie, zgubiliście czegoś? -Zobaczyliśmy, roześmianą Kike... W rękach trzymała coś małego, a także i puszystego... Niestety, moja osoba stała, zbyt daleko, aby dojrzeć co to jest. A propos... Co, ona tu do cholery robi?! Noo tak... Zapomniałam. Spotkania z Austinem... Do tej pory, nie rozumiem po jakiego grzyba zgodził się na spotkanie z tą wariatką!
Ja, wraz z Trish, Dezem i Austinem, nadal staliśmy parę kilometrów od bramy, zamiast podejść w stronę Kiki... Widocznie nikogo, nie paliło na bliższy kontakt z jej osobą, a zwłaszcza Austina. Odezwała się Trish:
- Co, ona tu do cholery robi?! - Wskazała na Kike stojącą, za bramą prowadzącą do farmy mojego wujka.
- Myślałem, że wyrywając jej kawałek włosów... - Wargi Deza, zaczęły smutno drgać. -Wystraszyłem ją na tyle, że już więcej się tu nie pokaże... - W tym momencie jego twarz, wyglądała tak jakby zaraz miała się rozpłakać, aż przykro patrzeć...
- Oh, skończ się mazgaić! - De'La Rosa szybko powędrowała w stronę Kiki, my za to od razu ruszyliśmy za nią. Kika głaszcząc to coś, co trzymała w rękach nie zauważyła, że idziemy w jej kierunku, dlatego też krzyknęła.
- Ej, ja wciąż tu stoję! - Pomachała tak, aby zwrócić na siebie uwagę, oczywiście nie odrywając wzroku od trzymanej rzeczy. Akurat w tym czasie staliśmy już przed Kiką. Trish odezwała się po raz kolejny, ale... Tym razem skierowała swoją wypowiedź do dziewczyny:
- Możesz, mi wytłumaczyć co ty tu, do cholery robisz?! -W jej wypowiedzi, nie trudno było usłyszeć podniesiony głos.
- Ja się z nią umówiłem... - W końcu włączył się Austin.
- Że słucham?! Umówiłeś się z... - Swoją ręką pomachała przed postacią blondynki w fioletowym stroju, w tym samym czasie, kiedy na jej twarzy ukazał się grymas. - Tym czymś?!
- No, nie do końca umówiłem! - Austin, usiłował w jakiś sposób wybrnąć.
- Austin się ze mną nie umówił, tylko zgodził się na spotkanie ze mną. - Po długim, chociaż... Prawdę mówiąc, nie długim lecz krótkim czasie Kika włączyła się z powrotem do konwersacji z nami. - Ally, proszę to chyba twoje. -Do moich rąk włożyła malutkiego kurczaka, tak... Od razu go poznałam, to był ten kurczak, który uciekł przez bramę, gdy jeszcze była otwarta.
- Dzięki... - Nie wiedziałam co powiedzieć, więc z moich ust wypłynęło pierwsze słowo, które przyszło mi to głowy.
- Nie ma za co. -Uśmiechnęła się, w przeciwności do mnie... Jakoś specjalnie, nie było mi to śmiechu, jak chyba każdemu z nas, oczywiście prócz Kiki. - Austin, idziemy?
- Wiesz... Kika... - Usłyszałam, że nie pałał wielką sympatią do tego imienia, ale to jak każdy z naszej czwórki. - No nie wiem... Jestem cały w błocie... - Dodał.
Brązowooki blondyn wskazał ręką na swój strój, na ustach Kiki po raz kolejny pojawił się delikatny uśmiech.
- Nic, nie szkodzi. Nie idziemy do żadnego lokalu, pokaże Ci niektóre okolice. - Austin nadal próbował, w jakiś sposób uniknąć tego spotkania:
- Nie jestem tego pewny...
Po jego minie, poznałam, że uważał, że to była jego ostatnia szansa. Zastanawiacie się, pewnie, jak? Cóż? Nie znam go od dziś, więc potrafiłam poznać taką sytuację. Włożył ręce do kieszeni i lekko schylił głowę.
- Ale, ja i owszem, po za tym...
Na twarzy blondyna pokazała się mina typu "Pomóżcie, proszę." -Otworzycie te bramę?
Na twarzy blondyna pokazała się mina typu "Pomóżcie, proszę." -Otworzycie te bramę?
Dez... Oczywiście, jak to Dez musiał polecieć otworzyć bramę. Trish uderzyła ręką o twarz. Gdy brama się otworzyła, Kika złapała Austina za rękę, wyciągnęła poza bramę, po czym puściła rękę blondyna, na końcu doprowadziła jego wizerunek, mniej więcej do porządku. Za to mnie zaczęło, coś ściskać w środku...
- Widzisz już, jakoś wyglądasz. - Uśmiechnęła się po raz kolejny, wtedy po raz kolejny z moich ust padło parę słów:
- Przecież, ja mu mogę pokazać okolicę. - Na ustach Austina, na krótką chwilę pokazał się delikatny uśmiech. Na moich? Także, ale oczywiście, że nie był prawdziwy lecz sztuczny... Czego nie dało się ukryć. - Jeżdżę tu od bardzo dawn... - Jednakże, niedługo po tym zniknął, ponieważ Kika mi przerwała, a jej wypowiedź zbytnio go nie ucieszyła, jak mnie... Czy Trish, Deza także...
- Nie trzeba Ally, ja to zrobię. Po za tym chce mu wyłącznie pokazać niektóre fragmenty. - Jej kolejny z kolei uśmiech, padł w moją stronę, za to mój... Po raz kolejny przeciwnie. - No, to my... lecimy! Trish świetna bluzka. - Ponownie złapała rękę Austina, a mnie ponownie zaczęło ściskać w środku, w stronę Trish puściła oczko. Trish delikatnie zmrużyła oczy, z jej ust padło słowo:
-Co?... - Szepnęła.
Kiedy Austin wraz z Kiką odchodzili, Austin dyskretnie zwrócił się w naszą stronę mając na twarzy, ukazane... Cóż? Ciężko określić... W, każdym bądź razie na pewno nie było to szczęście.
____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Hejeczka Wam :**
Może... Na samym wstępie od razu Was ogromnie przeproszę za to, że rozdział nie pojawia się przez okrągły miesiąc... Ja wiem, nawaliłam! Ale, przecież też mam swoje życie prywatne, jak każdy z Was. Wracając... Jeszcze raz przepraszam, ale mam nadzieję, że w jakiś sposób Wam to wynagrodzę... Tym o to, jakże długim rozdziałem ;DD W końcu... Nadzieja, umiera ostatnia, prawda? Hmm...
Jak na moje "sokole oko" (:'D) rozdział jest długi, jak już mówiłam, ale... Czy jest dobry? Hmm, oto jest pytanie, hahah
Zapewne... Domyśliliście się, co tkwi w mojej pustej mózgownicy albo i nie... Stawiam, że większość z Was wybierze drugą opcje. Hahah, nie! Szczerze w to wątpię, ale dobrze, dobrze już... Tłumaczę:
CO MYŚLICIE O ROZDZIALE??
Teraz waszym obowiązkiem jest pisać szczere opinie w komentarzach, zrozumiano?! Oczywiście :33
____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Hejeczka Wam :**
Może... Na samym wstępie od razu Was ogromnie przeproszę za to, że rozdział nie pojawia się przez okrągły miesiąc... Ja wiem, nawaliłam! Ale, przecież też mam swoje życie prywatne, jak każdy z Was. Wracając... Jeszcze raz przepraszam, ale mam nadzieję, że w jakiś sposób Wam to wynagrodzę... Tym o to, jakże długim rozdziałem ;DD W końcu... Nadzieja, umiera ostatnia, prawda? Hmm...
Jak na moje "sokole oko" (:'D) rozdział jest długi, jak już mówiłam, ale... Czy jest dobry? Hmm, oto jest pytanie, hahah
Zapewne... Domyśliliście się, co tkwi w mojej pustej mózgownicy albo i nie... Stawiam, że większość z Was wybierze drugą opcje. Hahah, nie! Szczerze w to wątpię, ale dobrze, dobrze już... Tłumaczę:
CO MYŚLICIE O ROZDZIALE??
Teraz waszym obowiązkiem jest pisać szczere opinie w komentarzach, zrozumiano?! Oczywiście :33
~ICA~
PS Kochani! Z tego co widać... W ten oto rozdział włożyłam wiele pracy i chciałabym, aby widniało pod nim komentarze. Serio, zależy mi! Prawdę mówiąc... To jak zawsze, ale tym razem wyjątkowo!
Proszę, *oczy zgredka*. Wiem, że potraficie i nawet nie próbujcie mnie oszukiwać! Pamiętajcie... PATELNIA :'DDD
Jeszcze mogę dodać, taką hmm... Nie bardzo istotną sytuację, ale... Czemu nie?? Notka ta została pisana trzy razy, doprawdy w różnych terminach, ale dokładnie trzy razy... Kimbra miała swoje odchyły, chodzi o mój telefon ;)) Tjaa, jestem głupia.
O, o, o! Kochani Wy moi, chciałabym Was jeszcze serdecznie zaprosić na mojego nowego bloga, a raczej... Nie do końca mojego, ponieważ będę go pisać z taką jedną inną bloggerką... Każdy wie o co chodzi!
Tutaj pozostawiam Wam link ------------> http://lifehasasmuchcolorsasyoucanfindthem.blogspot.com/
Jak na razie widnieje na nim wyłącznie jeden post, ale obiecuję Wam, że to się zmieni! Musi.
Proszę, *oczy zgredka*. Wiem, że potraficie i nawet nie próbujcie mnie oszukiwać! Pamiętajcie... PATELNIA :'DDD
Jeszcze mogę dodać, taką hmm... Nie bardzo istotną sytuację, ale... Czemu nie?? Notka ta została pisana trzy razy, doprawdy w różnych terminach, ale dokładnie trzy razy... Kimbra miała swoje odchyły, chodzi o mój telefon ;)) Tjaa, jestem głupia.
O, o, o! Kochani Wy moi, chciałabym Was jeszcze serdecznie zaprosić na mojego nowego bloga, a raczej... Nie do końca mojego, ponieważ będę go pisać z taką jedną inną bloggerką... Każdy wie o co chodzi!
Tutaj pozostawiam Wam link ------------> http://lifehasasmuchcolorsasyoucanfindthem.blogspot.com/
Jak na razie widnieje na nim wyłącznie jeden post, ale obiecuję Wam, że to się zmieni! Musi.