Ally
Zasiadłam na skale i popatrzyłam w niebo.
Gwiazdy migotały jasno, a księżyc dopełniał ten jakże piękny widok.
Moje myśli wciąż krążyły wokół blondyna.
Nadal moje uczucia do niego nie były sprecyzowane. Czy byłabym w
stanie być z nim, wiedząc, że nie pamięta sporej ilości swej przeszłości? Że
gdzieś tam kręci się ten sam człowiek, który już trzy razy niemal doprowadził
do śmierci Austina?
Nie jestem pewna.
Dotknęłam swych ust, na których kilka godzin wcześniej pojawiły się na
ułamek sekundy usta chłopaka.
Miałam wrażenie, jakby ktoś mnie obserwował. Usłyszałam szelest liści
i odwróciłam się w tamtą stronę. Ciemny cień stał i wpatrywał się we mnie. Już
miałam krzyknąć, gdy postać odezwała się.
- To ja, Austin.
- Jezus Maria! A ja tu od zmysłów odchodziłam, czy to nie jakiś
gwałciciel!- powiedziałam głośno.
- No wybacz, ale to ja tu byłem pierwszy.- rzekł oschle.
- Co cię ugryzło?- zapytałam lekko urażona chłodem, jakim zaatakował
mnie blondyn.
- Nic. Nie mogę być rozdrażniony?- wyrzucał z siebie słowa niczym z
karabinu.
- Komuś zaczął się okres.- odparłam wesoło, jednak chłopak nawet nie
drgnął na moje słowa.
Siedziałam w ciszy, a on nadal stał wśród listowia.
Poczułam się niezręcznie. Czułam na sobie spojrzenie chłopaka, ale
bałam się odezwać. Coś w jego zachowaniu kazało mi nie mącić ciszy.
Austin
Ally siedziała cicho. Pragnąłem ją przytulić, przeprosić za swoje
zachowanie i pocałować.
Ale nie mogłem. Nie potrafiłem. To jej decyzja, nie będę jej go
niczego zmuszać.
Widziałem jednak, jak drży. Mimo, iż lato było w pełni, noce nadal
pozostawały zimne. Usiadłem więc obok niej i delikatnie otuliłem ją. Nie
sprzeciwiała się, wręcz przeciwnie- sama się wtulała w moje ramiona. Dziwnie
się poczułem, ale postanowiłem poczekać, aż to ona coś powie. Jednak po
dziesięciu minutach nadal trwała pomiędzy nami martwa cisza.
- Posłuchaj, Ally...- delikatnie obróciła głowę w moją stronę i na
mnie popatrzyła.- Ja cię... przepraszam za moje zachowanie. Po prostu... Tyle
się teraz dzieje, zaczynam urywkami, choć wciąż niewiele, coś przypominać i...
Naprawdę coś do ciebie poczułem. I być może ty tego nie odwzajemniasz, ale to
nic nie szkodzi. To tylko twój wybór. Nie mam prawa cię do niczego zmuszać.-
powiedziałem to dokładnie tak, jak przez ostatnie dziesięć minut układałem w
głowie.
Czekałem na reakcję brunetki. Wpatrywała się w moje oczy, lecz jej
wzrok był dla mnie nieodgadniony. Jakby próbowała coś powiedzieć, ale nie była
tego pewna, więc starała się skrystalizować inną i stosowną myśl.
Po chwili milczenia wyrzuciła z siebie tylko ochrypłe:
- Dziękuję.
Nie byłem pewny, co dalej. Może powinienem ją pocałować? Powiedzieć
coś romantycznego? Lecz zanim cokolwiek zdążyłem zrobić, dziewczyna cmoknęła
mnie w policzek i już po minucie spała.
Sam również zmrużyłem oczy i odpłynąłem.
*następny dzień, rano*
Promienie słońca otuliły moją twarz i chcąc, nie chcąc przez to
obudziłem się. Ally nadal spała, ale nie w mych ramionach, lecz na kolanach.
Poczułem, że moje nogi odrętwiały, toteż musiałem grzecznie czekać, aż brunetka
się obudzi, gdyż sam bym sobie nie poradził. Nie było mowy o dalszym śnie,
zostało mi więc tylko czekanie. Westchnąłem cicho i oparłem się o pień drzewa,
które rosło za kamieniem, na którym siedzieliśmy.
Jakieś pół godziny później dziewczyna zaczęła się przeciągać i mrugać.
- Austin?- spytała niepewnie.- Co my tu...?- jej pytanie zawisło w
powietrzu.
- Nie pamiętasz naszej rozmowy?- zdziwiłem się.
- Nie.- zamrugała ponownie i zrobiła minę taką, jakby coś jej stanęło
przed oczyma.- Aa.. Pamiętam. Może wracajmy do reszty? Będą się martwić.
- Tak, wracajmy.- poparłem ją i powoli rozprostowałem kończyny.
Odrętwienie powoli ustępowało i po chwili mogłem, chociaż nadal sztywno,
chodzić. Wstałem i powłóczystym krokiem skierowaliśmy się do "obozu".
Trish
Ally nigdzie nie było. Austina również. Wszyscy jeszcze spali. Nie
byłam pewna, co się dzieje z brunetką i blondynem, ale już po chwili wyłonili
się z listowia.
- Gdzie wyście byli?!- krzyknęłam wściekła.
- Na spacerze. Co, nie wolno?- spytała Ally.
- Ja tu od zmysłów odchodzę, a wy na spacerku!- rzekłam z
niedowierzaniem.
Ally podeszła do mnie i położyła mi obie dłonie ma ramionach.
- Kiedy znikamy, znaczy to, że jesteśmy na spacerze. Proste? Nie
zostawilibyśmy was przecież! A poza tym, kto chciałby mnie porwać? A o Austinie
już nie wspomnę.
Blondyn zaśmiał się, a po chwili powiedział:
- Ej! Nie jestem taki zły!- oburzony oblał mnie wodą.
- Wmawiaj to sobie nadal.- dziewczyna pokiwała głową z politowaniem i
chwyciwszy drugą butelkę z wodą, oddała mu.
Ja wycofałam się, podczas gdy oni prowadzili wojnę.
Ally
Ochlapałam go wodą po raz drugi. Udawana furia, która wskoczyłam mu na
twarz, kazała mi jak najszybciej uciekać. Niestety, za późno było na
jakąkolwiek reakcję. Chłopak stał już praktycznie nos w nos ze mną i nie zamierzał
odpuścić. Czułam jego oddech na swej szyi, ale nie zamierzałam dekoncentrować
się przez piękno jego oczu. Chłopak przybliżał się do mnie, a ja tylko
cierpliwie czekałam. Dzieliły nas milimetry. I wtedy postanowiłam odeprzeć
atak. Wylałam mu resztę wody na głowę i ze śmiechem oddaliłam się. Na ustach
Austina czaił się złowrogi, a jednak nadal dobry, uśmiech, a ja biegłam przed
siebie, nie zważając na to, co może kryć się za gęstym poszyciem. Nagle,
poczułam, że spadam, woda zaczęła wpływać mi do ust, uszu i nosa, zaczęłam
prychać, a po chwili znalazłam się z najpiękniejszym miejscu na ziemi. Szkoda
tylko, że zaczęłam się topić.
Austin
Ally długo nie wracała. Szukałem jej wszędzie. Postanowiłem pobiec
dokładnie w tym samym kierunku, w którym podążyła dziewczyna. Biegłem
ostrożnie. Wiedziałem, że może tu być niebezpiecznie. Zwolniłem do zwyczajnego
kroku i nagle stanąłem naprzeciw najpiękniejszego wodospadu, jaki kiedykolwiek
widziałem. Wszędzie było zielono, a błękit wody odbijał delikatne promienie słońca,
które przedostawało się tutaj przed rozłożyste korony różnych drzew. Mimo, iż
woda dość głośno odbijała się od skał na dole, było tu dość cicho i spokojnie.
Nagle w wodzie zauważyłem jakieś... Coś. Wierzgało okropnie, byłem
pewien, że to jakaś kłoda, albo zwierzątko. Do czasu... Do czasu, aż zaczęło
krzyczeć:
- Austin! Pomocy! Niech mi ktoś pomoże!
Głos stłumiony przez wodę był znajomy.
- Ally?!- krzyknąłem i bez zbędnego namysłu wskoczyłem do wody..
---------------------
Heejo! :3 Tu Kasiaa :D wreszcie odzyskałam siły i wenę! Yeey! ^^
Wybaczcie jednak, że taki krótki, ale pisałam go na szybko, bo dziś znów mam urwanie głowy :/
Rozdział powinien pojawić się wcześniej, ale nie miałyśmy czasu :/
Refive szalała na koncercie, a ja zajmowałam się odnową swojego bloga xD
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał i do zobaczenia już
niedługo! :D
Buziaczki :*
~Kasia<3
czekam na nexta z niecierpliwością
OdpowiedzUsuńSuper rozdział,ale niech Ally przeżyje i będzie szczęśliwie.I ogólnie.Dawajcie nexta!
OdpowiedzUsuńOmg... czy ty chcesz kobito żebym ja zawału dostała?!
OdpowiedzUsuńCoś ty jej zrobiła... czy teraz to ty musisz się wcielać w rolę zabójcy? xD
Ale pomysł super, nigdy bym czegoś tak boskiego nie wymyśliła :o :D
I nie sądzisz, że może w końcu powinni dojechać na tą wieś?? Musimy ich w końcu jakoś zagonić xD
P.S. Tak, zalałam na koncercie, ale i też wystałam swoje xD
*szalałam xD
UsuńŚwietny rozdział ;**
OdpowiedzUsuńCzekam na nn ;p
A także na relację Refive z koncertu <3
Serio? Chcesz, żebym ci w osobnym poście wszystko opowiadała? pewnie by to wszystkich zanudziło xD
UsuńRevife Mnie NIE ! Z chęcią poczytam !
UsuńVicki
Ani mnie! xD
UsuńNo piękne <33
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta ♥
Tyle wyczekałam i weszło ;**
Nathalie Lynch . xd
Revife była na koncercie !? Jezus ale zazdroszczę ... Ja nie byłam ... Dla mnie zabrakło biletów ... :(
OdpowiedzUsuńA rozdział świetny ! Tylko szkoda ze tak późno ... Ale ok.
Mam pytanie : Czy możecie powiedzieć co ile będzie nowy rozdział ?
Aham ... Weny życzę !
Vicki