niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 47

Wstałam... Ruszyłam w stronę jeziora, Kika i Cassidy nadal stały w tym samym miejscu. Więc zawołałam:
-Chodźcie! -Dziewczyny zrobiły jak powiedziałam. Gdy były już przy mnie ponownie zawołałam, ale tym razem do Austina i Deza:
-Chodźcie tu na chwilę! -Ja tu się darłam, a oni nadal pluskali się w wodzie! No cóż... Postanowiłam zawołać jeszcze raz, ale tym razem głośniej. Jak powiedziałam tak zrobiłam:
-Chodźcie tu na chwilę!! -Jak na złość! Austin wykrzyknął:
-Co mówiłaś Koch... Ally? - Zamyśliłam się... Czy on miał na myśli... Koch... Kocha... Kochanie?? Nie to absolutnie nie możliwe! Przecież ja z Austinem jesteśmy tyko przyjaciółmi i  nikim więcej, a może jednak nie:
-Ally! Wszystko dobrze? -Usłyszałam przed sobą głos Austina:
-Ta... Tak! Jasne! -Blondasek zmartwiony spytał:
-Jesteś pew... -Ucichł gdy zobaczył za mną Kike i Cassidy, a raczej tylko Kike. Po chwili dodał:
-Ooo A kto to? -Przyznam zrobiło mi się smutno, ale starałam się tego nie ukazywać. Odpowiedziałam:
-A to... Kika i Cassidy -Wskazałam na jedną po czym na drugą.  Gdy ino Kika ujrzała Austina lekko mnie popchnęła i rzuciła mu się na szyje. W tym właśnie momencie wróciło do mnie to uczucie... Smutek... Chciałam uciec, ale wiedziałam, że nie mogłam! W tym momencie właśnie odezwała się Kika! Głaskając Austina po jego pięknych blond włosach:
-Ally może w końcu przedstawisz mi swojego kolegę? - Przedstawiłam, a co innego mogłam zrobić:
-Tak to.. Austin -Uśmiechnęła się chytrze. Po czym powoli zbliżała się do Austina, a raczej do jego ust! Nie chciałam, żeby ona go pocałowała...

*Trish
Wstałam jak oparzona!  Nie wiem czemu.. Może obudziło mnie moje przeczucie? Dobra do rzeczy!
Gdy ino otworzyłam oczy ujrzałam jakąś blond lalunie z mocną tapetą na twarzy, która usiłowała pocałować Austina i to nie w policzek, czółko czy coś, tylko w usta! Centralnie przy Ally! Co za durna pinda! Chyba każdy normalny zauważył, że pomiędzy Ally, a Austinem coś jest, a ta nie? Coś nie lubię tej lali...  Nie mogłam do tego do puścić! Wstałam jak oparzona, wbiegłam w Austina i nią, zapytałam:
-Kto chce shaka? -Shaka? WHAT? Dlaczego przyszło mi to do głowy? Hmm...Może dlatego, że ja wręcz ubóstwiam shaki! Po prostu poszłam na kompromis. Widać, że ta blond lalunia nie była zadowolona z tego, że zepsułam jej taką piękną scenkę z "Austisiem"...  Dziwiło mnie to, że Austin nawet nie próbował jej przerwać... Dobra zostawmy to! Moja przyjaciółka oczywiście się ucieszyła więc ja też. Odpowiedziała radośnie:
-To świetny pomysł! Dez! Austin! Co Wy na to? - Spojrzeli na siebie. Po chwili odpowiedzieli równocześnie:
-No jasne! - Allyson po chwili dodała:
-Ahaa i ty Kika? - Wiedziałam, że ciężko było jej to wypowiedzieć... A ja nic nie mogłam na to poradzić. Jedyne co mi pozostawało to to, żeby Kika, a raczej ta pusta lala się nie zgodziła! Na szczęście:
-Nie dzięki! Ally... Cassidy chodź idziemy stąd! - Wyglądało na to, że ten mały potwór... Dokładnie nie lubię małych dzieci! No to ten mały potwór zwał się Cassidy. Obie ruszyły w stronę lasu. Z zaciekawieniem ja i moi przyjaciele przyglądaliśmy się jak odchodzą. Jednak po chwili... Kika wybiegła zza drzew ciągnąc za sobą Cassidy. Szybko podbiegła do Austina. Puściła Cassidy i zrobiła tak zwane "Słodkie oczka" ale szczerze średnio jej to wychodziło.. Zaczęła:
-Austy.. Bo wierz ja mam taką małą prośbę... -Ciekawe co ta szuja ma na myśli... Mój blond przyjaciel spytał:
-Jaką? -Położyła rękę na jego nagim torsie.. Po tej czynność dało się zauważyć, że w Ally już się gotowało. Następnie Kika spojrzała mu w oczy, dokończyła swój monolog:
-Mogłabym prosić o twój numer? -Noo tak! Numer... Dało się domyśleć! Austin na nią spojrzał, po chwili powiedział:
-Tak! Jasne! Daj mi swój telefon... Zapisze -Zrobiła tak jak powiedział. Po minucie oddał jej telefon. Blond szuja pocałowała  mojego blondi przyjaciela w policzek... Może i w policzek, ale Ally tak czy siak była smutna.  Szkoda mi jej było, ale co ja poradzę na to, ze Austin bawi się jej uczuciami?! Na końcu tej całej akcji Kika wykrzyknęła:
-Dzięki Austy! Zadzwonię! -Posłała mu buźaka i już jej nie było tak samo jak tego małego potwora.  JUHU!
Ale to nie zmienia faktu, że Ally nadal jest smutna... Austin podszedł do mojej przyjaciółki, spytał:
-Czy coś się stało Ally?  -Chciał ją przytulić, ale brunetka go odepchnęła, po czym powiedziała:
-Ty to się lepiej do mnie nie zbliżaj! -Co prawda blondasek się zdziwił, ale odpowiedział:
-O co Ci chodzi? -Ally odwróciła głowę, po czym wypowiedziała:
-Chodźmy już na te shaki! -Wszystkim to pasowało, wyjątkiem był Austin.

*Austin
Ally prowadziła Nas do jakiegoś baru, a mi nadal jej słowa nie dawały spokoju: "Ty to się lepiej do mnie nie zbliżaj!" O co jej chodziło? Przecież nic nie zrobiłem... Z moich przemyśleń wyrwał mnie głos przed chwilą wspomnianej osoby:
-To tu! - Wskazała na bar, po czym powoli do niego weszliśmy. Usiedliśmy przy stole. Kelner nie przychodził do Nas od jakiś 2 min obsługiwał innych klientów, ale jak to przystało na Trish:
-KELNER!! -Nadal nie przychodził więc czarnowłosa zaczęła marudzić:
-Nie wiarygodne!
-Ileż można czekać?
-Gdzie ten głupi kelner?! - I tak dalej... Mogło by to trwać wiecznie! Na szczęście po jakiś 5 min ciągłego narzekania Trish kelner do Nas podszedł. Od razu spytał:
-Witam! W czym mogę pomóc? -Trish powiedziała:
-Niech Nam pan poda Menu! -Jak moja czarnowłosa przyjaciółka powiedziała tak on zrobił. Podał Nam menu. Wszyscy zaczęliśmy je przeglądać.. Po chwili usłyszałem głos Deza:
-KELNER! -Wydarł się, a już po chwili stał przy Nas wspomniana osoba, spytał:
-Tak w czym mogę pomóc? -Rudzielec odpowiedział:
-A gdzie są moje szaszłyczki? -Pan w czarnym garniturzene nie wiedział o co chodzi. W tym momencie uruchomiła się Trish:
-Temu głupkowi chodzi o szaszłyki... -Tak ona nie umiała się powstrzymać od dogryzienia mojemu przyjacielowi nawet w miejscach publicznych. Jedynym plusem było to, że kelner zrozumiał:
-Aaa szaszłyki! Oczywiście, że są! -Czarnowłosa odpowiedziała oczywiście tym razem też nie mogła się powstrzymać! Po raz drugi dogryzła  rudzielcowi:
-To poprosimy sześć dla tego rudego głupka. -Zaśmiała się, a Dez jak to Dez się oburzył:
-Wcale nie jestem głupkiem! -Wszyscy wybuchliśmy śmiechem oczywiście z wyjątkiem kelnera i rudzielca, kelner spytał:
- Dobrze to będzie te sześć szaszłyków i coś jeszcze? -Wszyscy zaczęli zamawiać:
-Ja poproszę wodę... -Trish... Chwila Trish i woda zwykła woda? Dałbym głowę, że zamówi jakiegoś shaka czy coś... Na szczęście po chwili to się wyjaśniło:
-I tą sałatkę grecką.. - No tak mogłem się domyślić:
-Shake truskawkowy! -Dez... Oczywiście jak to Trish musiała to skomentować:
-FUU! -Rudzielec oburzył się po raz drugi, czarnowłosa dodała:
-FUU! Jak można jeść szaszłyki i popijać je shakiem truskawkowym! -Oburzony Dez odpowiedział:
-No jak widzisz można! -Trish zrobiła minę typu: "Ohyda!" Po czym zrobiła ruch wymiotny, pan w czarnym garniaku spytał:
-Dobrze to będzie sześć szaszłyków, jedna sałatka grecka, shake truskawkowy, woda i coś jeszcze? -Ally nareszcie się odezwała:
-Tak ja poproszę Milk Shaka. -Kelner zapisał, chciał coś powiedzieć jednak jak mu przerwałem:
-To ja poproszę to samo -Uśmiechnąłem się do brunetki, chciałem dotknąć jej ręki jednak ona ją odsunęła. Dlaczego? Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos faceta w garniturze... Ta chodziło o kelnera:
-Czyli będzie sześć saszłyków, jedna sałatka grecka, shake truskawkowy, woda i dwa milk shaki? -
Wszyscy kiwnęliśmy głową na Tak, jedynie odezwała się Trish:
-Tak! - Facet w garniaku miał już odejść, lecz jeszcze do Nas przystanął:
-Za niedługo zamówienie będzie gotowe -Wszyscy się cieszyli, a zwłaszcza Dez! On tak bardzo kocha te całe szaszłyki! Ciekawe dlaczego? Dobra nie o tym! Po 15 min wszystko było gotowe. Mój rudy przyjaciel tak na to wyczekiwał... Kelner podał nam zamówienie, powiedział: "Smacznego" i tyle go widziałem. Wszyscy zabrali się za pałaszowanie swoich posiłków, znaczy tylko Dez i Trish, bo ja z Ally piliśmy shaka.
Chciałem pogadać z brunetką więc spytałem, ale po cichu:
-Ally możemy pogadać na osobności? -Odpowiedziała takim samym tonem jak ja, czyli po cichu:
-Austin, ale my nie mamy o czym gadać! - Przyznam przykro mi się zrobiło, ale nie dawałem za wygraną:
-Ally proszę -Kiwnęła głową na "Nie" po czym nie zmieniając tonu tak odpowiedziała:
-Nie! -Nadal nie dając za wygraną powiedziałem:
-Ally naprawdę proszę! Zależy mi! -Tym razem się udało! Zgodziła się!
Ruszyliśmy w stronę drzwi wyjściowych, podczas tej trasy chciałem choć raz dotknąć jej ręki jednak ona robiła wszystko, żebym ino jej nie dotknął! To bolało...  Nasi przyjaciele dopiero zauważyli, że wychodzimy już poza bar i Krzyknęli, a raczej krzyknęła i to sama Trish, bo Dez był za bardzo zafascynowany swoimi szaszłykami:
-A Was dokąd niesie? - Zaraz po chwili odkrzyknęła jej Ally:
-Musimy porozmawiać! -Czarnowłosa kiwnęła głową, a my ponownie ruszyliśmy.
Gdy byliśmy już na zewnątrz Allyson spytała:
-To o czym chciałeś ze mną porozmawiać? -Stanąłem na przeciwko niej, spojrzałem w jej piękne oczy i poprosiłem:
-Proszę zamknij oczy! -Było widać zdziwienie na twarzy brunetki, z tego powodu spytała:
-Po co? -Dość szybko odpowiedziałem:
-Proszę rób to! -Po chwili namysłu jednak to zrobiła. Przybliżyłem się do niej, gdy byłem wystarczające blisko niej lekko musnąłem jej usta, a wtedy...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Rozdział wyszedł do dupy i w ogóle! Boż! Jak będzie przynajmniej 10 komentarzy to będzie cud!!
A tak po za tym.. HEY! Jestem tu nowa....
Być może znacie mnie z tego bloga (Jeśli w ogóle można to nazwać blogiem) ------------------------>
http://auslly-raura-mixed-feelings.blogspot.com
OK to chyba na tyle...

~ICA~


czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 46

(...) - Austin! Halo, słyszysz mnie?! - krzyknęłam do ucha blondynowi, jednak nic to nie dawało, nie otwierał oczu. - Austin!!! - znów zaczęło robić mi się czarno przed oczami. Do zagrody weszli Dez i Trish, którzy na początku się śmiali ale widząc mnie prawie mdlącą opanowali się i podbiegli do nas.
- Ally?! Co się stało?! - krzyknął spanikowany Dez. - Zabiłaś go?
- Tsa...jasne Dez! - De La Rosa zakpiła - Ally cicha i spokojna dziewczynka, zabiła ci przyjaciela! 
Rudzielec spojrzał na mnie groźnie, chyba...chyba on nie wierzy w sarkazm Trish?! O jezu. Po chwili przyjaciel podniósł nieprzytomnego Moona i poszliśmy do domu. Kiedy posadziliśmy chłopaka na kanapę ja i czarnowłosa poszliśmy do kuchni, by z kranu nalać mu zimną wodę. 
Dobry plan tylko ciekawe czy poskutkuje.
Do mojego ulubionego kupka zaczęłam nalewać przezroczystą ciecz, w duchu modląc się aby Austin przeżył, kurde kochałam tego chłopaka. WRÓĆ! kochałam go jak przyjaciela.
- Dawson, możesz szybciej?! - Trish powoli się niecierpliwiła, jednak spojrzałam na nią zszokowana przyjaciółka nigdy nie mówiła do mnie po nazwisku. Nigdy.
- Dobrze, już już - powiedziałam i zakręciłam kran. Parę kropli wody upadło na moje buty. 
Kiedy już odetchnęłam trochę i się uspokoiłam, razem z przyjaciółką poszliśmy do salonu
będąc blisko przy Austinie, zamachnęłam się i rozlałam na jego twarz całą zawartość kubka, próbując go ocucić. Udało się! Blondyn otworzył powoli oczy i widząc nas zgromadzonych przy nim, odezwał się.
- Co się stało?
- Zemdlałeś, ale spokojnie wszystko jest pod kontrolą. Austin boli cię coś? - drżącą ręką dotknęłam jego czoła. Chłopak tylko się uśmiechnął. Uff nic mu nie jest.
- Nic, kiedy ty tutaj jesteś - powiedział i złapał mnie za rękę, poczułam jak moje policzki pokrywa krew.  - Słodko się rumienisz ....
- Awww Auslly! - powiedzieli równocześnie Dez i Trish podskakując radośnie.
- Auslly? CO?! - tym razem krzyknęłam równocześnie z Austinem, który zmieszany zabrał swoją dłoń. Przyjaciele tylko się zaśmiali.
- Może pójdziemy nad jezioro? - spytałam a Trish,Dez i Austin przytaknęli.

****
Kiedy przyjaciele poszli się przygotować podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej odpowiedni na dziś zestaw ubrań. Składał się on z luźnej, fioletowej bluzki na ramiączkach i dżinsowych krótkich spodenek. Z tymi oto ubraniami ruszyłam do łazienki. Tam umyłam się, przebrałam, uczesałam i zrobiłam sobie jak zwykle, lekki makijaż. Już po chwili byłam gotowa. Następnie podeszłam do mojej torebki sprawdzając czy wszystko mam: telefon, okulary przeciwsłoneczne i chusteczki higieniczne oraz krem do opalania.
- Jesteś gotowa? - spytała czarnowłosa, uchylając lekko drzwi.
- Tak tylko wezmę sobie koturny - powiedziałam i po chwili przeodziałam się wspomnianą rzecz. 
- A! Ally mam pytanie - przyjaciółka złapała mnie za ramiona - Czy coś czujesz...no...do Austina?
Zszokowała mnie tym pytaniem.
- No wiesz Trish...- wzięłam lekki wdech - Czuję coś do Austina, ale co z tego? 
- Jak to co z tego?! - oburzyła się przyjaciółka - Przecież musisz mu to powiedzieć! 
Chciała wyjść, ale wcześniej ręką zamknęłam drzwi z przed jej nosa. 
- Nie możesz! A jeśli moje uczucia są błędne? Na boga! Mogę stracić jego przyjaźń, a tego bym sobie nie darowała - powiedziałam i nagle posmutniałam.
- A jeśli darzy cię tym samym uczuciem? - spytała i podniosła jedną brew. Zaśmiałam się, co ona wygaduje - Dobra nie ważne! Udajemy, że nie było tego tematu. Okey?
- Dobra! To co idziemy na to jezioro?

****
Idąc cały czas myślałam nad pytanie Trish: ,,Czy coś czujesz...no...do Austina?" a czy ja wiem? Jak na razie jest moim przyjacielem i nie chcę tego zmieniać. Spojrzałam na blondyna który rozpędził się i wskoczył do wody robiąc w powietrzu salto. Czarnowłosa koło mnie leżała i się opalała, a Dez przymocował do drzewa opnę jako huśtawkę, by łatwiej i śmieszniej wskakiwać do wody. A ja? siedziałam na kocu i rozmyślałam nad przyszłością. W pewnym momencie dostałam piłką od siatkówki w głowę, odwróciłam się i zobaczyłam jak jakaś mała dziewczynka podbiega do mnie. 
- Pseplaszam - wyjąkała i spojrzała na mnie smutnymi oczkami - Mogję odsyskac pijke?
- Tak, jasnę - powiedziałam i wręczyłam jej wspomniany przedmiot - A mogę wiedzieć jak masz na imię?
- Cassidy Carver 
- Ja jestem Ally Dawson - powiedziałam i ją przytuliłam, trochę dziwne uczucie ale lubię tulić się do małych dzieci. A Cass była słodką małą dziewczynką.
- Cass! To tutaj się schowałaś! - do nas podbiegła jakaś blondynka. Zesztywniała kiedy zobaczyła nas tulących się do siebie.
- Kika, poznjaj Ally - powiedziała i wskazała na mnie - Ally tjo moja sjosja

- Kika Carver, miło mi
- Ally Dawson mi również. 
Polubiłam ją, na szczęście jakaś nowa dziewczyna w tej okolicy, przynajmniej wyglądała na normalną dziewczynę a kto wie może i Trish ją polubi?
- Chcesz poznać resztę? - zapytałam
- Jasnę! - obie krzyknęły. Zaśmiałam się tylko i poszliśmy w kierunku zabawiających się przyjaciół ...

--------------------------------------
Hej rozdział tym razem pisała  _Unpredictable_, mam nadzieję, że rozdział się podoba. 
Zapraszamy was do zakładki ,,bohaterowie" bo jak widzicie są dodani tutaj dwie osoby.
Zapraszam was jeszcze tutaj [klik]




czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 45

Następnego dnia obudziłam się dosyć późno.Wstałam leniwie z łóżka i poszłam się ubrać. Gdy już wyszłam z łazienki, zeszłam do kuchni. Zaburczało mi w brzuchu, więc postanowiłam coś zjeść. 'A tak w ogóle to gdzie są wszyscy?' - spytałam siebie w myślach zdziwiona. Wyjrzałam przez okno, i zobaczyłam Trish grającą z Dezem w piłkę. Brakowało tylko Austina, wujka, cioci, oraz mojego kuzyna. Właśnie, z ciocią Niną oraz z Tonym nie widziałam się jeszcze odkąd tu przyjechaliśmy.
Po chwili namysłu wróciłam planu zjedzenia jakiegoś śniadania. W sumie to nie miałam ochoty na coś obfitego i wytrawnego, postawiłam więc na zwykłe płatki kukurydziane z mlekiem.
Po zjedzeniu wstawiłam brudną miskę do zlewu, a następnie poszłam po jakieś pantofelki.
Kiedy już miałam je na nogach, ruszyłam do moich przyjaciół. Gdy ich zobaczyłam, nie grali już w piłkę, tylko leżeli plackiem na trawie.
- Wiecie, że na tym mogły załatwiać swoje potrzeby zwierzęta? - spytałam ironicznie.
- Fuuu, musisz mówić mi to akurat teraz? Będę musiała znowu wymyć włosy. - powiedziała niezadowolona czarnowłosa.
- Nie przesadzaj Trish, to będzie taki twój nowy perfum. - zaczął się z niej nabijać rudzielec.
- Bardzo śmieszne. swoją drogą, masz coś na plecach. - dodała, kiedy Dez zmusił się do pozycji siedzącej.
- Zdejmij to! Błagam, Trish!!!
- Sorry, ja idę się wymyć! - krzyknęła na odchodne, po czym weszła do budynku.
- Ally? - zapytał z nadzieją mój przyjaciel.
- Przepraszam, muszę znaleźć Austina i moją rodzinę. - starałam się jakoś wymknąć z zaistniałej sytuacji.
- Dobra, dobra, idź już, ja idę do Trish.
Zaśmiałam się cicho. Oni to są jednak do siebie przywiązani.
Zaczęłam obchodzić całą farmę w poszukiwaniu kogokolwiek. Pierwszą znalazłam ciocię Ninę.
- Cześć ciociu! - przywitałam się z uśmiechem na twarzy. Nie widziałyśmy się pare lat.
- Ally, jak ty wyrosłaś!
- Oj tam, przesadzasz ciociu.
- Wcale nie przesadzam! Widziałaś się już z Tonym? Nie mógł się doczekać kiedy przyjedziesz.
- Nie, jeszcze nie. właśnie go szukałam.
- Hmm, ja też nie wiem, gdzie on może teraz być. Może pomaga Carlowi. Sprawdź najpierw u kur.
Przytaknęłam cioci, po czym zrobiłam tak jak kazała.
Kiedy znalazłam się przy wybiegu dla kur, znalazłam mojego blondwłosego przyjaciela.
Chyba próbował je nakarmić, bo trzymaj w ręku miskę z ziarnem.
- Hey. - uśmiechnęłam się do niego.
- Cześć Ally. - odwzajemnił mój uśmiech.
- Nie spodziewałam się ciebie tutaj. - zaśmiałam się lekko.
- Twój wujek poprosił mnie, żebym je nakarmił. - wytłumaczył.
Obserwowałam jego ruchy, najpierw otworzył opakowanie z ziarnem, a potem... wszystkie kury zaczęły na niego wskakiwać. Wyglądało to komicznie. Jednak po 5 minutach, zauważyłam, że podczas kurzego ataku, Austin musiał upaść i uderzyć się w głowę, na dodatek jeszcze kury zaczęły go dziobać.
- Sio mi stąd! Już! Przestańcie! - zaczęłam krzyczeć na oszołomione zwierzęta, które zaczęły ode mnie uciekać.
- Austin! Halo, słyszysz mnie?! - krzyknęłam do ucha blondynowi, jednak nic to nie dawało, nie otwierał oczu. - Austin!!! - znów zaczęło robić mi się czarno przed oczami.

***
Wiem, że strasznie krótki, przepraszam :c
Ale wiecie, też nie miałam za dużo weny, tym bardziej, że były tylko 3 komentarze pod ostatnim rozdziałem, a w tym dwa moje... czyli wychodzi na to, że tylko jedna osoba skomentowała.
I to właśnie tej osobie chciałabym zadedykować ten rozdział,a tak dokładniej to dwóm, Niepozornej Romantyczce, oraz kochanej Klaudii K., która podniosła mnie wielce na duchu swoimi komentarzami pod ostatnim postem, i zachęciła mnie do napisania tego rozdziału, dziękuję Wam bardzo ;***
Dzięki takim osobom chce się pisać <3

Mam nadzieję, że następny napiszę szybko, no i, że ten skomentuje nieco większa ilość osób ;)

Paa! ;* <3

~Refive ;D

sobota, 21 czerwca 2014

Chyba już nie wchodzicie na tego bloga...

Tak mi się coś zdaje, że większość z Was przestała wchodzić na tego bloga ;/
Ale wiem, że to tylko i wyłącznie moja wina, przez moją totalna nieobowiązkowość :c
Dobra, ale nie o tym post xD

Z okazji, że nawiązałam współpracę z _Unpredictable_ stworzyłyśmy wspólnego bloga. Ponieważ _Unpredictable_ z pewnością będzie mnie zaganiała do pracy, rozdziały powinny pojawiać się w miarę regularnie ;3 Zapraszam Was na tego bloga serdecznie, zachęcam do komentowania, oraz do obserwowania <3

Tu macie linka: W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca.

I przy okazji chciałabym zareklamować dwa blogi mojej przyjaciółki, która pisze świetnie, co prawda nie o Auslly ani Raurze, ale występują tam R5, więc jeśli ktoś byłby zainteresowany, to zapraszam ;)

I linki:

Pierwszy 
I drugi ;3

~Refive, jak zwykle ja, wiem, pewnie macie mnie już dość xD Ale i tak Was mocno kocham! ;**

piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 44


*Ally Dawson*

Kiedy usiadłam na siedzeniu poczułam się dziwnie,  moje ręce niespodziewanie zaczęły się pocić. Boże, żebym nie zemdlała.
-Ally spokojnie, Dez może jest taki uhm ... - blondyn przegryzł dolną wargę, nie wiedział co powiedzieć – Szalony ale nie jest AŻ tak głupi, żeby coś mu się stało
-Serio w to wierzysz? - zapytałam cicho łkając
-Tak – odparł i mnie objął. Po chwili jednak robiło się tutaj gorąco, poczułam jak pot oblewa moje ciało. Chciałam szturchnąć Carla i poprosić go, by włączył klimatyzację jednak tak czułam się słabo, że podniesienie ręki było dla mnie wyzwaniem.
- Ally! - krzyknęła Trish, jednak nic nie odpowiedziałam bo …
Zemdlałam. Nie mam pojęcia kiedy, ale jednak. Obudziłam się gdy usłyszałam otwierane drzwi samochodu. Otworzyłam powoli oczy łapiąc kontakt ze światem. Zobaczyłam wyjmującego mnie powoli z samochodu Austina. Kiedy zobaczył, że jestem już przytomna, uśmiechnął się lekko po czym ponaglił mnie abyśmy szli zobaczyć co z Dezem. No tak… przecież to ze strachu o mojego przyjaciela nieco zasłabłam. Rozejrzałam się dookoła – Na środku malutkiego parku stało naprawdę spore drzewo, w około którego stała grupka jakichś dzieci, paru strażaków, pogotowie oraz policja.
- Co tu się stało? – podeszłam tam po chwili i zapytałam.
- Tam, na drzewie! – odpowiedziała mała dziewczynka. Razem z jej słowami mój wzrok przeniósł się we wskazane miejsce. Na drzewie siedział oczywiście nie kto inny jak Dez. Byłam zdziwiona… to nawet mało powiedziane. Skoro Dez w niewyjaśnionych okolicznościach znalazł się na drzewie, to chyba nie znaczy, że coś mu się stało. Więc dlaczego jest tutaj pogotowie, straż pożarna i policja?
-Dez! Złaź z tego cholernego drzewa! - otworzyłam szerzej oczy, nie wiedziałam, że Carl przeklina. Denerwował się, ale nigdy nie przeklinał. Po chwili do nas przyszedł rudzielec trzymając w rękach kotka, był malutki i patrzył tak niewinnie.
-Hej! Co tam? - spytał, chciałam już coś odpowiedzieć, ale nagle zrobiło mi się niedobrze i pobladłam. Zaczęło kręcić mi się w głowie i zemdlałam, ale dzięki zwinnemu refleksowi Austina, upadłam w jego ramiona.

*****
Obudziłam się w jakimś pokoju. Styl wiejski, czyli to znaczy, że dojechaliśmy na wieś.
-Ooo obudziła się moja królewna – powiedział Austin i podszedł do mnie po czym położył dłoń na mojej dłoni – Wyspana?
-Haha bardzo śmieszne – odparłam – A gdzie Dez i Trish?
-Poszli pokąpać się w jeziorze. Mi jednak się nie chciało, wolałem wiedzieć czy nic ci nie jest powiedział i uśmiechnął się, zawsze hipnotyzowały mnie te jego oczy, ciepłe i czekoladowe oczy które patrzyły się na mnie.
-Czyli martwiłeś się o mnie? - gdy spytałam się chłopak przytaknął – Aww to słodkie Austin – przytuliłam się go. Boże jaki on jest kochany! Chłopak niespodziewanie się przybliżył i to nawet bardzo, wiedziałam co mu po tym łbie siedzi. Kiedy chciał mnie pocałować, odwróciłam głowę, przez to blondyn dał mi całusa ... w policzek. Co mi odbiło? Dlaczego się tym tak zdenerwowałam? Pff przecież istnieje pocałunek przyjacielski? A może nie. 

- Jesteś głodna? - wyszeptał mi do ucha, przez co poczułam prąd podniecenia. Zaraz co?! Przecież nie mogę się w nim zakochać! Cholera! 
- Nieee jak na razie nie - odparłam - A mogę z wami iść popływać? 
- Nie. To znaczy odpoczywaj Ally jutro idziemy do lasu – powiedział Austin po czym opuścił pokój a ja opadłam na poduszkę. Co za pokręcony dzień – pomyślałam.

●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●Witajcie tym razem piszę ja _ Unpredictable _ Refive pomagała mi też. Mam nadzieje, że rozdział wam się podoba <3
Kocham was i proszę komentujcie ♥

sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 43

- To chodźmy już do auta i ruszamy dalej! - Powiedziałem nieco zniecierpliwiony. –
 A co, już ci się tak spieszy do zwierząt które mają mózg na takim poziomie co ty? - Dokuczyła mi Trish. Wszyscy się z tego zaczęli śmiać. Ja tylko ze swoją urażoną dumą zamilkłem i zająłem szybko swoje miejsce w busie.

Ally

Kiedy wyruszyliśmy w ponowną podróż powoli zapadał zmierzch. Za oknem widać było przepiękny zachód słońca.
Oparłam powoli głowę na miękkim ramieniu Austina. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Obudziły mnie promienie słoneczne. Nikt nie spał. Wszyscy podziwiali widoki zza okna. Dojechaliśmy do miasteczka. Było nieziemsko piękne.
Czysto błękitne niebo porażało swoją urodą, a urocze domki zachwycały swoją dziwną strukturą, która była naprawdę pomysłowa.
- Jeszcze tylko około dwudziestu kilometrów do farmy. – powiedział zadowolony wujek.
- O, nasz leń wreszcie się obudził. – powiedział uszczypliwie Austin.
- Ej! Nie jestem leniem! – oburzyłam się.
- Jasne, wmawiaj sobie. – dogryzł mi.
- To było nie miłe… - strzeliłam udawanego focha.
- No przestań…  tylko żartuję.
- Wiem przecież! – pokazałam mu język.
- A ci jak zwykle… - westchnęła Trish.
- Coś ci nie pasuje? – zapytaliśmy się razem zdziwieni.
- To już cieszyć się nie mogę? – zapytała z ironią czarnowłosa.
- Ale z czego cieszyć? – Austin już najwyraźniej niczego nie ogarniał.
- Eh… z niczego. – rzuciła szybko nasza przyjaciółka.
- Jesteście głodni? – zapytał się z uśmiechem wujek Carl po chwili.
- Nie… - powiedziałam, ale po chwili zaburczało mi głośno w brzuchu.
- Jasne, na pewno wszyscy ci wierzą. – powiedział Dez.
Już po pięciu minutach wszyscy wysiedliśmy z busa i udaliśmy się w kierunku jakiegoś baru z grillowanymi daniami, czy coś. Oczywiście wujek prowadził, bo on znał to miasteczko jak własną kieszeń. Dosłownie. Z każdym przechodniem się witał, a każdy zakamarek, nawet ten najmniej widoczny, komentował. Zupełnie tak, jakby to było jego miasto. No ale wracając do jedzenia, gdy już znaleźliśmy się w barze, nie ominął nas problem z wyborem dań do zamówienia. No, może prócz Deza. On zamówił wielką tacę z 18 szaszłykami ze śledzia, kurczaka i warzyw, których oczywiście później nie zjadł. Austin po chwili namysłu wziął żeberka, Trish indyka, a ja bardziej na wegetariańsko, zwykłe warzywa. Wszystko stawiał wujek, więc każdy dobrał sobie do tego picie według własnego uznania. Trzeba przyznać, że i jedzenie i napitek, były w dosyć sporych porcjach. Ja, Trish, Austin i Carl, najedliśmy się naprawdę bardzo, ale Dez jakoś nie wyglądał na bardzo sytego. Zamówił sobie jeszcze  cztery takie tacki i dwa dzbanki zimnej lemoniady z lodem. Gapiliśmy się na niego dziwnie, z resztą, nie tylko my. Uwaga wszystkich klientów baru była zwrócona na niego. Nawet sprzedawca i obsługa przerwali pracę, aby pooglądać jak Dez wpycha kolejne porcje szaszłyków. Gdy skończył, już miał iść zamówić kolejną, ale kiedy zauważył tych wszystkich gapiów, uciekł z krzykiem na zewnątrz. Pobiegliśmy szybko za nim. Jednak gdy już wydostaliśmy się z tłumu zszokowanych ludzi, nie mogliśmy go nigdzie znaleźć. W dodatku musieliśmy się zatrzymywać co jakiś czas, bo wujek nie ma zbyt dobrej kondycji.
- Gdzie on może być? – zapytałam zmarnowana.
- Nie mam pojęcia… - powiedział zdołowany blondyn.
- Kolejne godziny w plecy, my chyba nigdy nie dojedziemy na miejsce! – zaczęła marudzić Trish. Widać było, że wujek miał coś odpowiedzieć, ale przerwał.
- Słyszycie to? – zapytał po chwili milczenia.
- Co konkretnie? – spytała czarnowłosa.
- Z oddali… tak jakby sygnał pogotowia.
- Myślicie że… mogło mu się cos stać? – zapytałam drżącym głosem słabnąc nieco.
- Dez… - wyszeptała Trish.
- Nie, to niemożliwe. – zaczął panikować Austin.


- Uspokójcie się, musimy się jak najszybciej znaleźć się na miejscu wypadku! – krzyknął Carl. - No już, raz, dwa, trzy, do samochodu!

***
Hejo, tak jak obiecałam, rozdział :D
Wiem, ze jest krótki, nudny i bezpłciowy, ale jakoś tylko te pomysły przyszły mi dzisiaj do głowy xc
Mam nadzieję, że nareszcie zaczniecie komentować, co by mnie na prawdę bardzo ucieszyło ;)
No to... do następnego posta! ;*

~Refive

Wreszcie powrót do pracy XD

Hey! Nareszcie zabrałam się do roboty! Pisze dalej rozdział... mam nadzieję że się cieszycie i nie gniewacie na mnie za tak długą nieobecność :c
Trochę to smutne, że nie chcecie komentować naszych rozdziałów, ale cóż, staram się Was rozumieć ;)
Mam jednak nadzieję że kiedyś zrozumiecie co znaczy dla nas każdy komentarz i zaczniecie zostawiać po sobie ślady obecności i własnej opinii, czy wam się podoba czy nie ;)
No bo nie wiem... chyba najlepsza jest ocena od kogoś nieznajomego, bo wtedy wiadomo już, co trzeba poprawić w swoim pisaniu...

Jednym słowem, dziękuję Wam że po prostu czytacie tego bloga, że jesteście ;*
To dla mnie bardzo ważne... blog to tak jakby takie moje drugie życie. co prawda do którego często nic nie dodaję, ale bardzo często czytam sobie nasze stare rozdziały i Wasze stare komantarze :D

P.S. Wesołego Alleluja! ;***

~Refive