Sieema!
Chciałam was zaprosić na nowego bloga którego założyłam z Julką Owedyk i Tori Pa
Jeżeli chcecie to zajrzyjcie! <333
Będziemy tam zamieszczały opowiadanie o Raurze, lecz nie o Miłości xD
http://loveandhatenoway.blogspot.com/
Dobra, więcej już wam nie zawracam głowy
Papap! ;***
~Refive xD
niedziela, 22 września 2013
wtorek, 17 września 2013
Rozdział 36
- Aaaa! – krzyknęłam w
niebo głosy ze strachu.
Austin aż podskoczył.
- Ałaa, moje uszy. Możesz
tak nie krzyczeć? – zapytał.
- Ally! Jesteś tam? To ja,
wujek Carl. – odezwał się głos z korytarza. Szybko wyszłam z mojej kryjówki i
otworzyłam drzwi.
- Tak jestem. Cześć wujku.
– przywitałam się, po czym Austin zrobił to samo, kiedy już wygramolił się zza
telewizora.
- Czemu siedzieliście
zamknięci w pokoju? Napisałaś do mnie Ally że będziecie czekać na zewnątrz.
- Eee. No bo… zobaczyliśmy
zombie… - powiedziałam po cichu.
- Hahaha, zombie? Gdzie? –
wujek zadawał pytania przez śmiech.
- Ale nie śmiej się. –
powiedziałam nieco oburzona.
- Oczywiście, wierzę ci,
chodź, pokaż, gdzie widzieliście to paskudne stworzenie? – mówił nadal się
uśmiechając, i wyraźnie powstrzymując od śmiechu.
Ja zgromiłam go tylko
groźnym spojrzeniem i zaprowadziłam na dwór. Mój przyjaciel wlókł się powolnie
za mną.
Kiedy na ławce ujrzałam to
okropne zombie, krzyknęłam tylko, i schowałam się za mojego wujka.
- Hahahaha! – wybuchł jeszcze
głośniejszym śmiechem.
Trish
- Dzień dobry, pan pewnie
jest wujkiem Ally. – powiedziałam miło.
- Tak, witaj. –
odpowiedział mi mężczyzna przez śmiech.
- Można wiedzieć z czego
pan się śmieje? – zapytałam zdziwiona.
- Oni myśleli, że..haha…
że ty jesteś zombie. – powiedział a mnie zamurowało, i po chwili dołączyłam do
niego.
Razem śmialiśmy się
wniebogłosy.
Po chwili widząc że oboje
się śmiejemy, Ally podeszła do nas.
- Cześć Ally! –
powiedziałam uśmiechnięta.
- TttTrish?! – zapytała z
niedowierzaniem.
- Serio pomyliliście mnie
z zombie? – zapytałam.
Zapanowała chwila ciszy.
Ally
- Eee.. noo… tak jakby… -
powiedzieliśmy razem z Austinem zawstydzeni.
- Przepraszam was za mój
wygląd, ale miałam mały wypadek, chciałam się przebrać, ale nie chciałam się
spóźnić…
- Spokoo… - rzuciłam
zdziwiona.
- A gdzie Dez? – zmieniła temat
moja przyjaciółka.
- Nie było go tutaj… zaraz
do niego zadzwonię. – wykrzykną Austin. Zaczął wyciągać komórkę, ale po chwili
przestał i dodał: - zapomniałem że jeszcze nie wziąłem od niego numeru telefonu…
- To ja do niego
zadzwonię. – rzuciłam, po czym wyjęłam z
kieszeni komórkę i wykręciłam numer do przyjaciela.
- Nie odbiera. – dodałam po
chwili oczekiwania.
- Idzie! – krzyknęła czarnowłosa.
Po chwili wszyscy
ujrzeliśmy rudzielca.
Ale on jakby zrobił
wielkie, przestraszone oczy, zaczął się drzeć że chce do mamy i uciekał gdzie
pieprz rośnie.
- Hahaha, Trish, widzisz?
Nie tylko my cię pomyliliśmy z zombie. – powiedziałam przez śmiech.
- Dobra, to ja biegnę po
niego za nim ucieknie gdzieś i nie pojedzie z nami! – krzyknął mój przyjaciel i
po chwili już go nie było.
- To może ja już spakuję
wasze walizki? – zaproponował wujek.
- Okey – powiedziałam uśmiechnięta
i poszłam po walizki.
Z oddali usłyszałam tylko
jak Trish coś krzyczy że zapomniała walizek, i zaraz wróci.
Ja z niedowierzania
pokręciłam tylko głową i weszłam do salonu, gdzie stały moje cztery walizki, i
jedna Austina.
Najpierw zaniosłam do auta
dwie moje, później kolejne dwie, a na końcu Austina.
Kiedy usiadłam na ławce
zmęczona wkładaniem walizek, Zobaczyłam, że Trish powoli wlecze się z 3
ogromnymi walizkami, większymi od moich.
Szybo o niej podbiegłam i
pomogłam jej donieść jedną, a raczej dopchać. Nawet na kółkach wydawało się jakby
ważyła ze 100 kilo.
- Jak ty to tutaj? –
zapytałam z niedowierzaniem.
- A ja wiem? –
odpowiedziała mi po czym zaczęła wkładać walizki do bagażnika.
Oczywiście mój wujek jej
pomógł.
- Ej, a czemu ja musiałam
moje walizki sama wkładać? – powiedziałam udawając foch.
- Przecież twoje były
lżejsze;. – odpowiedział beztrosko.
- Och, niech ci będzie wujku.
Austin
- Jesteśmy! – krzyknąłem zadowolony,
że już nie muszę dźwigać tych ciężarów Deza.
On miał pięć ogromnych
walizek!
- I co? – powiedziała chytrze
Ally.
- Co co? – odpowiedziałem udając
że nie wiem o co chodzi.
- Nie udawaj, przecież
wiesz o co chodzi! Mówiłam, że tylko ty będziesz mieć jedną walizkę! –
powiedziała z uśmieszkiem.
- No dobra, niech ci
będzie, wygrałaś. A teraz pomóżcie nam wsadzić te klamoty Deza do samochodu. –
powiedziałam zmęczony.
- Ej, ja nie mam klamotów!
Tam są same potrzebne rzeczy, i praktyczne ubrania! – krzyknął obrażony
rudzielec.
- Serio? – zapytałem z
ironią.
- Tak, no na przykład
nadmuchiwana tratwa do pływania na błocie! – powiedział z siebie dumny.
Ja tylko zacząłem się
śmiać, ale już nic nie mówiłem, bo chciałem mieć pakowanie za sobą.
- Jak nie chcesz nie
musisz mi pomagać. – powiedział Dez. – Dam sobie radę sam.
- Okey, jak chcesz,
chętnie sobie popatrzę. – powiedziałem i zacząłem obserwować jak mój przyjaciel
męczy się z wkładaniem swoich walizek, a raczej klamotów.
@@@@@@@@@
Heejka!
OMG, nie wiedziałam że ten rozdział wyjdzie mi aż tak nudny!
Przepraszam was bardzo za to.
Po prostu mi się przedłużyło... znowu xD
Mam pomysł co się może stać na wsi, ale tylko jeden, nie mam pomysłów co się może stać podczas ich podróży na wieś ;P
Jak macie jakieś pomysły to błagam, napiszcie w komentarzu.
i oczywiście oceńcie rozdział <3
Paa! ;***
~Refive xD
niedziela, 15 września 2013
Rozdział 35
Następny dzień
Trish
Po długim i bezsensownym
leżeniu na łóżku bez ani minuty zaśnięcia, w końcu wstałam. Spojrzałam się na
zegarek. Wskazywał on za kwadrans piątą, oczywiście nad ranem. Byłam strasznie
zmęczona, ale myśl, że być może nie będzie internetu, dopiero teraz nie dawała
mi zasnąć. Nie o to chodziło, że byłam jakoś uzależniona od komputera, czy coś,
po prostu brak kontaktu ze światem zewnętrznym na tydzień wydawał mi się nieco
straszny. Kiedy miałam podejść do szafy aby wybrać ubrania na podróż, odezwał
się mój żołądek. Oczywiście to, że byłam niesamowicie śpiąca nie wystarczało, i
musiałam być również niesamowicie głodna.
Zeszłam powolnym krokiem do lodówki, a kiedy już ją
otworzyłam, w końcu otworzyłam oczy.
Jednak zrobiłam to ze
zdziwienia, ponieważ lodówka była zupełnie pusta. Byłam strasznie zdziwiona jak
to się mogło stać. Zawsze nawet się jej nie dało domknąć.
Zdenerwowana nieco tą
sytuacją, wróciłam do mojego pokoju i ponownie podeszłam do szafy.
Wyjęłam z niej jakieś wygodne spodnie i bluzkę
z długim rękawem. Po drodze do łazienki wzięłam jeszcze bieliznę, i biżuterię.
Kiedy byłam gotowa do wyjścia, skapnęłam się, że miałam być u Ally dopiero na
10:00.
- Trudno, jestem głodna i
nie mam co robić. – rzuciłam wkurzona i
ruszyłam w kierunku drzwi.
Patrzałam przed siebie, i
nawet nie zauważyłam, kiedy leżałam na ziemi.
3 godziny później
- Ałć… - cicho jęknęłam
otwierając przy tym oczy.
Powoli wstałam cała
obolała.
Rozejrzałam się wkoło i zaczęłam
analizować jak mogło dojść do mojego upadku.
Zobaczyłam, że wszędzie
porozwalane są produkty spożywcze, porozbijane jajka, rozgniecione warzywa, i
rozlany olej przez który się poślizgnęłam.
- No nie… jak te wszystkie
rzeczy się tu znalazły?! – krzyknęłam już bardzo rozzłoszczona.
W takim stanie oczywiście
nie mogłam nigdzie iść.
Nie dość że byłam
wściekła, to jeszcze cała brudna.
Wchodząc z powrotem do
mojego pokoju spojrzałam na wyświetlacz komórki, którą wyjęłam w mojej tłustej od oleju
torebki. Widniała na nim godzina 9:40.
- Co? O nie, spóźnię się! –
powiedziałam zaniepokojona i szybko wybiegłam z domu, nawet go nie zamykając.
Ally
- Ale to przecież
normalne! To niemożliwe jak ty spakowałeś się w tak małą walizkę. – prowadziłam
dyskusje z blondynem.
- Nie prawda. Zobaczysz,
że tylko ty będziesz miała 4 walizki. – powiedział z ironią Austin.
- Jasne, jasne. –
powiedziałam kpiąc z tego co powiedział.
- Czy ty mi coś zarzucasz?
– powiedział nieco oburzony.
- Ja? Niee, no co ty… po
prostu myślę, że to tylko ty będziesz mieć jedną walizkę. – powiedziałam spokojnie.
- No na pewno… - rzucił,
po czym zaczął się głośno śmiać.
- Czy ciebie coś śmieszy? –
powiedziałam zdezorientowana.
- A jak myślisz? – zapytał
cały czas idę śmiejąc.
- Noo… nie wiem?
- Kłócimy się ile walizek
powinno się wziąć!
- No tak – stwierdziłam również
zaczynając się śmiać.
- Skoro już się śmiejemy,
to wiesz jaki miałam głupi sen? – dodałam przez śmiech. – Śniło mi się, że
weszłam do mojej kuchni, a na stole stało jakieś dziwne łóżko. Nie wiem nawet
czyje. – powiedziałam będąc już w euforii głupawki.
- Przecież jak dzisiaj
byłem w twojej kuchni i widziałem ten stół to był mały, jak żeś tam zmieściła
to łóżko? – był bardzo zaciekawiony, a równocześnie niesamowicie rozbawiony.
Śmialiśmy się już
właściwie nie wiadomo z czego.
- Skąd mam wiedzieć,
przecież to sen. Sama byłam zdziwiona! - Wybuchłam jeszcze głośniejszym
śmiechem ( Julka, ty już tam wiesz o co mi chodzi z tym łóżkiem xD )
Kiedy Austin nagle
przestał się śmiać, spojrzałam się na niego zdziwiona.
On tylko patrzył się z przerażeniem
w punkt za mną.
Obróciłam się, i ujrzałam
coś strasznego.
- Zombie!!! – krzyknęłam w
niebo głosy i zaczęłam uciekać, a blondyn za mną. Schowaliśmy się w moim pokoju,
zamknęliśmy drzwi na klucz, sprawdziliśmy dokładnie okna i balkon, po czym
zasunęliśmy rolety.
Co chwilę ktoś dzwonił do
drzwi.
Ja się jednak strasznie
bałam i siedziałam za telewizorem wtulona w mojego przyjaciela.
- Ally? Co to było? –
powiedział trzęsącym się głosem Austin.
- Nie wiem, ale wyglądało
jak zombie. – powiedziałam jeszcze bardziej wystraszona.
- Jesteś pewna? Zombie przecież
nie istnieją… chyba. – rzucił, po czym zapadła między nami cisza.
Zaczęliśmy się wsłuchiwać
w otoczenie, i słuchać, czy ktoś nie idzie. Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
*********************
Siemka!
Na samym początku przepraszam was najmocniej na świecie, za to, że tak dawno nie dodałam żadnego rozdziału.
Po prostu nie miałam czasu, a i tak mam jeszcze masę obowiązków do wykonania, ale nie chciałam abyście musieli dalej czekać.
Ten rozdział dedykuję Natalie i Vicki, które najbardziej czekały na ten rozdział i dawały mi motywacji do działania xD
Piszcie koniecznie w komentarzach co sądzicie o tym rozdziale, mi się za bardzo nie podoba, ale ja już tak mam xD ;P
Papap ;***
Refive <3
sobota, 31 sierpnia 2013
Rozdział 34
- No wiesz co? –
spojrzałam się krzywo na przyjaciółkę.
- No właśnie! –
potwierdził moje pytanie Dez.
- O co wam chodzi? –
zapytała widocznie zdziwiona Trish.
- Ja nie wejdę do tego
syfu. Mam śliczne nowe ubranie, które o dziwo znalazłam w mojej szafie, chociaż
nigdy go tam nie było. – rzuciłam szybko.
- A ja myłem dzisiaj
włosy! Kiedy przejdę przez to coś to moja głowa nie będzie ruda tylko siwa! –
powiedział z obrzydzeniem rudzielec, po czym spojrzał się z obrzydzeniem w
kierunku rury, która wychodziła na zewnątrz.
- Ale to tylko kawałek,
chyba, że chcecie tu zostać na zawsze. - powiedziała czarnowłosa.
- No dobrze. –
powiedzieliśmy zrezygnowaliśmy, po czy ja jako pierwsza weszłam do strasznie
zakurzonej rury.
Dzięki światłu dziennemu
było w niej dosyć jasno.
Kiedy zaczęłam iść,
zapytałam się moich przyjacieli czy idą za mną, mimo, iż było jasno, to rura
była bardzo długa.
Nie wiedziałam po co Trish
mówiła, że jest krótka, przez to czułam się oszukana.
- Idziecie za mną? –
zapytałam głośno, aby mnie usłyszeli.
- No pewnie, że idziemy, przecież
nas chyba nic tutaj nie wciągnie, prawda? – zapytała w oddali ironicznie
czarnowłosa.
Szłam na czworaka
strasznie długo, już chyba z 15 minut.
- Jak myślicie, ile
jeszcze będziemy tak iść? –zapytałam, nie widząc końca tunelu. Po 5 minutach
nie słyszenia odpowiedzi, powtórzyłam pytanie. Nikt nie odpowiadał.
Zaczęłam ich wołać, ale
nikt się nie odzywał.
Przestraszyłam się nie na
żarty.
Przestraszona, starając
się myśleć o samych dobrych rzeczach, zaczęłam iść dalej.
Kiedy ujrzałam wyjście,
byłam szczęśliwa, że nareszcie mogę wyprostować kręgosłup.
Zaczęłam powoli wychodzić
z ciasnej rury, poprzednio wyglądając na zewnątrz, czy nikogo nie ma w pobliżu.
Zaczęłam się martwić już na
poważnie o moich przyjaciół.
Nie próbowałam nawet do nich
dzwonić, bo jak sprawdzałam wcześniej, w tunelu nie ma zasięgu, więc jeśli tam
są, to i tak nie odbiorą.
Zobaczyłam, że to wyjście
prowadziło do parku, a właściwie to się w nim już znajdowało.
Nie wiedząc co robić
zaczęłam chodzić w te i z powrotem uliczkami. Musiałam się wysilić aby wymyślić
jakiś konkretny plan, bo jedyne co mi przychodziło do głowy, to albo ich
zostawić nie wiedząc gdzie są, co totalnie do mnie nie pasuje, albo zadzwonić
na policję.
Tylko co ja im miałam
powiedzieć? Że jesteśmy uciekinierami ze szpitala bo zaczęliśmy zakłócać ciszę
i schowaliśmy się w jakimś schowku, a teraz moi przyjaciele się zgubili?
Nie, musi być jakieś inne
wyjście…
20 minut wcześniej
Trish
- Dez! – krzyknęłam szeptem
do rudzielca idącego czworaka przede mną. Kiedy mnie usłyszał stanął.
- Wiesz co, może zróbmy
Ally kawał. Cofniemy się, i zobaczymy co ona zrobi jak nas nie będzie, okey? –
powiedziałam uśmiechając się.
- Noo, ale Ally może nie
być miło. – powiedział bez przekonania rudzielec.
- Ale ja chcę tylko
sprawdzić czy nas tu zostawi, czy pójdzie sobie gdzieś bez nas. – powiedziałam,
po czym zaczęłam się wycofywać z rury.
- No dobrze, niech ci
będzie. – rzucił mój przyjaciel, a następnie zaczął robić to co ja.
Po 5 minutach byliśmy z powrotem
w pomieszczeniu z którego zaczęliśmy wcześniej wychodzić.
Po 20 minutach czekania i
milczenia pomyśleliśmy, że Ally nas zostawiła, więc weszliśmy do rury z
powrotem i zaczęliśmy się czołgać. Kiedy po męczącej podróży wyszliśmy,
chcieliśmy iść do swoich domów, lecz zauważyliśmy z daleka Ally.
Chcieliśmy coś śmiesznego
powiedzieć, ale powstrzymaliśmy się, kiedy zobaczyliśmy że płacze.
- Ally… - nie zdążyłam nic
więcej powiedzieć, bo gdy szatynka ujrzała nas, prędko do nas podbiegła i mocno
przytuliła.
- Przepraszam, to był mój
pomysł z tym żartem.
- Jakim żartem? – zapytała
moja przyjaciółka.
- No żeby cię zostawić,
chciałam sprawdzić czy po nas wrócisz lub czy będziesz się martwić.
- Jak mogłabym się nie
martwić? Przecież jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Zawiodłam się na was, jest
mi naprawdę przykro… - powiedziała, po czym na odchodne rzuciła tylko:
- Nie przejmujcie się mną,
jutro spotykamy się o 10:00 przed moim domem, mój wujek po nas przyjedzie, do
jutra!
- Pa, do jutra. – odpowiedział
jej Dez, po czym my również ruszyliśmy do swoich domów.
Ally
Było mi bardzo przykro jak
potraktowali mnie moi przyjaciele, ale nie gniewałam się na nich, po prostu
było mi smutno, i mam przez to do nich troszkę mniejsze zaufanie, dziwne, że
przez taką głupotę jest mi przykro, ale trudno, taka jestem.
Postanowiłam pójść do domu
Austina, aby powiedzieć mu o której ma przyjść.
Doszłam do jego domu
powolnym krokiem.
Kiedy już stałam przed
furtką, przypomniało mi się, że przecież mogłam mu wysłać esemesa, ale trudno,
skoro już zaszłam taki kawał, to postanowiłam mu powiedzieć osobiście.
Zadzwoniłam do drzwi, i już po chwili staną w nich mój przyjaciel.
- Cześć Austin,
przepraszam, że po ciebie nie przyszliśmy, tylko zaspaliśmy, no i później
mieliśmy małą przygodę w szpitalu, no i dopiero jak z niego wyszłam to sobie
pomyślałam, że pewnie rodzice cię zabrali do domu, więc chciałam ci powiedzieć,
żebyś był u mnie jutro o 9:30, bo przyjedzie po nas mój wujek- powiedziałam na
jednym tchu z uśmiechem.
- Cześć, jasne, będę…. –
powiedział i zapanowała między nami niezręczna cisza. – Chcesz wejść do środka?
– zaproponował blondyn.
- Niee, ja już może pójdę
do domu, muszę się spakować. – powiedziałam.
- Jasne, ja też,
zapomniałem o tym, to pa, do jutra. – pożegnał się ze mną.
- Cześć! – rzuciłam po
czym pocałowałam go w policzek i poszłam szybkim krokiem do domu.
Zauważyłam tylko kątem
oka, że Austin stoi zaskoczony w miejscu, a tak właściwie uśmiechnięty i trzyma
się za policzek.
Uśmiechnęłam się sama do
siebie i zaczęłam myśleć co będzie na naszym wyjeździe.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześka! Nareszcie dzisiaj umęczyłam ten rozdział.
Wg mnie jest nudny i nijaki, ale czekam na wasze opinie, koniecznie piszcie w komentarzach ;D
Dobra, nie przedłużam już, paa! :*
~Refive xD
środa, 28 sierpnia 2013
Rozdział 33
Dez
Nie wiedząc co robić,
zaproponowałem, abyśmy się gdzieś schowali, ponieważ właśnie w naszą stronę
szedł tłum personelu. Wszyscy się ze mną zgodzili. Biegliśmy długim korytarzem przed
siebie, aż w końcu zauważyłem znak męskiej toalety.
Szybko otworzyłem drzwi i
pociągnąłem za sobą dziewczyny. Kiedy już byliśmy w środku, Ally i Trish stały
do mnie tyłem z zasłoniętymi oczami.
Nie wiedziałem o co może
im chodzić.
Po chwili usłyszałem
ciche: obróć się.
Wykonałem polecenie.
Za mną znajdował się rząd
pisuarów, w dodatku zajętych, a ich użytkownicy patrzyli się na mnie wzrokiem:
WTF? Jak mogłeś! Chciałem szybko wyjść, lecz gdy otworzyłem drzwi, było jeszcze
gorzej, a raczej zabawniej.
Najpierw personel do nas
podbiegł z groźnym wzrokiem, ale my uciekliśmy za drzwi, no i oni oczywiście
zobaczyli to, czego chyba zobaczyć nie chcieli. Używający pisuarów nie przejęli
się jednak zbytnio otwartymi drzwiami, i nie przeszkadzali sobie.
Trish
To był chyba najgorszy
moment w moim życiu.
Stałyśmy tam z Ally za
tymi drzwiami, aż w końcu moja przyjaciółka wyszeptała do mnie:
- Zobacz, tam po drugiej
stronie są jakieś drzwi, to jedyna droga ucieczki.
- Masz rację. Na trzy
zasłaniamy rękami boczny widok i idziemy jak najszybciej przed siebie. –
powiedziałam, na co szatynka tylko kiwnęła głową. Dez był zbyt zajęty
patrzeniem się na skrępowanych lekarzy, i nie słyszał nic co my mówimy.
- Raz. – zaczęła Ally.
- Dwa.
- Trzy! – krzyknęłyśmy
niemalże jednocześnie po czym ruszyłyśmy w prędkim tempie przed siebie, ciągnąc
za sobą Deza, którego chwyciłyśmy za rękę.
Wszyscy ruszyli za nami w
pogoń. Nawet mężczyźni z opuszczonymi spodniami, co nas zdziwiło.
Kiedy byliśmy już przy
drzwiach, Dez zaczął je pchać, i nie chciały się otworzyć.
- Dez, idioto, nie widzisz
co pisze?! Ciągnij! – krzyknęłam po czym rudzielec wykonał moje polecenie.
Znaleźliśmy się w jakimś
schowku.
Aby nikt za nami nie
wszedł, zamknęliśmy drzwi na zasuwę.
Został tylko do
opracowania plan, jak się wydostać z tego ciasnego pomieszczenia z szczotkami i
szmatkami.
Ally
Staliśmy tak załamane
rozmyślając, co możemy zrobić w tej sytuacji, podczas, gdy Dez panikował i
gadał sam do siebie.
Po paru minutach przestał,
co nasz ucieszyło.
Jednak zaczęło się coś o
wiele gorszego.
Nasz przyjaciel wziął
mopa, i zaczął z nim tańczyć, a później do niego śpiewał:
- Więzieni w szpitalu
jesteśmy!
Nikt nam nie może pomóc.
Biedni rozbitkowie z
szpitalnej łazienki.
Musieliśmy oglądać widoki
nie godne człowieka
A teraz jesteśmy tu
uwięzieni
Nie mogę nawet zjeść
pysznego szaszłyczka,
którego mogłem kupić
niedaleko w barze
dlaczego, dlaczego,
dlaczego,
to ja nie mogę zjeść
szaszłyczka mego?!
- Dez, zamknij się! Co ty
śpiewasz?! – krzyknęłam równocześnie razem z Trish.
- Śpiewam prawdę. O tym co
nas spotkało, i że jestem głodny.
- Ale żeby rozwiązać
problem nie trzeba śpiewać, tylko pomyśleć. – powiedziałam z ironią.
- No ale ja nie wiem jak!-
powiedział znudzony.
- Wystarczy… w sumie to
sama nie wiem jak zdefiniować pojęcie myślenia. – powiedziała zdziwiona Trish. –
Ally, ty nam to wytłumacz.
- Serio? Ty też nie umiesz
myśleć? – powiedziałam ironicznie.
Widząc, że czarnowłosa
chciała już coś dopowiedzieć, zaczęłam mówić dalej.
- A więc… myślenie… włącza
się… no ten… no trzeba pomyśleć… ugh, no dobra, ja też nie wiem jak to
zdefiniować! - powiedziałam nieco zdenerwowana na samą siebie, że tego nie
potrafię.
W końcu powróciliśmy do
naszego wytężonego myślenia, chociaż nawet dokładnie nie wiemy jak.
Kiedy się zamyśliłam
myśląc co by zrobić, przerwał mi Dez.
- Już wiem, co musimy
zrobić! – krzyknął.
- Co? – spytałyśmy z nadzieją
w głosie.
- W różnych filmach
widziałem, że zawsze jak zamykano głównych bohaterów, oni znajdowali jakieś
tajne wyjście.
- Dez? – zapytała moja
przyjaciółka.
- Jakie głupie?! Musimy
przeszukać dokładnie całe pomieszczenie. Mój plan jest genialny! – wykrzykną
dumny z siebie.
- I jedyny. – przerwałam mu.
– Zabierzmy się więc za szukanie tego „tajnego przejścia" - dodałam, po czym zaczęliśmy przeszukiwać każdy kąt pomieszczenia.
Kiedy już prawie straciliśmy nadzieję, Trish głośno krzyknęła:
- Dez, nie wiem dlaczego to mówię, i raczej tego już nigdy nie powtórzę, ale miałeś rację!
- Mówiłem ci przecież! - powiedział uradowany Dez.
- Dobra, pokaż co znalazłaś, powiedziałam do czarnowłosej, która zaraz po usłyszanym poleceniu, odsłoniła wielką płachtę.
To co zobaczyliśmy, przeraziło nas...
******************
Siema, a raczej dobry wieczór :3
Szczerze zastanawiałam się, czy dodać ten rozdział dzisiaj, ale pomyślałam, że jutro już nie będę miała okzazji.
Ciągle rozmyślam, dlaczego większość z was czyta tego bloga, a go nie komentuje. Trochę mi przykro, ale na pewno macie jakieś swoje powody, dlatego się na was nie gniewam.
Muszę przyznać, że ten rozdział mi się podobał, miałam przy nim duuużo weny i mi nawet fajnie wyszedł, przynajmniej lepiej niż ostatnie dwa.
Piszcie własne opinie w komentarzach ;***
Paa!
P.S. Zapomniałam się was zapytać, jak wam się podoba nowy wystrój boga ;)
~Refive <3
Kiedy już prawie straciliśmy nadzieję, Trish głośno krzyknęła:
- Dez, nie wiem dlaczego to mówię, i raczej tego już nigdy nie powtórzę, ale miałeś rację!
- Mówiłem ci przecież! - powiedział uradowany Dez.
- Dobra, pokaż co znalazłaś, powiedziałam do czarnowłosej, która zaraz po usłyszanym poleceniu, odsłoniła wielką płachtę.
To co zobaczyliśmy, przeraziło nas...
******************
Siema, a raczej dobry wieczór :3
Szczerze zastanawiałam się, czy dodać ten rozdział dzisiaj, ale pomyślałam, że jutro już nie będę miała okzazji.
Ciągle rozmyślam, dlaczego większość z was czyta tego bloga, a go nie komentuje. Trochę mi przykro, ale na pewno macie jakieś swoje powody, dlatego się na was nie gniewam.
Muszę przyznać, że ten rozdział mi się podobał, miałam przy nim duuużo weny i mi nawet fajnie wyszedł, przynajmniej lepiej niż ostatnie dwa.
Piszcie własne opinie w komentarzach ;***
Paa!
P.S. Zapomniałam się was zapytać, jak wam się podoba nowy wystrój boga ;)
~Refive <3
Rozdział 32
Austin
Rano obudziłem się dosyć
wypoczęty, pomimo, że wcześniejszej nocy w ogóle nie mogłem spać.
Na początku nie byłem
przekonany co do tego wyjazdu, ale przeanalizowałem sobie to wszystko i nie
mogłem się doczekać tego wyjazdu z moimi… przyjaciółmi.
Bardzo pragnąłem ich bardziej poznać, i sam wiedzieć wszystko o sobie.
- Dzisiaj wychodzę w tego
pomieszczenia… nareszcie zobaczę świat. – powiedziałem cicho sam do siebie
wyglądają przez okno, w którym zobaczyłem dwie postacie.
Pomyślałem, że to dwoje
nastolatków, ale, kiedy były bliżej, zobaczyłem, że jest to wysoka blond
kobieta oraz towarzyszący jej mężczyzna.
Zwróciłem na większą
uwagę, ponieważ, kiedy najwyraźniej mnie zobaczyli, pomachali do mnie a na ich
twarzach zagościł szeroki uśmiech.
- Oni mnie na pewno znają…
to znaczy, że ja ich też! – krzyknąłem i szeroko się uśmiechnąłem na myśl, że
będę mógł poznać więcej znanych m i wcześniej osób.
W głowie szybko
przemyślałem wiele opcji, i domyśliłem się, że to pewnie moi rodzice.
Położyłem się na łóżko i
czekałem aż przyjdą do mojego pokoju, o ile przyszli do mnie.
Po 5 minutach usłyszałem
szarpnięcie za klamkę i otwierające się drzwi. W nich stanęły owe postacie.
Tym razem uśmiechnęły się
jeszcze szerzej.
- Austin… - powiedziała
cicho kobieta, której uśmiech zszedł z twarzy.
- My jesteśmy twoimi
rodzicami. – powiedział z przekonaniem wysoki pan.
- Tak myślałem. –
powiedziałem na co oni uśmiechnęli się powrotnie.
- Moglibyście mi chociaż
powiedzieć jak macie na imię? – rzuciłem z nutą ironii w głosie.
- Oczywiście – skinęła
głową moja mama. - mam na imię Mimi, a twój ojciec Mike.
- Mimi i Mike -
powtórzyłem cicho. – coś mi to mówi… bynajmniej was kojarzę – powiedziałem z
uśmiechem, po czym wstałem z łóżka i przytuliłem moich rodziców.
Byłem szczęśliwy, że poznałem
dwie kolejne osoby z mojego „starego” życia.
Dwie godziny moi rodzice
spędzili na opowiadaniu mi o nich i o mnie, jakim to byłem słodkim i nieznośnym
dzieckiem, itp.
Kiedy byłem w trakcie
wysłuchiwania niezwykle dla mnie ciekawych opowieści, przyszedł lekarz z
wypisem ze szpitala.
Szybko spakowałem moje
rzeczy, których i tak było mało i ruszyłem z rodzicami w stronę wyjścia.
Ally
Kiedy obudziłam się
zaspana, spojrzałam szybko na zegarek.
O 9:00 miałam być z Trish
i Dezem w szpitalu po Austina.
- Spoko, na pewno się nie
spóźnię, przecież jest dopiero 12:26. – powiedziałam uśmiechnięta przy
wstawaniu, po czym zaczęło do mnie docierać, co powiedziałam.
- 12:26?! O nie! Spóźniłam
się! I Trish mnie nie obudziła?!
No nie! – zaczęłam panikować,
po czym szybko zabrałam pierwsze, lepsze rzeczy z szafy i poszłam żwawym
krokiem do łazienki. Kiedy już z niej wyszłam gotowa do wyjścia na zewnątrz
domu, nie jedząc śniadania wyszłam z domu w stronę szpitala, zaczęłam dzwonić
do Trish.
Odebrała po dłuższej
chwili, z pretensjami.
- Haloo? Dlaczego mnie budzisz, nie wiesz że
chciałam pospać do ósmej chociaż? – powiedziała moja zaspana przyjaciółka.
- To ty też zaspałaś?! No
nie, to dlaczego w takim razie Dez nas nie obudził? Trish, zobacz która jest
godzina, ogarnij się, i spotykamy się przed szpitalem, pa! – rzuciłam po czym
się rozłączyłam. Następnie wybrałam numer do Deza.
- Ally? Co się stało? -
spytał również zaspany przyjaciel.
- Niech zgadnę, zaspałeś? –
powiedziałam już nieco ironicznie, rozbawiona naszym spóźnialstwem.
- Co? Niee. Przecież jest
dopiero… 12:40?! – krzyknął do słuchawki mój zszokowany przyjaciel. – Czekaj na
mnie pod szpitalem, będę za 5 minut! – rzucił po czym się rozłączył.
Nadal nie dowierzając w
nasz nagły długi sen, udałam się pod szpital. Ponieważ byłam już blisko, byłam
tam po około 2 minutach. Zaraz po mnie doszła Trish, a następnie Dez.
Nie mówiąc w recepcji, że
przyszliśmy, poszliśmy od razu do Sali w której leżał Austin.
A tak dokładniej, miał
leżeć.
Kiedy weszliśmy doznaliśmy
szoku, na widok pustej Sali.
- Nie! – krzyknęłam, po
czym po policzku zleciała mi łza.
- Austin! – krzyknęła jeszcze
głośniej Trish.
- Dlaczego?! – krzyknął najgłośniej
z nas Dez, widać było, że chciał nas przekrzyczeć.
Kiedy oczy wszystkich zwróciły
się na nas, myśleliśmy, że za smutek po przyjacielu, wsadzą nas do wariatkowa.
&&&&&
No siemanko! Wiem, wiem, okroopnie nudny, uważam jednak, że trochę lepszy od ostatniego. Nie wiem dlaczego to mi się tak przeciąga, więc możliwe, że mój plan nastąpi dopiero w kolejnych rozdziałach, przepraszam was bardzo za to...
Ale postaram się napisać nexta jak najszybciej, mam na myśli
dzisiaj, lub jutro rano, bo jutro później jadę gdzieś z rodzicami.
Rozdział dedykuję wszystkim, którzy komentują te okropne rozdziały, a w szczególności moim szaszłyczką, Natalie, Paulinie Gdaniec, oraz Anie M, bardzo wam dziękuję za wsparcie :**
Rozdział dedykuję wszystkim, którzy komentują te okropne rozdziały, a w szczególności moim szaszłyczką, Natalie, Paulinie Gdaniec, oraz Anie M, bardzo wam dziękuję za wsparcie :**
A więc, żeby dodać mi werby, piszcie co sądzicie o tym rozdziale ;)
Całuusy, paa! ;***
~Refive xD
niedziela, 25 sierpnia 2013
Rozdział 31
Tak szczerze mówiąc to ja i Trish nie widzieliśmy jeszcze nigdy
rodziców Austina, Dez tylko ich znał, i widywał się z nimi gdy przesiadywał u
blondyna. Kiedy my byłyśmy do domu chłopaka, nigdy nie było jego rodziców.
Byłyśmy więc bardzo ciekawe, jacy oni są.
Rudzielec czasem nam opowiadał o nich, przedstawiam nam ich
jako dwie bardzo miłe, uprzejme i życzliwe osoby o blond włosach.
Kiedy doszliśmy do domu naszego przyjaciela, Dez szybko i
energicznie zadzwonił dzwonkiem do drzwi.
Po paru chwilach, drzwi otworzyła nam wysoka kobieta.
- Witaj Dez, a wy pewnie jesteś Ally i Trish, wchodźcie szybko do
środka. – powiedziała radośnie, po czym zaprowadziła nas do salonu. W fotelu
siedział jakiś pan, podejrzewałam, że to z pewnością ojciec Austina.
Kiedy nas zobaczył wstał prędko po czym również się z nami
przywitał.
- Witajcie, zapraszamy, rozgośćcie się. – rzucił po czym wskazał
na wielką białą skórzaną sofę.
My posłusznie usiedliśmy i nim zdążyliśmy cokolwiek powiedzieć,
pani Moon zaczęła:
- Zapomniałam wam się jeszcze przedstawić dziewczynki, mam na imię
Mimi, a mój mąż Mike. A tak właściwie to w jakiej sprawie tutaj przyszliście? –
zapytała przyjaźnie.
- Proszę pani… – zaczął Dez.
- Bo my chcieliśmy poprosić… - kontynuowałam.
- O zgodę. - skończyła za nas Trish.
- Ale… o zgodę na co? – zapytała nieco zdziwiona Mimi.
- O zgodę na wyjazd Austina –
powiedzieliśmy niemal jednocześnie trochę zdenerwowani. Baliśmy się, że rodzice
blondyna go z nami nie puszczą.
- Z nami – dorzuciła Trish, po czym już ostatecznie zamilkliśmy.
Czekaliśmy na odpowiedź.
- Pytaliście się już naszego syna? – zapytał Mike po kilku minutach
ciszy.
- Oczywiście – odpowiedziałam z przekonaniem.
- A kiedy ma być ten wyjazd, dokąd, i na ile? – zapytała mama Austina.
Ożywieni tym pytaniem opowiedzieliśmy jej wszystko o wyjeździe.
Kiedy skończyliśmy, znowu między nami zapanowało milczenie. Nie
rozumiem, czy to było konieczne przed każdą ich wypowiedzią? No cóż,
najwidoczniej zawsze muszą budować wielkie napięcie.
W końcu się odezwali:
- Uważam, ze to dobry pomysł, Austin powinien sobie przypomnieć najbliższych
przyjaciół i się rozerwać, mam nadzieję, że się tam czymś z nim zajmiecie, a
nie tylko będziecie siedzieć w pokojach. – powiedziała blondwłosa kobieta.
- Tak, również jestem tego zdania, a więc, zgadzamy się. – dodał z
uśmiechem jej mąż.
Usatysfakcjonowani z ich odpowiedzi pożegnaliśmy się z nimi i
każdy z nas ruszył do swoich domów.
Przez całą drogę myślałam o Austinie.
W sumie to sama nie wiedziałam, czy wolałabym, żeby wszystko
pamiętał, czy raczej nie…
Tą chwilę zadumy przerwał mi… mój tata?
Dziwne, przecież jego prawie nigdy nie ma w domu, albo śpi i nie
wie co się ze mną dzieje..
- Ally, o co chodzi? – zapytał się z… troską, tak chyba to była
troska, nieco się z tego powodu ucieszyłam, pierwszy raz zobaczyłam, że mój
tata się mną przejmuje.
- O nic, a co? – zapytałam zdziwiona.
- No bo stoisz przed furtką od godziny wpatrując się w jeden punkt
na drzwiach i się nie ruszasz, nawet mrugałaś strasznie wolno.
- Aaa, to to nic, tylko się zamyśliłam… tato, pojutrze wyjeżdżam z
moimi przyjaciółmi do wujka, na wieś, na tydzień. – rzuciłam, nie za bardzo
ciekawa na reakcję taty.
- No dobrze, ale pytałaś się go?
- Tak tato – powiedziałam z ironią w głosie.
- To dobrze, tylko pamiętaj, żeby się ze mną pożegnać. –
powiedział z uśmiechem. – No i wchodź już do środka, chyba, że masz zamiar rozmyślać
na dworze kolejną godzinę – rzucił i spojrzał się na mnie znacząco.
- Jednak wolę już się położyć spać, bo jestem nieco zmęczona. –
odpowiedziałam po czym weszłam do domu i ruszyłam w stronę mojego pokoju.
Kiedy już w nim byłam, wzięłam swoją piżamę i ruszyłam w kierunku
łazienki, gdzie się wymyłam i przebrałam do snu.
Następnie położyłam się na łóżku i zasnęłam z myślą, że jutro
wychodzi Austin ze szpitala…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siemanko! Napisałam dzisiaj ten rozdział, ale jest straaasznie nudny
Nic się w nim nie dzieje, przepraszam was za to baaardzo.
Mam nadzieję, że kolejny już taki nie będzie, ale sama nie wiem jak to wyjdzie... muszę zrobić jakieś wprowadzenie do mojego planu xD mam nadzieje, że będziecie cierpliwi, i będziecie czekać na kolejny rozdział ;D
Buziaki, Paa <3 ;*****
~Refive
Subskrybuj:
Posty (Atom)