piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 41

Ally

Zasiadłam na skale i popatrzyłam w niebo.
Gwiazdy migotały jasno, a księżyc dopełniał ten jakże piękny widok.
Moje myśli wciąż krążyły wokół blondyna.
Nadal moje uczucia do niego nie były sprecyzowane. Czy byłabym w stanie być z nim, wiedząc, że nie pamięta sporej ilości swej przeszłości? Że gdzieś tam kręci się ten sam człowiek, który już trzy razy niemal doprowadził do śmierci Austina?
Nie jestem pewna.
Dotknęłam swych ust, na których kilka godzin wcześniej pojawiły się na ułamek sekundy usta chłopaka.
Miałam wrażenie, jakby ktoś mnie obserwował. Usłyszałam szelest liści i odwróciłam się w tamtą stronę. Ciemny cień stał i wpatrywał się we mnie. Już miałam krzyknąć, gdy postać odezwała się.
- To ja, Austin.
- Jezus Maria! A ja tu od zmysłów odchodziłam, czy to nie jakiś gwałciciel!- powiedziałam głośno.
- No wybacz, ale to ja tu byłem pierwszy.- rzekł oschle.
- Co cię ugryzło?- zapytałam lekko urażona chłodem, jakim zaatakował mnie blondyn.
- Nic. Nie mogę być rozdrażniony?- wyrzucał z siebie słowa niczym z karabinu.
- Komuś zaczął się okres.- odparłam wesoło, jednak chłopak nawet nie drgnął na moje słowa.
Siedziałam w ciszy, a on nadal stał wśród listowia.
Poczułam się niezręcznie. Czułam na sobie spojrzenie chłopaka, ale bałam się odezwać. Coś w jego zachowaniu kazało mi nie mącić ciszy.

Austin

Ally siedziała cicho. Pragnąłem ją przytulić, przeprosić za swoje zachowanie i pocałować.
Ale nie mogłem. Nie potrafiłem. To jej decyzja, nie będę jej go niczego zmuszać.
Widziałem jednak, jak drży. Mimo, iż lato było w pełni, noce nadal pozostawały zimne. Usiadłem więc obok niej i delikatnie otuliłem ją. Nie sprzeciwiała się, wręcz przeciwnie- sama się wtulała w moje ramiona. Dziwnie się poczułem, ale postanowiłem poczekać, aż to ona coś powie. Jednak po dziesięciu minutach nadal trwała pomiędzy nami martwa cisza.
- Posłuchaj, Ally...- delikatnie obróciła głowę w moją stronę i na mnie popatrzyła.- Ja cię... przepraszam za moje zachowanie. Po prostu... Tyle się teraz dzieje, zaczynam urywkami, choć wciąż niewiele, coś przypominać i... Naprawdę coś do ciebie poczułem. I być może ty tego nie odwzajemniasz, ale to nic nie szkodzi. To tylko twój wybór. Nie mam prawa cię do niczego zmuszać.- powiedziałem to dokładnie tak, jak przez ostatnie dziesięć minut układałem w głowie.
Czekałem na reakcję brunetki. Wpatrywała się w moje oczy, lecz jej wzrok był dla mnie nieodgadniony. Jakby próbowała coś powiedzieć, ale nie była tego pewna, więc starała się skrystalizować inną i stosowną myśl.
Po chwili milczenia wyrzuciła z siebie tylko ochrypłe:
- Dziękuję.
Nie byłem pewny, co dalej. Może powinienem ją pocałować? Powiedzieć coś romantycznego? Lecz zanim cokolwiek zdążyłem zrobić, dziewczyna cmoknęła mnie w policzek i już po minucie spała.
Sam również zmrużyłem oczy i odpłynąłem.

*następny dzień, rano*

Promienie słońca otuliły moją twarz i chcąc, nie chcąc przez to obudziłem się. Ally nadal spała, ale nie w mych ramionach, lecz na kolanach. Poczułem, że moje nogi odrętwiały, toteż musiałem grzecznie czekać, aż brunetka się obudzi, gdyż sam bym sobie nie poradził. Nie było mowy o dalszym śnie, zostało mi więc tylko czekanie. Westchnąłem cicho i oparłem się o pień drzewa, które rosło za kamieniem, na którym siedzieliśmy.
Jakieś pół godziny później dziewczyna zaczęła się przeciągać i mrugać.
- Austin?- spytała niepewnie.- Co my tu...?- jej pytanie zawisło w powietrzu.
- Nie pamiętasz naszej rozmowy?- zdziwiłem się.
- Nie.- zamrugała ponownie i zrobiła minę taką, jakby coś jej stanęło przed oczyma.- Aa.. Pamiętam. Może wracajmy do reszty? Będą się martwić.
- Tak, wracajmy.- poparłem ją i powoli rozprostowałem kończyny. Odrętwienie powoli ustępowało i po chwili mogłem, chociaż nadal sztywno, chodzić. Wstałem i powłóczystym krokiem skierowaliśmy się do "obozu".

Trish

Ally nigdzie nie było. Austina również. Wszyscy jeszcze spali. Nie byłam pewna, co się dzieje z brunetką i blondynem, ale już po chwili wyłonili się z listowia.
- Gdzie wyście byli?!- krzyknęłam wściekła.
- Na spacerze. Co, nie wolno?- spytała Ally.
- Ja tu od zmysłów odchodzę, a wy na spacerku!- rzekłam z niedowierzaniem.
Ally podeszła do mnie i położyła mi obie dłonie ma ramionach.
- Kiedy znikamy, znaczy to, że jesteśmy na spacerze. Proste? Nie zostawilibyśmy was przecież! A poza tym, kto chciałby mnie porwać? A o Austinie już nie wspomnę.
Blondyn zaśmiał się, a po chwili powiedział:
- Ej! Nie jestem taki zły!- oburzony oblał mnie wodą.
- Wmawiaj to sobie nadal.- dziewczyna pokiwała głową z politowaniem i chwyciwszy drugą butelkę z wodą, oddała mu.
Ja wycofałam się, podczas gdy oni prowadzili wojnę.

Ally

Ochlapałam go wodą po raz drugi. Udawana furia, która wskoczyłam mu na twarz, kazała mi jak najszybciej uciekać. Niestety, za późno było na jakąkolwiek reakcję. Chłopak stał już praktycznie nos w nos ze mną i nie zamierzał odpuścić. Czułam jego oddech na swej szyi, ale nie zamierzałam dekoncentrować się przez piękno jego oczu. Chłopak przybliżał się do mnie, a ja tylko cierpliwie czekałam. Dzieliły nas milimetry. I wtedy postanowiłam odeprzeć atak. Wylałam mu resztę wody na głowę i ze śmiechem oddaliłam się. Na ustach Austina czaił się złowrogi, a jednak nadal dobry, uśmiech, a ja biegłam przed siebie, nie zważając na to, co może kryć się za gęstym poszyciem. Nagle, poczułam, że spadam, woda zaczęła wpływać mi do ust, uszu i nosa, zaczęłam prychać, a po chwili znalazłam się z najpiękniejszym miejscu na ziemi. Szkoda tylko, że zaczęłam się topić.

Austin

Ally długo nie wracała. Szukałem jej wszędzie. Postanowiłem pobiec dokładnie w tym samym kierunku, w którym podążyła dziewczyna. Biegłem ostrożnie. Wiedziałem, że może tu być niebezpiecznie. Zwolniłem do zwyczajnego kroku i nagle stanąłem naprzeciw najpiękniejszego wodospadu, jaki kiedykolwiek widziałem. Wszędzie było zielono, a błękit wody odbijał delikatne promienie słońca, które przedostawało się tutaj przed rozłożyste korony różnych drzew. Mimo, iż woda dość głośno odbijała się od skał na dole, było tu dość cicho i spokojnie.
Nagle w wodzie zauważyłem jakieś... Coś. Wierzgało okropnie, byłem pewien, że to jakaś kłoda, albo zwierzątko. Do czasu... Do czasu, aż zaczęło krzyczeć:
- Austin! Pomocy! Niech mi ktoś pomoże!
Głos stłumiony przez wodę był znajomy.
- Ally?!- krzyknąłem i bez zbędnego namysłu wskoczyłem do wody..
---------------------
Heejo! :3 Tu Kasiaa :D wreszcie odzyskałam siły i wenę! Yeey! ^^
Wybaczcie jednak, że taki krótki, ale pisałam go na szybko, bo dziś znów mam urwanie głowy :/
Rozdział powinien pojawić się wcześniej, ale nie miałyśmy czasu :/ Refive szalała na koncercie, a ja zajmowałam się odnową swojego bloga xD
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał i do zobaczenia już niedługo! :D
Buziaczki :*
~Kasia<3

10 komentarzy:

  1. czekam na nexta z niecierpliwością

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział,ale niech Ally przeżyje i będzie szczęśliwie.I ogólnie.Dawajcie nexta!

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg... czy ty chcesz kobito żebym ja zawału dostała?!
    Coś ty jej zrobiła... czy teraz to ty musisz się wcielać w rolę zabójcy? xD
    Ale pomysł super, nigdy bym czegoś tak boskiego nie wymyśliła :o :D
    I nie sądzisz, że może w końcu powinni dojechać na tą wieś?? Musimy ich w końcu jakoś zagonić xD

    P.S. Tak, zalałam na koncercie, ale i też wystałam swoje xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział ;**
    Czekam na nn ;p
    A także na relację Refive z koncertu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Chcesz, żebym ci w osobnym poście wszystko opowiadała? pewnie by to wszystkich zanudziło xD

      Usuń
    2. Revife Mnie NIE ! Z chęcią poczytam !
      Vicki

      Usuń
  5. No piękne <33
    Czekam na nexta ♥
    Tyle wyczekałam i weszło ;**

    Nathalie Lynch . xd

    OdpowiedzUsuń
  6. Revife była na koncercie !? Jezus ale zazdroszczę ... Ja nie byłam ... Dla mnie zabrakło biletów ... :(
    A rozdział świetny ! Tylko szkoda ze tak późno ... Ale ok.
    Mam pytanie : Czy możecie powiedzieć co ile będzie nowy rozdział ?
    Aham ... Weny życzę !
    Vicki

    OdpowiedzUsuń