sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 29



Ally

Noc nie była najgorsza. Nie śniło mi się nic konkretnego. Kolory i kształty. Ale w jednym momencie wszystko zgasło. Nieporozumienia i smutki powróciły, a złe przeczucia zżerały mnie od środka. 'Austinowi coś się stało', pomyślałam, ale skąd mogłam to wiedzieć? Po prostu to poczułam. Wiem, że to brzmi niezbyt realnie, ale nie mogłam się kłócić z podświadomością. Była szósta rano. Raczej nie miałam już szansy ponownie zasnąć. Wstałam więc szybko i postanowiłam wziąć zimny prysznic, aby całkiem się rozbudzić. Potem ubrałam się w zieloną, jaskrawą sukienkę oraz pasujące czarne sandałki, po czym zbiegłam na dół dzierżąc w jednej dłoni telefon, a w drugiej torbę. Odwiedziny zaczynały się dziś wyjątkowo o ósmej, gdyż była sobota. W takie dni więcej ludzi przychodzi i chce spędzić więcej czasu z podopiecznymi szpitala. Nie dawało mi spokoju dziwne uczucie, że Austin znów został skrzywdzony, a na dodatek jeszcze to, że Eliot i Kira zniknęli. Postanowiłam zrobić sobie śniadanie. Postawiłam na owsiankę. Szybko zagotowałam mleko i wsypałam płatki. Spałaszowałam ją w trymiga i chwyciłam telefon wykręcając numer Deza.

- Halo?- usłyszałam zaspany głos przyjaciela.

- Dez? Śpisz?- spytałam, ale dopiero po chwili zbaraniała uświadomiłam sobie, że jest siódma, a rudzielec śpi do dziewiątej. Jednak teraz nie miało to znaczenia.

- Nie, wiesz? Robię szaszłyki.- odpowiedział z przekąsem.

- Bez żartów. Austinowi coś się stało. Na sto procent jestem tego pewna.

- Czyli, że nie wiesz tego, tylko masz przeczucie, tak?- zapytał skonsternowany.

- Otóż to.- odpowiedziałam i kiwnęłam głową, choć i tak wiedziałam, że tego nie zobaczy.

- Twoja intuicja nigdy się nie myli.- ucichł na chwilę.- Zaraz tam będę, ok?

- Dobrze, czekam.Pa.- rozłączyłam się.

Nie czekałam dłużej, niż osiem minut. Dzwonek rozdzwonił się po całym wnętrzu, a ja chwyciłam torbę i otworzyłam drzwi. Ku mojemu zdziwieniu nie był to Dez, lecz Eliot. Brunet uśmiechnął się tak, jak dzieciak, który dostał pod choinkę to, co sobie wymarzył.

- Jak tam?- spytał przeciągle.

- Nijak, spadaj.- powiedziałam ozięble i chciałam zamknąć drzwi, lecz przeszkodziła mi stopa chłopaka, który wsunął w szparę.

- Ojj, nie moja droga. Im więcej oporu stawiasz, tym bardziej kochaś będzie cierpiał.- powiedział słodkim tonem.

- Co... Co ty mu zrobiłeś?!- krzyknęłam wściekle.- Wiedziałam! Wiedziałam, że masz z tym coś wspólnego.

- Nikt ci nie uwierzy, a tymczasem...- zrobił brewki.- Zróbmy tak. Możesz się przyjaźnić z Austinkiem, ale masz mu powiedzieć prosto z mostu, że nic do niego nie czujesz,- widział mój sprzeciw, chciałam coś powiedzieć, ale uciszył mnie gestem dłoni i mówił dalej.- nawet, jeśli to nie jest prawda. Ma się o ciebie nie starać. Ma być smutny i ostatnie: ma być tak przygnębiony, że wróci do Kiry.

- Ale dlaczego to wszystko, co?

- Kira żałuje poniekąd, że z nim zerwała. Nie pasujecie do siebie.- odpowiedział.- A ty w końcu przejrzysz na oczy. I pamiętaj, jeśli nie wywiążesz się z umowy, blondynek będzie cierpiał.- zagroził i już miał odchodzić, gdy się odezwałam:

- Zadzwonię na policję i powiem im wszystko!

- I tak nikt ci nie uwierzy. Mam alibi, a poza tym, ty już i tak tracisz zmysły.- roześmiał się i odszedł powłóczystym krokiem w stronę centrum.

Patrzyłam niewidzącym wzrokiem przed siebie i kolejny raz analizowałam słowa chłopaka. Wygląda na to, że nie mam wyjścia.

- Ally! Nie słuchaj go!- mówił mi głos z wnętrza.

- Ally! Haaaallo! - krzyczał zdeterminowany Dez stojąc przede mną i machając rękami.

- Jestem, jestem.- odpowiedziałam cicho niepewna swojego głosu, za to całkiem świadoma, że zaraz wybuchnę płaczem. Tak też się stało. Przytuliłam się do rudzielca i wszystko mu wyjaśniłam. On zszokowany patrzył na mnie i rozważał moje słowa.

- Ok, nie mam pojęcia, dlaczego, ale mimo, iż twoje słowa są totalnie absurdalne i niedorzeczne.... Wierzę ci.- powiedział po chwili zastanowienia. Byłam zaskoczona jego słowami. Sądziłam, że mi nie uwierzy i będzie się śmiał z tego, a tymczasem on naprawdę dał temu wiarę i do tego mądrze zaintonował swoje zdanie!- Chodź już do Austina i...- zaciął się niepewny- na razie nie mów nikomu o tym, ok? Nie udawaj, nie wspominaj o tym.

- Halo!- krzyknął jakiś dziewczęcy głos. Odwróciłam się.

- Trish!- podbiegłam do niej i przytuliłam ją całą sobą z siłą, jakiej nie spodziewałam się u siebie.- Tak się stęskniłam! Ale po co ty byłaś na tym obozie?

- A tak sobie.- rzekła wzruszając ramionami.- Coś się stało. Jesteś zapłakana.- zauważyła.

- Cóż, Austin nie jest w najlepszej formie.

- Jak to?- zapytała zdziwiona szatynka.

- Ktoś go pociął nożem.- odpowiedział Dez.

- Nie ktoś, tylko Eliot.- uzupełniłam.

- A skąd te przypuszczenia?

- Przyznał się przed kilkoma chwilami. I jeszcze do tego, że zrobił coś mu też wczoraj. Chodźmy już do tego szpitala.- zaproponowałam zmęczonym głosem.

Szliśmy w całkowitej ciszy. Stawiałam powolne kroki, jakbym wcale nie chciała poznać prawdy o stanie Austina. Nadchodziło nieuniknione.

Dez

Ally była wyraźnie w jeszcze gorszym stanie, niż wczoraj. Gdy już wyjaśni się sprawa z blondynem, musimy zająć się tą chorą historią z Eliotem i Kirą. Musimy zrobić to sami, bo nikt nam nie pomoże. Ta myśl wcale nie dodawała otuchy. A już był jeden problem mniej. I znowu wszystko się skomplikowało. My to mamy szczęście. Byliśmy coraz bliżej szpitala. Była punkt ósma, gdy staliśmy przed drzwiami. Z wyraźnym trudem brunetka otworzyła drzwi i weszliśmy do środka. Tam, skierowaliśmy się do sali Austina. Drogę zagrodził nam lekarz.

- Zanim wejdziecie, muszę was powiadomić, że w nocy było włamanie do sali pana Moon'a i ktoś go uszkodził. Znowu.- powiedział ciężko.

- Wiemy, proszę pana.- odparła Ally pewna swoich słów.- Możemy już wejść?

- Tak, tylko jest jedna sprawa...- zatrzymał się w połowie, jakby było coś gorszego od obecnej sytuacji.- Pan Moon kompletnie nie pamięta nikogo. Wszystko inne doskonale się zachowało. Za to nie pamięta żadnej spośród osób wcześniej znanych. Jego pamięć obejmuje jedynie zdarzenie, a i z tym jest lekki problem.

Zmroziło nas wszystkich.

- Co??- spytała Ally zupełnie wyrwana z kontekstu.

- Cóż, zobaczcie sami.

- A jest szansa, że sobie wszystko przypomni?

- Niewielka, ale podobnie było z wybudzeniem.- spojrzał na mnie wymownie.

- Cuda się zdarzają, ale nie powtarzają.- zauważyłem.

- Nieważne, chodźmy.

Trish

Nie było zaledwie trzy tygodnie, a tyle się zmieniło! Jestem wściekła, że zgodziłam się na ten durny kurs. Zamiast być z przyjaciółmi, którzy najwidoczniej mnie potrzebowali, nadziewałam śmierdzące ryby na patyki! Ally wyglądała, jakby ją z krzyża zdjęli, a Dez miał wyraz twarzy taki, że nie mam porównania.

Ally

Po prostu nie mogłam uwierzyć. Amnezja! Co jeszcze mnie czeka? Bo widziałam już masę obrzydliwości... Nie miałam siły wchodzić do środka, ale jestem to winna Austinowi. Powoli otworzyłam drzwi i stanęłam oko w oko z przeznaczeniem.

Austin

Sny mieszały mi się z rzeczywistością. Czułem ból w skroni i to, że tracę przytomność. Przed oczyma stanął mi widok jakiejś ciemnowłosej, która śmieje się ze mnie. Patrzy z pogardą i mówi:

- Gnij w ciemności! Gnij!- syczy przez ostatnie przesmyki słońca pod moimi powiekami.

Czułem nawracający ból i to, że krew wypływa ze mnie, jak woda z kranu- strumieniami. Obezwładniająca chęć powrotu do normalności przytrzymywała mnie jeszcze przy życiu. Coś kazało mi pozostać w pełni w swym ciele. Chciałem już umrzeć i przestać czuć tę męczarnię. Ale jaka osoba trzymała mnie przy myśli, że to wcale nie tak musi się skończyć. Nie miałem pojęcia, kto to, ale miałem świadomość, że to ktoś ważny, kogo darzę czymś więcej, niż sympatią. To dzięki niej chciałem jeszcze żyć, choć mogłem się puścić i wpaść w tę otchłań pode mną. Nagle poczułem, że wróciłem. Otworzyłem oczy, a światło ogarnęło moje oczy i całkiem je oślepiło. Po jakimś czasie się przyzwyczaiłem. Wszedł lekarz i chwilę rozmawialiśmy. Po kilku minutach od jego wyjścia, ktoś znów otworzył drzwi, a w nich stanęła trójka, na oko, szestasto-, siedemnastolatków. Wszyscy byli przygnębieni i patrzyli na mnie osowiali.

- Austin...- szepnęła najładniejsza z nich brunetka.

- Przepraszam.. Znamy się?- zapytałem zdziwiony.

Zobaczyłem jej oczy i poczułem ukłucie bólu w sercu.

- Chyba jednak tak..
------------------------
To znowu ja! Co taam? Wena wraca i coś czuję, że na tym się nie skończy :D Proszę o komenty, a rozdział dedykuję głównie Paulinie Gdaniec i moim kochanym szaszłyczkom, a zwłaszcza Olusi <3, bo tu jest i komentuje :* Buziaczki dla wszystkich ♥
~Kasia<3


12 komentarzy:

  1. Cuuuudny rozdzialik szaszłyczku, i dziękuję za dedykację, awww, aż się wzruszyłam, serio... <3
    Tylko jak ja mam go teraz wyrwać z tej amnezji? xD

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie Austin ty biedaku :( Mam nadzieję, że przypomni sobie wszytsko.
    Super rozdział. Kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo, ale nie moim piórem.. Oluś szykuje coś dużego xD

      Usuń
    2. Aaa nie mogę się doczekać <3

      Usuń
    3. Oj szykuję szykuję, ale co do wybudzenia... a tak to jeszcze dokładnie nie wiem co będzie w następnym rozdziale... albo wiem!
      hahah, od tego będzie się zaczynać plan wybudzenia xD

      Usuń
  3. Widzę: 'szaszłyk' i ryczę ze śmiechu :D
    Boski rozdzialik, ale zaskoczyłaś mnie i to ostro z tą amnezją ;P
    ~JulkaXD

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny nie mam słów... / Ally

    OdpowiedzUsuń
  5. rozdział bombowy biedny Austy..

    OdpowiedzUsuń
  6. jak ja nienawidze eliota tak samo jak kiry cholerni gnoje z nich a rozidzal spoko

    OdpowiedzUsuń
  7. KAZIA!! ZAJEBIĘ ZA TO WIESZ CO I ZA TĄ AMNEZJĘ!! -_- ZABIJĘ ZABIJĘ ZABIJĘ!!!!!!!!!! -_- MASZ MI ODAMNEZJOWAĆ AUSTINA I TO JUSZ -_- I KIRA I ELIOT MAJĄ BYĆ ZŁAPANI W NASTĘPNYM ROZDZIALE, BO JAK NIE TO DALEJ NIE CZYTAM :D

    OdpowiedzUsuń