Ally
Noc nie była najgorsza. Nie śniło mi się nic konkretnego. Kolory i
kształty. Ale w jednym momencie wszystko zgasło. Nieporozumienia i smutki
powróciły, a złe przeczucia zżerały mnie od środka. 'Austinowi coś się stało',
pomyślałam, ale skąd mogłam to wiedzieć? Po prostu to poczułam. Wiem, że to
brzmi niezbyt realnie, ale nie mogłam się kłócić z podświadomością. Była szósta
rano. Raczej nie miałam już szansy ponownie zasnąć. Wstałam więc szybko i
postanowiłam wziąć zimny prysznic, aby całkiem się rozbudzić. Potem ubrałam się
w zieloną, jaskrawą sukienkę oraz pasujące czarne sandałki, po czym zbiegłam na
dół dzierżąc w jednej dłoni telefon, a w drugiej torbę. Odwiedziny zaczynały się
dziś wyjątkowo o ósmej, gdyż była sobota. W takie dni więcej ludzi przychodzi i
chce spędzić więcej czasu z podopiecznymi szpitala. Nie dawało mi spokoju
dziwne uczucie, że Austin znów został skrzywdzony, a na dodatek jeszcze to, że
Eliot i Kira zniknęli. Postanowiłam zrobić sobie śniadanie. Postawiłam na
owsiankę. Szybko zagotowałam mleko i wsypałam płatki. Spałaszowałam ją w
trymiga i chwyciłam telefon wykręcając numer Deza.
- Halo?- usłyszałam zaspany głos przyjaciela.
- Dez? Śpisz?- spytałam, ale dopiero po chwili zbaraniała uświadomiłam
sobie, że jest siódma, a rudzielec śpi do dziewiątej. Jednak teraz nie miało to
znaczenia.
- Nie, wiesz? Robię szaszłyki.- odpowiedział z przekąsem.
- Bez żartów. Austinowi coś się stało. Na sto procent jestem tego
pewna.
- Czyli, że nie wiesz tego, tylko masz przeczucie, tak?- zapytał skonsternowany.
- Otóż to.- odpowiedziałam i kiwnęłam głową, choć i tak wiedziałam,
że tego nie zobaczy.
- Twoja intuicja nigdy się nie myli.- ucichł na chwilę.- Zaraz tam
będę, ok?
- Dobrze, czekam.Pa.- rozłączyłam się.
Nie czekałam dłużej, niż osiem minut. Dzwonek rozdzwonił się po całym
wnętrzu, a ja chwyciłam torbę i otworzyłam drzwi. Ku mojemu zdziwieniu nie był
to Dez, lecz Eliot. Brunet uśmiechnął się tak, jak dzieciak, który dostał pod
choinkę to, co sobie wymarzył.
- Jak tam?- spytał przeciągle.
- Nijak, spadaj.- powiedziałam ozięble i chciałam zamknąć drzwi, lecz
przeszkodziła mi stopa chłopaka, który wsunął w szparę.
- Ojj, nie moja droga. Im więcej oporu stawiasz, tym bardziej kochaś
będzie cierpiał.- powiedział słodkim tonem.
- Co... Co ty mu zrobiłeś?!- krzyknęłam wściekle.- Wiedziałam!
Wiedziałam, że masz z tym coś wspólnego.
- Nikt ci nie uwierzy, a tymczasem...- zrobił brewki.- Zróbmy tak.
Możesz się przyjaźnić z Austinkiem, ale masz mu powiedzieć prosto z mostu, że
nic do niego nie czujesz,- widział mój sprzeciw, chciałam coś powiedzieć, ale
uciszył mnie gestem dłoni i mówił dalej.- nawet, jeśli to nie jest prawda. Ma
się o ciebie nie starać. Ma być smutny i ostatnie: ma być tak przygnębiony, że
wróci do Kiry.
- Ale dlaczego to wszystko, co?
- Kira żałuje poniekąd, że z nim zerwała. Nie pasujecie do siebie.-
odpowiedział.- A ty w końcu przejrzysz na oczy. I pamiętaj, jeśli nie wywiążesz
się z umowy, blondynek będzie cierpiał.- zagroził i już miał odchodzić, gdy się
odezwałam:
- Zadzwonię na policję i powiem im wszystko!
- I tak nikt ci nie uwierzy. Mam alibi, a poza tym, ty już i tak
tracisz zmysły.- roześmiał się i odszedł powłóczystym krokiem w stronę centrum.
Patrzyłam niewidzącym wzrokiem przed siebie i kolejny raz analizowałam
słowa chłopaka. Wygląda na to, że nie mam wyjścia.
- Ally! Nie słuchaj go!- mówił mi głos z wnętrza.
- Ally! Haaaallo! - krzyczał zdeterminowany Dez stojąc przede mną i
machając rękami.
- Jestem, jestem.- odpowiedziałam cicho niepewna swojego głosu, za to
całkiem świadoma, że zaraz wybuchnę płaczem. Tak też się stało. Przytuliłam się
do rudzielca i wszystko mu wyjaśniłam. On zszokowany patrzył na mnie i rozważał
moje słowa.
- Ok, nie mam pojęcia, dlaczego, ale mimo, iż twoje słowa są totalnie
absurdalne i niedorzeczne.... Wierzę ci.- powiedział po chwili zastanowienia.
Byłam zaskoczona jego słowami. Sądziłam, że mi nie uwierzy i będzie się śmiał z
tego, a tymczasem on naprawdę dał temu wiarę i do tego mądrze zaintonował swoje
zdanie!- Chodź już do Austina i...- zaciął się niepewny- na razie nie mów
nikomu o tym, ok? Nie udawaj, nie wspominaj o tym.
- Halo!- krzyknął jakiś dziewczęcy głos. Odwróciłam się.
- Trish!- podbiegłam do niej i przytuliłam ją całą sobą z siłą, jakiej
nie spodziewałam się u siebie.- Tak się stęskniłam! Ale po co ty byłaś na tym
obozie?
- A tak sobie.- rzekła wzruszając ramionami.- Coś się stało. Jesteś
zapłakana.- zauważyła.
- Cóż, Austin nie jest w najlepszej formie.
- Jak to?- zapytała zdziwiona szatynka.
- Ktoś go pociął nożem.- odpowiedział Dez.
- Nie ktoś, tylko Eliot.- uzupełniłam.
- A skąd te przypuszczenia?
- Przyznał się przed kilkoma chwilami. I jeszcze do tego, że zrobił
coś mu też wczoraj. Chodźmy już do tego szpitala.- zaproponowałam zmęczonym
głosem.
Szliśmy w całkowitej ciszy. Stawiałam powolne kroki, jakbym wcale nie
chciała poznać prawdy o stanie Austina. Nadchodziło nieuniknione.
Dez
Ally była wyraźnie w jeszcze gorszym stanie, niż wczoraj. Gdy już
wyjaśni się sprawa z blondynem, musimy zająć się tą chorą historią z Eliotem i
Kirą. Musimy zrobić to sami, bo nikt nam nie pomoże. Ta myśl wcale nie dodawała
otuchy. A już był jeden problem mniej. I znowu wszystko się skomplikowało. My
to mamy szczęście. Byliśmy coraz bliżej szpitala. Była punkt ósma, gdy staliśmy
przed drzwiami. Z wyraźnym trudem brunetka otworzyła drzwi i weszliśmy do
środka. Tam, skierowaliśmy się do sali Austina. Drogę zagrodził nam lekarz.
- Zanim wejdziecie, muszę was powiadomić, że w nocy było włamanie do
sali pana Moon'a i ktoś go uszkodził. Znowu.- powiedział ciężko.
- Wiemy, proszę pana.- odparła Ally pewna swoich słów.- Możemy już
wejść?
- Tak, tylko jest jedna sprawa...- zatrzymał się w połowie, jakby było
coś gorszego od obecnej sytuacji.- Pan Moon kompletnie nie pamięta nikogo.
Wszystko inne doskonale się zachowało. Za to nie pamięta żadnej spośród osób
wcześniej znanych. Jego pamięć obejmuje jedynie zdarzenie, a i z tym jest lekki
problem.
Zmroziło nas wszystkich.
- Co??- spytała Ally zupełnie wyrwana z kontekstu.
- Cóż, zobaczcie sami.
- A jest szansa, że sobie wszystko przypomni?
- Niewielka, ale podobnie było z wybudzeniem.- spojrzał na mnie
wymownie.
- Cuda się zdarzają, ale nie powtarzają.- zauważyłem.
- Nieważne, chodźmy.
Trish
Nie było zaledwie trzy tygodnie, a tyle się zmieniło! Jestem wściekła,
że zgodziłam się na ten durny kurs. Zamiast być z przyjaciółmi, którzy
najwidoczniej mnie potrzebowali, nadziewałam śmierdzące ryby na patyki! Ally
wyglądała, jakby ją z krzyża zdjęli, a Dez miał wyraz twarzy taki, że nie mam
porównania.
Ally
Po prostu nie mogłam uwierzyć. Amnezja! Co jeszcze mnie czeka? Bo
widziałam już masę obrzydliwości... Nie miałam siły wchodzić do środka, ale
jestem to winna Austinowi. Powoli otworzyłam drzwi i stanęłam oko w oko z
przeznaczeniem.
Austin
Sny mieszały mi się z rzeczywistością. Czułem ból w skroni i to, że
tracę przytomność. Przed oczyma stanął mi widok jakiejś ciemnowłosej, która
śmieje się ze mnie. Patrzy z pogardą i mówi:
- Gnij w ciemności! Gnij!- syczy przez ostatnie przesmyki słońca pod
moimi powiekami.
Czułem nawracający ból i to, że krew wypływa ze mnie, jak woda z
kranu- strumieniami. Obezwładniająca chęć powrotu do normalności przytrzymywała
mnie jeszcze przy życiu. Coś kazało mi pozostać w pełni w swym ciele. Chciałem
już umrzeć i przestać czuć tę męczarnię. Ale jaka osoba trzymała mnie przy
myśli, że to wcale nie tak musi się skończyć. Nie miałem pojęcia, kto to, ale
miałem świadomość, że to ktoś ważny, kogo darzę czymś więcej, niż sympatią. To
dzięki niej chciałem jeszcze żyć, choć mogłem się puścić i wpaść w tę otchłań
pode mną. Nagle poczułem, że wróciłem. Otworzyłem oczy, a światło ogarnęło moje
oczy i całkiem je oślepiło. Po jakimś czasie się przyzwyczaiłem. Wszedł lekarz
i chwilę rozmawialiśmy. Po kilku minutach od jego wyjścia, ktoś znów otworzył
drzwi, a w nich stanęła trójka, na oko, szestasto-, siedemnastolatków. Wszyscy
byli przygnębieni i patrzyli na mnie osowiali.
- Austin...- szepnęła najładniejsza z nich brunetka.
- Przepraszam.. Znamy się?- zapytałem zdziwiony.
Zobaczyłem jej oczy i poczułem ukłucie bólu w sercu.
- Chyba jednak tak..
------------------------
To znowu ja! Co taam? Wena wraca i coś czuję, że na tym się nie skończy :D Proszę o komenty, a rozdział dedykuję głównie Paulinie Gdaniec i moim kochanym szaszłyczkom, a zwłaszcza Olusi <3, bo tu jest i komentuje :* Buziaczki dla wszystkich ♥
~Kasia<3
Cuuuudny rozdzialik szaszłyczku, i dziękuję za dedykację, awww, aż się wzruszyłam, serio... <3
OdpowiedzUsuńTylko jak ja mam go teraz wyrwać z tej amnezji? xD
No nie wiem... Pocałunkiem?? Haha xD
UsuńNiee xD
UsuńCoś lepszego i śmieszniejszego xD
No nie Austin ty biedaku :( Mam nadzieję, że przypomni sobie wszytsko.
OdpowiedzUsuńSuper rozdział. Kiedy next?
Niedługo, ale nie moim piórem.. Oluś szykuje coś dużego xD
UsuńAaa nie mogę się doczekać <3
UsuńOj szykuję szykuję, ale co do wybudzenia... a tak to jeszcze dokładnie nie wiem co będzie w następnym rozdziale... albo wiem!
Usuńhahah, od tego będzie się zaczynać plan wybudzenia xD
Widzę: 'szaszłyk' i ryczę ze śmiechu :D
OdpowiedzUsuńBoski rozdzialik, ale zaskoczyłaś mnie i to ostro z tą amnezją ;P
~JulkaXD
Świetny nie mam słów... / Ally
OdpowiedzUsuńrozdział bombowy biedny Austy..
OdpowiedzUsuńjak ja nienawidze eliota tak samo jak kiry cholerni gnoje z nich a rozidzal spoko
OdpowiedzUsuńKAZIA!! ZAJEBIĘ ZA TO WIESZ CO I ZA TĄ AMNEZJĘ!! -_- ZABIJĘ ZABIJĘ ZABIJĘ!!!!!!!!!! -_- MASZ MI ODAMNEZJOWAĆ AUSTINA I TO JUSZ -_- I KIRA I ELIOT MAJĄ BYĆ ZŁAPANI W NASTĘPNYM ROZDZIALE, BO JAK NIE TO DALEJ NIE CZYTAM :D
OdpowiedzUsuń