Po chwili namysłu wróciłam planu zjedzenia jakiegoś śniadania. W sumie to nie miałam ochoty na coś obfitego i wytrawnego, postawiłam więc na zwykłe płatki kukurydziane z mlekiem.
Po zjedzeniu wstawiłam brudną miskę do zlewu, a następnie poszłam po jakieś pantofelki.
Kiedy już miałam je na nogach, ruszyłam do moich przyjaciół. Gdy ich zobaczyłam, nie grali już w piłkę, tylko leżeli plackiem na trawie.
- Wiecie, że na tym mogły załatwiać swoje potrzeby zwierzęta? - spytałam ironicznie.
- Fuuu, musisz mówić mi to akurat teraz? Będę musiała znowu wymyć włosy. - powiedziała niezadowolona czarnowłosa.
- Nie przesadzaj Trish, to będzie taki twój nowy perfum. - zaczął się z niej nabijać rudzielec.
- Bardzo śmieszne. swoją drogą, masz coś na plecach. - dodała, kiedy Dez zmusił się do pozycji siedzącej.
- Zdejmij to! Błagam, Trish!!!
- Sorry, ja idę się wymyć! - krzyknęła na odchodne, po czym weszła do budynku.
- Ally? - zapytał z nadzieją mój przyjaciel.
- Przepraszam, muszę znaleźć Austina i moją rodzinę. - starałam się jakoś wymknąć z zaistniałej sytuacji.
- Dobra, dobra, idź już, ja idę do Trish.
Zaśmiałam się cicho. Oni to są jednak do siebie przywiązani.
Zaczęłam obchodzić całą farmę w poszukiwaniu kogokolwiek. Pierwszą znalazłam ciocię Ninę.
- Cześć ciociu! - przywitałam się z uśmiechem na twarzy. Nie widziałyśmy się pare lat.
- Ally, jak ty wyrosłaś!
- Oj tam, przesadzasz ciociu.
- Wcale nie przesadzam! Widziałaś się już z Tonym? Nie mógł się doczekać kiedy przyjedziesz.
- Nie, jeszcze nie. właśnie go szukałam.
- Hmm, ja też nie wiem, gdzie on może teraz być. Może pomaga Carlowi. Sprawdź najpierw u kur.
Przytaknęłam cioci, po czym zrobiłam tak jak kazała.
Kiedy znalazłam się przy wybiegu dla kur, znalazłam mojego blondwłosego przyjaciela.
Chyba próbował je nakarmić, bo trzymaj w ręku miskę z ziarnem.
- Hey. - uśmiechnęłam się do niego.
- Cześć Ally. - odwzajemnił mój uśmiech.
- Nie spodziewałam się ciebie tutaj. - zaśmiałam się lekko.
- Twój wujek poprosił mnie, żebym je nakarmił. - wytłumaczył.
Obserwowałam jego ruchy, najpierw otworzył opakowanie z ziarnem, a potem... wszystkie kury zaczęły na niego wskakiwać. Wyglądało to komicznie. Jednak po 5 minutach, zauważyłam, że podczas kurzego ataku, Austin musiał upaść i uderzyć się w głowę, na dodatek jeszcze kury zaczęły go dziobać.
- Sio mi stąd! Już! Przestańcie! - zaczęłam krzyczeć na oszołomione zwierzęta, które zaczęły ode mnie uciekać.
- Austin! Halo, słyszysz mnie?! - krzyknęłam do ucha blondynowi, jednak nic to nie dawało, nie otwierał oczu. - Austin!!! - znów zaczęło robić mi się czarno przed oczami.
***
Wiem, że strasznie krótki, przepraszam :c
Ale wiecie, też nie miałam za dużo weny, tym bardziej, że były tylko 3 komentarze pod ostatnim rozdziałem, a w tym dwa moje... czyli wychodzi na to, że tylko jedna osoba skomentowała.
I to właśnie tej osobie chciałabym zadedykować ten rozdział,a tak dokładniej to dwóm, Niepozornej Romantyczce, oraz kochanej Klaudii K., która podniosła mnie wielce na duchu swoimi komentarzami pod ostatnim postem, i zachęciła mnie do napisania tego rozdziału, dziękuję Wam bardzo ;***
Dzięki takim osobom chce się pisać <3
Mam nadzieję, że następny napiszę szybko, no i, że ten skomentuje nieco większa ilość osób ;)
Paa! ;* <3
~Refive ;D