Hejaa!
Co tam u Was?
Żeby nie było, że nie wchodzę na tego bloga, daję znać, że jestem żywa xD
Jeśli chodzi o rozdział... ciężka sprawa xD
Jest w drodze, chociaż coś nie idzie nam pisanie go xd
Mam nadzieję, że nie złościcie się na nas aż tak bardzo... i że wybaczycie nam te nieobecności ;)
A, i tak za pamięci, jeśli macie jakieś sugestie co chcielibyście aby się znalazło w następnych rozdziałach, lub na naszym blogu, to dajcie znać ;D
Jesteśmy otwarte na wasze propozycje jeśli tak owe macie :)
~Refive <333
piątek, 27 grudnia 2013
sobota, 23 listopada 2013
Rozdział 39
Trish
Podczas nieobecności Ally
i chłopaków, przez cały czas gadałam z Tivoltem.
W końcu przyszedł Dez i
Austin. Chwilę po nich Ally niosąca stertę patyków, idealnie nadających się na
ognisko. Miała niezbyt zadowoloną minę. Postanowiłam się potem spytać, o co
chodzi.
- Ally, możemy na słówko?
- Jasne - odpowiedziała,
jakby.. obojętnie? Nie wiem, nie znam się. Weszłyśmy do samochodu. Od razu zaczęłam:
- Co się dzieje, Ally?
- A co się może dziać?-
spytała nerwowo.
- Przecież widzę, że coś
jest na rzeczy! Co, jak co, ale mnie kitu nie wciśniesz.- odparłam spokojnie.
Brunetka westchnęła z
rezygnacją.
- Aż tak widać?- popatrzyła
na mnie zdziwionym, a jednocześnie zamglonym wzrokiem, jakby miała przed oczyma
jakąś sytuacje, wydawała się nie kontaktować.
- Niestety.- rzekłam.
Zobaczyłam, że dziewczyna znów jest w innym świecie.- Ally, co się z tobą
dzieje?- krzyknęłam jej w twarz, aby się ocknęła. Popatrzyła na mnie
zdezorientowana i zamrugała kilkakrotnie. Po chwili wreszcie zebrała się w
sobie i zdołała wyrzucić:
- Austin...- zacięła się,
a w oczach zabłysnęła pojedyncza łza.
- Austin co?
- Austin.. Chyba coś do
mnie czuje.- wyznała.
- To wspaniale! Ale..-
spojrzałam na zdruzgotaną przyjaciółkę.- Dlaczego się nie cieszysz? Wydawało mi
się, że ty też..
- Może kiedyś, ale teraz?
Kiedy nie potrafi się odnaleźć? On nie ma pojęcia, czego chce!- coraz więcej łez
spływało po jej policzkach.
- No chodź do mnie.- wyciągnęłam
ramiona, a brunetka wpadła w nie i szlochała sobie jeszcze cicho.
Zauważyłam, że Bartek
idzie w naszą stronę. Nie sądzę, aby Ally była zadowolona, gdyby chłopak
zobaczył ją w takim stanie, toteż zostawiłam ją samą w samochodzie i wyszłam z
niego.
- Hej, Trish, mógłbym
porozmawiać z Ally?- spytał z serdecznym uśmiechem.
- Najpierw ja.- wciął się
mu Austin, który wyłonił się znikąd.
Przeskoczyłam wzrokiem z
jednego chłopaka na drugiego.
- Żaden z was z nią teraz
nie pogada, Ally.. Śpi.- powiedziałam szybko.
- Śpi?- wytrzeszczył oczy
blondyn.- Jest wcześnie!
- Jest zmęczona.- odparłam.-
Ma dość. Cała ta sytuacja ją wyczerpuje.
- Daj spokój, Trish.-
rzekła stojąca za mną dziewczyna. Wyglądała dość.. marnie. Zapłakane i
zaczerwienione oczy, zaróżowione policzki i włosy w strąkach nie wyglądały ani
pociągająco, ani atrakcyjnie. Brunetka zapewne zdawała sobie z tego sprawę, ale
widać było, że jej to wisi i powiewa.- Jest nieźle.- uśmiechnęła się do mnie
porozumiewawczo
- Jezu, Ally, co ci się
stało?- przejęty Bartek podszedł do dziewczyny, podczas gdy Austin stał, jak
wyryty w kamieniu i przypatrywał się gniewnie zaistniałej sytuacji.
Spojrzałam na niego
wymownie, ale nie zwrócił na to zbytniej uwagi, był zbyt pochłonięty
obserwowaniem bliskością, w jakiej byli
Ally i Tivolt.
Austin
Myślałem, że wybuchnę.
Zrobiło mi się niedobrze od całej tej czułości gostka. Myśli, że tak może! Zna
ją przecież od kilku dni! Ja ją znam o wiele dłużej, a do mnie zwraca się wyłącznie
jak do przyjaciela.
Nie mogłem już wytrzymać
i bez ceregieli opuściłem to przedstawienie.
Spojrzała na mnie zza
ramienia Bartka, a ja odwróciłem się i poszedłem przed siebie. Jakieś dwie-trzy
minuty później usłyszałem wołanie.
- Austin! Austin, gdzie
jesteś?!- Ally krzyczała ledwo słyszalnie. Stanąłem w miejscu i nasłuchiwałem.
Ally
Po tym, jak Austin odszedł
poczułam ukłucie w okolicy serca. Żołądek ścisnął mi się z żalu do chłopaka.
Bartek chciał mi coś powiedzieć, ale nie dałam mu dojść do słowa, bo ruszyłam w
tą samą stronę, co blondyn.
Biegłam, nie do końca
pewna, w którą stronę zmierzać. Gęstwina otaczała mnie ze wszystkich stron, niczym
labirynt. Poczułam się osaczona. Nie wiedziałam, gdzie iść. Postanowiłam krzyknąć,
by odnaleźć Austina.
- Austin! Austin, gdzie
jesteś?!- wrzeszczałam z całą mocą, na jaką stać było moje płuca i gardło.
Po kilku minutach znalazłam
się na jakiejś polance. Na pniu siedział zamyślony brązowooki.
- Tu jesteś.- westchnęłam
i przytuliłam się do chłopaka. On, ani nie przyjął uścisku, ani go nie odparł.
Po prostu siedział skamieniały.
- A ty nie z Bartusiem?-
spytał z kpiną.
- Nie, szukałam cię.-
odparłam, ale nie tak oschle, jak on.
- A po co?- prychnął.
- Bo mi na tobie zależy i
chciałabym wiedzieć, co ci leży na sercu. Tak ci przeszkadza to, że rozmawiam z
Bartkiem? Co w tym złego?- dopytywałam.
- Przeszkadza mi to. I to
bardziej, niż można sobie wyobrazić.. I ja nie wiem, dlaczego tak jest. To
frustrujące.- wyznał.
Nie wiedziałam, co
odpowiedzieć. Stałam tak i patrzyłam na Austina jednocześnie lekko rozzłoszczona
i rozczulona.
Tivolt<Bartek>
Zdziwiło mnie zachowanie
Ally. To, że uciekła dość mocno mnie ubodło (od aut. ukłuło, uraziło), ale nie
jestem w stanie długo się na nią złościć. Zastanawia mnie tylko to, czemu tak
postąpiła? Ja chciałem jej wyznać, że.. A ona zwiała do Austinka.. Wydawało mi
się, że między nimi nic nie ma..
Dallas
No, po prostu nie wierzę!
Austin niemal umarł, a teraz nagle wraca do zdrowia! Z mojego planu nici!
Ally miała być
zdruzgotana i bliska załamaniu, a teraz jest szczęśliwa i coś czuję, że są
teraz razem... Niedobrze, trzeba coś z tym zrobić.
- Dallas! Przestań już
maltretować tego manekina!- powiedziała Kira zirytowana. Malowała usta błyszczykiem,
a ja akurat kończyłem trening. Byliśmy na siłowni. To znaczy, ja byłem, a
ciemnowłosa niedawno przyszła po mnie.
- Muszę być jak najlepiej
przygotowany na ostateczny cios dla blondynka..- rzekłem i z uporem nadal kopałem
i uderzałem w moją kukłę treningową.
- To już jakaś twoja
chora obsesja.- pokiwała głową w namyśle.- Powinieneś przestać. Przecież tobie
nawet nie zależy na tej Ally.
- Tak, ale mam dość, że
Moon wszystko mi zabiera. Z tym koniec.- podsumowałem swoje słowa ostrym
uderzeniem w głowę manekina, co poskutkowało jej odpadnięciem.- Moon, to będzie
twoja głowa.- mruknąłem pod nosem i zaśmiałem się. Kira spojrzała na mnie pytająco,
na co ja tylko machnąłem ręką. Popatrzyła w moją stronę z politowaniem i wróciła
do upiększania swojej już i tak idealnej cery.
Austin
Wymienialiśmy się długimi
spojrzeniami, ale tak naprawdę było to tylko dla zabicia czasu. Byłem pewien,
czego chcę, ale.. Coś nie pozwalało mi tego wyznać. Jakiś strach, jakbym już to
kiedyś przeżył.
- Powiedz mi, dlaczego te
wszystkie wybiegi?- spytała po długiej ciszy.
- Ale jakie?
- Słyszałam twoją rozmowę
z Dezem. Ty w ogóle wiesz, czego chcesz?- zadała to pytanie tak, jakby przed
chwilą grzebała mi w myślach.
- Tak.- odrzekłem twardo,
wstając na równe nogi tak szybko, że aż zakręciło mi się w głowie.
- Nie wyglądasz, ani też
nie zachowujesz się tak, jakbyś chciał mojego uczucia do ciebie.- wzruszyła
ramionami.
Podszedłem do niej i objąłem
jej drobną twarz w dłonie.
Ally
Tego się nie spodziewałam.
Po cholerę tak dużo powiedziałam? Po co w ogóle się odzywałam? Staliśmy tak
blisko siebie.. Dosłownie kilkanaście milimetrów.
Nasze oddechy się mieszały.
Wiedziałam, co za chwilę nastąpi...
Coraz bliżej, coraz bliżej. Nasze usta już się stykały, gdy nagle...
- Austin! Ally!
-------------------
Kaśka powraca!!! xD Jak ja
dawno tu nie pisałam... Na swoim blogu zrobiłam sobie tygodniową przerwę i
nadal uważam, że tak jest dobrze xD pisanie mi w ogóle nie wychodzi, a ten
rozdział jest okropny i do tego krótki :/ ale co mogę? Staram się jak mogę...
Opinie pozostawiam Wam :3
~Kasia<3
niedziela, 17 listopada 2013
Zapraszam xD
Hejjo :*
Chcę was tylko poinformować o nowym blogu,
którego założyłam razem z JulkąXD i Tori Pa.
Nie myślcie tylko ze zwariowałyśmy!
Ten blog, będzie inny...
Taak, zdradzę wam tylko tyle... nie będzię
na nim takiego opowiadania jak tutaj xD
Jak was interesuje to o czym teraz tu
gramole i chcecie się dowiedzieć w jakim sensie 'inny', to proszę, zajrzyjcie
;*
http://r5-smiech-to-zdrowie.blogspot.com/
~Refive <3
sobota, 9 listopada 2013
Rozdział 38
Narrator
- Tak, to ja, we własnej
osobie - rzucił szatyn robiąc 'brewki', na co dziewczyny cicho zachichotały.
- Boże, Boże, człowieku,
nie wierzę, że cię widzę tu i teraz przede mną! Jestem największą fanką! -
powiedziała Ally, po czym podbiegła do chłopaka i przytuliła się do niego. Z
tyłu stała wciąż oszołomiona Trish i ich przyjaciele, którzy wciąż nie wiedzieli,
co jest grane.
- A co to właściwie jest
za koleś? - powiedział Austin z miną wyrażającą zdziwienie, zniechęcenie oraz
nutkę zazdrości.
- Sam bym... coś...
powiedział o... s...sobie, ale... twoja kole...leżanka mnie... dusi! - wyjąkał
wspomniany 'kolo'. Ally jednak nie zwróciła uwagi na jego słowa i nadal mocno
go ściskała. W tym momencie Trish się ogarnęła i przybiegła do nich, by
odciągnąć przyjaciółkę od chłopaka. Nie dawała jednak rady, więc poprosiła
Austina oraz Carla aby jej pomogli. Oni wreszcie odciągnęli nastolatkę, która
dopiero zorientowała się, co robiła i zarumieniła się. Wtedy blondyn jeszcze
bardziej się zdenerwował i wreszcie przerwał tę 'scenę'. Milczeli jeszcze przez
chwilę, aż w końcu blondyn postanowił przerwać tą ciszę, bo bał się, że... bał
się że straci przyjaciółkę, chociaż tak naprawdę wiedział, że to niemożliwe.
- No to ktoś mi coś tu
wyjaśni? – powiedział powoli, spoglądając na każdego z osobna.
- Eee, ale co dokładnie? -
powiedziała Trish.
- No wszystko, kim jest
ten koleś i gdzie jest Dez?
- 'Ten koleś’, to jeden z
najlepszych, ba! Najlepszy youtuber w Polsce! Nagrywa tak zwane let’s play’e,
ma zarąbiste teksty… Uwielbiam go! – powiedziała jednym tchem Ally.
- Ja też! - dodała Trish.
- Hah, to miło –
skomentował to wyżej wspomniany chłopak.
- Ciągle nie wierzę! Jakim
cudem się tu znalazłeś? Co robiłeś w wozie strażackim? - pytała Ally.
- Noo bo byłem w straży,
miałem problemy z komputerem i ten tamten ziomuś powiedział, że nie może się
mną zająć, potem wkurzony kazał mi przyjechać tutaj, myślę sobie: ‘Aaa, co tam,
jadę!’. No i tak się tu znalazłem – opowiedział.
- Okey, skoro już wszystko
mamy wyjaśnione, może rozejrzymy się za śladami waszego przyjaciela? -
powiedział Carl.
- No w sumie przydałoby się… - dodał Austin.
Ally
Zaczęliśmy poszukiwania Deza od zadzwonienia do niego. Oczywiście
nie odbierał. Następnie przeszliśmy do sprawdzenia naszego busu. Później
sprawdziliśmy kawałek szosy, a następnie postanowiliśmy poszukać go w lesie.
Nie wiedzieliśmy jednak czy lepiej pójść w jednej grupie czy się rozdzielić.
Trish stwierdziła, że lepiej będzie, jak poszukają go 2 grupy. Ja oczywiście
byłam z Trish i z NIM! A Austin z moim wujkiem. Co prawda mój blondwłosy
przyjaciel nie był zbytnio z tego powodu zadowolony, ale nie zwracałam o dziwo
na to zbytniej uwagi. Wiadomo, koło mnie był mój idol! No i jakoś nie byłam w
stanie myśleć racjonalnie.
Dez
- O kurcze, gdzie jest to drzewo które mijałem na początku? Wszystkie wyglądają identycznie... – powiedziałem sam do siebie. Szedłem przed siebie nie wiedząc, którędy mogę wyjść. Z każdą chwilą coraz bardziej panikowałem. W końcu nie wytrzymałem i wydarłem się na cały las:
- Niee! Jestem zbyt piękny i zbyt wiele szaszłyków zjadłem żeby umierać! Ja chcę do mamy, i żeby mi dała takiego pysznego szaszłyka z kurczakiem...
Zaraz potem usłyszałem krzyk Austina:
- Dez? To byłeś ty?
- Austin! Tak! To ja! Albo... chyba...ja. Nie czuje się sobą odkąd się zgubiłem i uświadomiłem sobie podczas tej podróży że życie bez szaszłyków jest takie nędzne...
- Weź się drzyj głośniej, bo nie mogę cię zlokalizować! – usłyszałem ponownie.
- Co?! Nic nie słyszę! Czemu mówisz ciszej?! - odpowiedziałem na jakiś szum przypominający głos mojego przyjaciela.
- Chyba się oddalam, Dez, stój w miejscu, a ja idę w drugą stronę! – krzyknął już głośniej.
Po 10 minutach czekania w końcu z dala widać było że poruszają się dwie postacie. Od razu do nich pobiegłem, gdyż byłem szczęśliwy, że wreszcie mnie znaleźli. Dosłownie rzuciłem się Austinowi w ramiona i go przytuliłem z tego szczęścia. On, choć był zdziwiony, odwzajemnił mój gest.
- Okey, skoro cię już znaleźliśmy, może wróćmy do samochodu i w międzyczasie opowiesz nam po co tu przyszedłeś? - powiedział blondyn lekko rozbawiony.
- Jasne. Przyszedłem tutaj bo szukałem... - nie wiedziałem jak im to powiedzieć żeby się nie zaczęli śmiać.
- Szukałeś czego? - ponaglił mnie Carl.
- Noo... Toy Toya.
Oczywiście, tak jak myślałem, oboje zaczęli się śmiać.
- Przestańcie! – mimo wszystko zacząłem się śmiać razem z nimi, jakoś tak, nie wiem, czemu.
Dez
- O kurcze, gdzie jest to drzewo które mijałem na początku? Wszystkie wyglądają identycznie... – powiedziałem sam do siebie. Szedłem przed siebie nie wiedząc, którędy mogę wyjść. Z każdą chwilą coraz bardziej panikowałem. W końcu nie wytrzymałem i wydarłem się na cały las:
- Niee! Jestem zbyt piękny i zbyt wiele szaszłyków zjadłem żeby umierać! Ja chcę do mamy, i żeby mi dała takiego pysznego szaszłyka z kurczakiem...
Zaraz potem usłyszałem krzyk Austina:
- Dez? To byłeś ty?
- Austin! Tak! To ja! Albo... chyba...ja. Nie czuje się sobą odkąd się zgubiłem i uświadomiłem sobie podczas tej podróży że życie bez szaszłyków jest takie nędzne...
- Weź się drzyj głośniej, bo nie mogę cię zlokalizować! – usłyszałem ponownie.
- Co?! Nic nie słyszę! Czemu mówisz ciszej?! - odpowiedziałem na jakiś szum przypominający głos mojego przyjaciela.
- Chyba się oddalam, Dez, stój w miejscu, a ja idę w drugą stronę! – krzyknął już głośniej.
Po 10 minutach czekania w końcu z dala widać było że poruszają się dwie postacie. Od razu do nich pobiegłem, gdyż byłem szczęśliwy, że wreszcie mnie znaleźli. Dosłownie rzuciłem się Austinowi w ramiona i go przytuliłem z tego szczęścia. On, choć był zdziwiony, odwzajemnił mój gest.
- Okey, skoro cię już znaleźliśmy, może wróćmy do samochodu i w międzyczasie opowiesz nam po co tu przyszedłeś? - powiedział blondyn lekko rozbawiony.
- Jasne. Przyszedłem tutaj bo szukałem... - nie wiedziałem jak im to powiedzieć żeby się nie zaczęli śmiać.
- Szukałeś czego? - ponaglił mnie Carl.
- Noo... Toy Toya.
Oczywiście, tak jak myślałem, oboje zaczęli się śmiać.
- Przestańcie! – mimo wszystko zacząłem się śmiać razem z nimi, jakoś tak, nie wiem, czemu.
Po jakimś czasie się wreszcie uspokoiliśmy. Kiedy to nastało,
Austin zaczął się rozglądać.
- Ej, a gdzie są dziewczyny i… on? – spytał.
- O nie, chyba się zgubiliśmy! - krzyknął zmarnowany wujek Ally z
przerażeniem.
10 minut później, Trish
Nigdzie nie mogliśmy znaleźć Deza.
Mieliśmy nadzieję, że Austin i Carl go odnaleźli, ale tak czy
siak, nigdzie ich nie było.
Co chwilę sprawdzaliśmy, czy nie mamy zasięgu, ale nic z tego.
Miałam już tego dosyć! Dlaczego to zawsze Dez musi nas wpakować w
kłopoty?! Byłam zmęczona, głodna i było mi strasznie
zimno. Po następnej godzinie,
mniej więcej, wpadliśmy na ślad jakiejś leśnej dróżki.
- Może
pójdziemy wzdłuż tej ścieżki? - odezwał się nieco ucieszony Bartuś.
- A może
lepiej nie? Przecież nie wiemy dokąd ona prowadzi. - prowadziła dyskusję Ally.
- Oj, już daj
spokój, przecież i tak nie mamy innego wyjścia! - dorzuciłam po czym szatynka
tylko przytaknęła z niechęcią i ruszyliśmy dalej.
Przez całą
trasę, która schodziła nam nawet nie wiadomo, kiedy, gadałyśmy z Tivoltem o
wszystkim i niczym.
- Tak naprawdę
to mam na imię Bartek. - powiedział kiedy już po raz któryś powiedziałyśmy do
niego 'Tivolt'.
- Wieemy, ale
Bartek to takie zwykłe imię, a Tivolt jednak coś znaczy – odpowiedziała Ally,
po czym wszyscy się zaśmialiśmy.
Dez
- Patrzcie!
Tam chyba jest jakaś polana! - powiedziałem uradowany, na co każdy się
uśmiechnął i z większym entuzjazmem ruszyliśmy do naszego obecnego celu. Po
chwili wydostaliśmy się z lasu i byliśmy w miejscu, które było tuż obok
znajomej nam drogi. Postanowiliśmy jednak poczekać na drugą grupkę i odpocząć.
Byliśmy naprawdę zmęczeni.
Minęło dość
sporo czasu, a ich nie było widać. Byliśmy coraz bardziej zmartwieni. W końcu,
pomimo, że było dopiero po południe, zasnęliśmy po kolei.
Ally
Podczas naszej
drogi, dróżka się urwała, i szliśmy na oślep między krzakami. Nagle
usłyszeliśmy pisk. Brzmiał on jakby z ust jakiejś małej dziewczynki. Kiedy
przedostaliśmy się już przez chaszcze, ujrzeliśmy przed sobą piękną zielona
polanę, śpiącego wujka Carla oraz Deza i płaczącego i piszczącego Austina.
- Austin, co
ci jest? – zapytałam powoli.
- Eee... nic,
nic, po prostu mam uczulenie na trawę i piszczę z bólu... - powiedział z
zawstydzeniem.
- Mogę ci
jakoś pomóc? – przysiadłam obok niego.
- Masz
chusteczkę? - zapytał z nadzieją.
- Niestety
nie.
- Czyli nie
możesz mi pomóc. – powiedział bez emocji.
Później zaczęliśmy budzić Carla i Deza.
Nie było to łatwe, przyznam, ale kiedy zrzuciliśmy na nich masę trawy która zaczęła ich łaskotać, od razu się obudzili.
Nie było to łatwe, przyznam, ale kiedy zrzuciliśmy na nich masę trawy która zaczęła ich łaskotać, od razu się obudzili.
Wkrótce
zaczęło się ściemniać. Postanowiliśmy wrócić już do samochodu.
-
Austin, możemy pogadać? – zapytał Dez.
-
No tak, ale po co? – zapytał zdziwiony blondyn.
-
Chodź to się dowiesz. – zaczął nalegać rudzielec i gdy tylko Austin wstał
zaciągnął go gdzieś. Z oddali usłyszeliśmy jeszcze tylko:
-
Wy idźcie, my niedługo wrócimy!
Tak
tez zrobiliśmy.
Kiedy
stanęliśmy przy busie od razu przypomniało nam się po co Bartek przyjechał
wozem strażackim.
Krowa
nie ruszyła się nawet o centymetr. Siedziała w tym samym miejscu, w tej samej
pozie i z tą samą groźną miną nie znoszącą sprzeciwu.
Postanowiliśmy
że problem z bydłem na środku drogi rozwiążemy następnego dnia. My mieliśmy
spać w naszym aucie, a Tivolt w swoim.
-
Wujku, tak w ogóle to czemu Dez poszedł do lasu? Żebyśmy go musieli szukać? To
byłby idiotyczny powód. – powiedziałam z ironią.
-
Jest jeszcze bardziej idiotyczny. – rzucił Carl po czym zaczął się śmiać.
-
Przestań się chichrać i mi powiedz. – powiedziałam.
-
Noo, boo, on… poszedł szukać Toy Toya! – powiedział przez śmiech, pomimo, że
nie było to tak śmieszne za jakie on to uważał.
Jednak
każdy z nas też zaczął się śmiać.
Dez
-
No i? – powiedział mój zniecierpliwiony przyjaciel.
-
Co? – odpowiedziałem mu pytaniem.
-
Jak to co? Po co mnie tu zaciągnąłeś? -
powiedział nieco podejrzliwie.
-
Chodzi mi o Ally. – powiedziałem jakby to było coś normalnego.
-
Ale co się stało? Czemu o nią? – pytał zdziwiony.
-
Przecież widziałem jak patrzysz na nią i tego chłopaka.
-
Niby że jak?
-
Jakbyś był zazdrosny. – odpowiedziałem na luzie.
-
Ja? Zazdrosny?! Chyba ci się przewidziało…
-
Na pewno? Bo wiesz, pomimo że mnie trochę z wami nie było, widzę co się dzieję.
-
Tak, na pewno. – powiedział bez przekonania.
- Coś
ci nie wierzę. – powiedziałem z ironią.
Ally, dwie minuty wcześniej.
Postanowiliśmy
rozpalić ognisko, więc poszłam po trochę gałęzi.
Kiedy
przechodziłam obok jednego dużego drzewa, usłyszałam pewne głosy.
Pomyślałam,
że to mogą być chłopaki.
Wiem,
że to nie ładnie podsłuchiwać, ale pomyślałam, że mogę dowiedzieć się czegoś
ciekawego.
-
No dobra! Może trochę… bardzo! Nawet nie wiesz jak mnie ten gość wkurza! –
usłyszałam głos, rozpoznałam, że należy on do Austina.
-
Ally ciągle tak się do niego tuli, łazi z nim i zachowuje się jakby się w nim
zakochała. – ciągnął dalej.
Miałam
ochotę do niego podejść i… w sumie nie wiem co bym zrobiła.
Bo
nie byłam na niego jakoś bardzo zła. To że mówił tak o Bartku bardzo mnie zdenerwowało,
ale jak tak mówił że jest zazdrosny, było takie słodkie…
-
Stary, nie wiem co mam ci doradzić… zacząłem tą rozmowę tylko po to żeby ci to uświadomić,
lub abyś raczej to ty mi się do tego przyznał, ale tak naprawdę to nie wiem co
powinieneś zrobić. Może na razie wróćmy już do reszty, a do tej rozmowy wrócimy
jeszcze kiedyś. – powiedział Dez.
-
Woow, jakie mądre słowa Dez – odezwał się Austin, na co zachciało mi się śmiać.
Później usłyszałam, że zaczynają iść w moim kierunku, więc ja też po cichu
zaczęłam się wycofywać i poszłam szukać więcej badyli.
************************
Jeej, na reszcie skończyłam! :D
A więc tak, kiedy ten rozdział miał ponad 1000 słów, pisałam z Julką na zmianę, a końcówkę napisałam sama, ponieważ ona musiała już iść.
Ogólnie za to, że tak długo nas nie było, postanowiłam napisać dłuższy rozdział, i nie chciałam przerywać w nieodpowiednim momencie, dlatego ten oto rozdział jest najdłuższym w historii tego bloga xD Ma 1640 słów, mam nadzieję, że nie jest to dla was za mało ;)
Ogólnie za to, że tak długo nas nie było, postanowiłam napisać dłuższy rozdział, i nie chciałam przerywać w nieodpowiednim momencie, dlatego ten oto rozdział jest najdłuższym w historii tego bloga xD Ma 1640 słów, mam nadzieję, że nie jest to dla was za mało ;)
W sumie to właśnie Julka miała wstawić ten rozdział, ale nie mogła, a nie chciałyśmy abyście musieli dłużej czekać. Mam nadzieję, że się wam ten rozdział chociaż troszkę podoba, i bardzo przepraszam że musieliście tak długo czekać!
Wiem, wiem, pewnie myślicie sobie że tak samo piszę za każdym razem podczas naszej dłuższej nieobecności, ale tym razem jeśli chodzi o mnie, na prawdę nie dałam wcześniej rady, nie było ze mną dobrze, ale już jest dużo lepiej, więc mam nadzieję że mi chociaż trochę wybaczycie :*
Liczę na wasze opinie pod rozdziałem oraz że nie przestaliście czytać tego bloga! <33
Paa! ;********
~Refive xD
sobota, 12 października 2013
Rozdział 37
Kiedy Dez w końcu upchnął te swoje klamoty do busa wujka Ally, mogliśmy wsiąść do środka. Miejsca było na tyle dużo, że każdy się zmieścił.
Ally
Rozsiedliśmy się wygonie w swoich fotelach.
Po 15 minutach jazdy zobaczyłam jak Dez powoli wyciąga swoją dłoń w kierunku łysiny wujka. ( zapomniałam dodać że wujek Ally nie ma włosów ;P ) On nic nie wiedząc jechał spokojnie nucąc sobie piosenkę lecącą w radiu. Pięć minut później ja, Trish i Austin nie mogliśmy wytrzymać ze śmiechu. Kiedy nasz rudowłosy przyjaciel zaczął macać gładziutką głowę Carla, on krzyknął w niebo
głosy z przerażenia i zdezorientowania.
- Co ty robisz?! – zapytał. Dez nagle wydał się zawstydzony.
- Jaa.. tego no... ja...
- Daj mu spokój, wujku – powiedziałam.
Dalej nie mówiliśmy o tym.
- Carl, jaką ty masz piękną głowę, w życiu piękniejszej nie widziałem – Dez powiedział nagle. Wszyscy spojrzeliśmy się na niego dziwnie. On tylko odwrócił głowę w kierunku okna i udawał, że nic się nie stało. Przez jakiś czas siedzieliśmy cicho. Po tej jakże długiej chwili doszły mnie śpiewy z tylnego siedzenia. Odwróciłam się tam, to był Dez.
- W więziennym szpitalu na zgniłym posłaniu nieznany młodzieniec umiera, pierś mu się porusza, w powolnym konaniu, błędnymi oczami przebiera!
Wszyscy spojrzeliśmy się na niego z przerażeniem w oczach, nawet wujek przystanął na środku skrzyżowania ze zdziwienia.
- Eee... o co chodzi? Coś się stało? - zapytał zdziwiony rudzielec.
- No ta twoja piosenka… - zaczął Austin.
- …jest dziwna – dokończyła Trish.
- To zaśpiewajmy inną – zaproponował nasz przyjaciel.
– Znacie to? Komar to jest zwierzę, kurwa jego mać…
- Jak cię nie ujebie, to nie może spać! Hej, czy widzisz komara, jak mu dupa świeci, przypierdol mu gazetąąąą, wyżej nie poleci! – zawtórowaliśmy mu. Jak moglibyśmy tego nie znać?
Jechaliśmy jeszcze kilka godzin śpiewając różne fajne piosenki, aż w końcu się ściemniło. Samochód został zaparkowany na poboczu drogi, a my położyliśmy się wygodnie w siedzeniach i zasnęliśmy. Kiedy otworzyłam rano oczy, wujka z nami nie było. Wszyscy wyszliśmy z samochodu. Zobaczyliśmy przed nim ogromnego woła, a tak konkretniej krowę. Zaniemówiliśmy.
- C…co to ma być? Krowa na środku drogi?? – usłyszałam obok siebie głos Austina. Ja jeszcze nie bardzo mogłam mówić, zbyt zaskoczona byłam. Reszta chyba też.
- No właśnie się zastanawiam… Co mam z nią zrobić? – powiedział mój wujek. – Przejechać nie mam jak.
- Zadzwonię na straż pożarną! - rzucił szybko Dez i od razu wybrał numer. Nie byliśmy pewni czy akurat oni nam pomogą, ale coś zrobić musieliśmy.
5 minut później, straż pożarna
- Przepraszamy, ale akurat w tej chwili nikt od nas nie może do państwa przyjechać, najwyżej za jakąś godzinę, albo dłużej, ponieważ jeszcze jest parę osób które czekają na pomoc jak ściągnięcie kota lub innych rzeczy, tak, na pewno, do widzenia - powiedział mężczyzna po czym odłożył słuchawkę.
- A kiedy mi pomożecie? Przecież wyraźnie powiedziałem, że od mojego komputera, gdzie mam bardzo ważne nagrania wylatują jakieś iskry! - rzucił zdenerwowany chłopak czekający w remizie od ponad godziny.
- Na prawdę nie ma pan co robić?!
- No właśnie nie!
- To niech pan weźmie kluczyki które leżą na moim biurku i pojedzie wozem strażackim pod adres który zanotowałem i leży obok kluczy! - rzucił oczywiście nie poważnie.
- Dobrze – powiedział chłopak, po czym zniknął z oczu starszego pana.
10 minut później, ekipa A&A
- No to co robimy? - zapytał po raz setny mój wujek.
Nie mieliśmy pojęcia, co robić.
Nagle usłyszeliśmy syrenę straży pożarnej.
Po chwili obok nas stanął ich wóz.
- Mieli nie przyjeżdżać, nie? - spytałam.
- Taak... - potwierdził wujek.
Z samochodu wyszedł kierowca. Byłam zaskoczona, tak, jak Trish.
- Tivolt?!
Ally
Rozsiedliśmy się wygonie w swoich fotelach.
Po 15 minutach jazdy zobaczyłam jak Dez powoli wyciąga swoją dłoń w kierunku łysiny wujka. ( zapomniałam dodać że wujek Ally nie ma włosów ;P ) On nic nie wiedząc jechał spokojnie nucąc sobie piosenkę lecącą w radiu. Pięć minut później ja, Trish i Austin nie mogliśmy wytrzymać ze śmiechu. Kiedy nasz rudowłosy przyjaciel zaczął macać gładziutką głowę Carla, on krzyknął w niebo
głosy z przerażenia i zdezorientowania.
- Co ty robisz?! – zapytał. Dez nagle wydał się zawstydzony.
- Jaa.. tego no... ja...
- Daj mu spokój, wujku – powiedziałam.
Dalej nie mówiliśmy o tym.
- Carl, jaką ty masz piękną głowę, w życiu piękniejszej nie widziałem – Dez powiedział nagle. Wszyscy spojrzeliśmy się na niego dziwnie. On tylko odwrócił głowę w kierunku okna i udawał, że nic się nie stało. Przez jakiś czas siedzieliśmy cicho. Po tej jakże długiej chwili doszły mnie śpiewy z tylnego siedzenia. Odwróciłam się tam, to był Dez.
- W więziennym szpitalu na zgniłym posłaniu nieznany młodzieniec umiera, pierś mu się porusza, w powolnym konaniu, błędnymi oczami przebiera!
Wszyscy spojrzeliśmy się na niego z przerażeniem w oczach, nawet wujek przystanął na środku skrzyżowania ze zdziwienia.
- Eee... o co chodzi? Coś się stało? - zapytał zdziwiony rudzielec.
- No ta twoja piosenka… - zaczął Austin.
- …jest dziwna – dokończyła Trish.
- To zaśpiewajmy inną – zaproponował nasz przyjaciel.
– Znacie to? Komar to jest zwierzę, kurwa jego mać…
- Jak cię nie ujebie, to nie może spać! Hej, czy widzisz komara, jak mu dupa świeci, przypierdol mu gazetąąąą, wyżej nie poleci! – zawtórowaliśmy mu. Jak moglibyśmy tego nie znać?
Jechaliśmy jeszcze kilka godzin śpiewając różne fajne piosenki, aż w końcu się ściemniło. Samochód został zaparkowany na poboczu drogi, a my położyliśmy się wygodnie w siedzeniach i zasnęliśmy. Kiedy otworzyłam rano oczy, wujka z nami nie było. Wszyscy wyszliśmy z samochodu. Zobaczyliśmy przed nim ogromnego woła, a tak konkretniej krowę. Zaniemówiliśmy.
- C…co to ma być? Krowa na środku drogi?? – usłyszałam obok siebie głos Austina. Ja jeszcze nie bardzo mogłam mówić, zbyt zaskoczona byłam. Reszta chyba też.
- No właśnie się zastanawiam… Co mam z nią zrobić? – powiedział mój wujek. – Przejechać nie mam jak.
- Zadzwonię na straż pożarną! - rzucił szybko Dez i od razu wybrał numer. Nie byliśmy pewni czy akurat oni nam pomogą, ale coś zrobić musieliśmy.
5 minut później, straż pożarna
- Przepraszamy, ale akurat w tej chwili nikt od nas nie może do państwa przyjechać, najwyżej za jakąś godzinę, albo dłużej, ponieważ jeszcze jest parę osób które czekają na pomoc jak ściągnięcie kota lub innych rzeczy, tak, na pewno, do widzenia - powiedział mężczyzna po czym odłożył słuchawkę.
- A kiedy mi pomożecie? Przecież wyraźnie powiedziałem, że od mojego komputera, gdzie mam bardzo ważne nagrania wylatują jakieś iskry! - rzucił zdenerwowany chłopak czekający w remizie od ponad godziny.
- Na prawdę nie ma pan co robić?!
- No właśnie nie!
- To niech pan weźmie kluczyki które leżą na moim biurku i pojedzie wozem strażackim pod adres który zanotowałem i leży obok kluczy! - rzucił oczywiście nie poważnie.
- Dobrze – powiedział chłopak, po czym zniknął z oczu starszego pana.
10 minut później, ekipa A&A
- No to co robimy? - zapytał po raz setny mój wujek.
Nie mieliśmy pojęcia, co robić.
Nagle usłyszeliśmy syrenę straży pożarnej.
Po chwili obok nas stanął ich wóz.
- Mieli nie przyjeżdżać, nie? - spytałam.
- Taak... - potwierdził wujek.
Z samochodu wyszedł kierowca. Byłam zaskoczona, tak, jak Trish.
- Tivolt?!
**********
Heeeyoo! Nareszcie wstawiłam ten rozdział, w sumie to w całości napisałyśmy go razem z Julką dzisiaj :3
Mam nadzieję że nie gniewacie się na nas bardzo i jeszcze czytacie tego bloga.
I tak przy okazji dzięki wam wielkie za ponad 39000 wejść ;*
Hmmm... tak się zastanawiam co by tu jeszcze dodać xD
Może tylko to że mam strasznie dużo nauki, a właściwie to masę ćwiczenia na instrumencie, a Julka ma jeszcze więcej bo musi się bardzo dużo uczyć do sprawdzianu gimnazjalnego, w każdym bądź razie, chcę żebyście wiedzieli że nie dodajemy rozdziałów nie z lenistwa, lecz z braku czasu.
Mam nadzieję że nas zrozumiecie, bo wy z pewnością nie macie lżej.
Buziaki ;***
~Refive <333
niedziela, 22 września 2013
New blog!
Sieema!
Chciałam was zaprosić na nowego bloga którego założyłam z Julką Owedyk i Tori Pa
Jeżeli chcecie to zajrzyjcie! <333
Będziemy tam zamieszczały opowiadanie o Raurze, lecz nie o Miłości xD
http://loveandhatenoway.blogspot.com/
Dobra, więcej już wam nie zawracam głowy
Papap! ;***
~Refive xD
Chciałam was zaprosić na nowego bloga którego założyłam z Julką Owedyk i Tori Pa
Jeżeli chcecie to zajrzyjcie! <333
Będziemy tam zamieszczały opowiadanie o Raurze, lecz nie o Miłości xD
http://loveandhatenoway.blogspot.com/
Dobra, więcej już wam nie zawracam głowy
Papap! ;***
~Refive xD
wtorek, 17 września 2013
Rozdział 36
- Aaaa! – krzyknęłam w
niebo głosy ze strachu.
Austin aż podskoczył.
- Ałaa, moje uszy. Możesz
tak nie krzyczeć? – zapytał.
- Ally! Jesteś tam? To ja,
wujek Carl. – odezwał się głos z korytarza. Szybko wyszłam z mojej kryjówki i
otworzyłam drzwi.
- Tak jestem. Cześć wujku.
– przywitałam się, po czym Austin zrobił to samo, kiedy już wygramolił się zza
telewizora.
- Czemu siedzieliście
zamknięci w pokoju? Napisałaś do mnie Ally że będziecie czekać na zewnątrz.
- Eee. No bo… zobaczyliśmy
zombie… - powiedziałam po cichu.
- Hahaha, zombie? Gdzie? –
wujek zadawał pytania przez śmiech.
- Ale nie śmiej się. –
powiedziałam nieco oburzona.
- Oczywiście, wierzę ci,
chodź, pokaż, gdzie widzieliście to paskudne stworzenie? – mówił nadal się
uśmiechając, i wyraźnie powstrzymując od śmiechu.
Ja zgromiłam go tylko
groźnym spojrzeniem i zaprowadziłam na dwór. Mój przyjaciel wlókł się powolnie
za mną.
Kiedy na ławce ujrzałam to
okropne zombie, krzyknęłam tylko, i schowałam się za mojego wujka.
- Hahahaha! – wybuchł jeszcze
głośniejszym śmiechem.
Trish
- Dzień dobry, pan pewnie
jest wujkiem Ally. – powiedziałam miło.
- Tak, witaj. –
odpowiedział mi mężczyzna przez śmiech.
- Można wiedzieć z czego
pan się śmieje? – zapytałam zdziwiona.
- Oni myśleli, że..haha…
że ty jesteś zombie. – powiedział a mnie zamurowało, i po chwili dołączyłam do
niego.
Razem śmialiśmy się
wniebogłosy.
Po chwili widząc że oboje
się śmiejemy, Ally podeszła do nas.
- Cześć Ally! –
powiedziałam uśmiechnięta.
- TttTrish?! – zapytała z
niedowierzaniem.
- Serio pomyliliście mnie
z zombie? – zapytałam.
Zapanowała chwila ciszy.
Ally
- Eee.. noo… tak jakby… -
powiedzieliśmy razem z Austinem zawstydzeni.
- Przepraszam was za mój
wygląd, ale miałam mały wypadek, chciałam się przebrać, ale nie chciałam się
spóźnić…
- Spokoo… - rzuciłam
zdziwiona.
- A gdzie Dez? – zmieniła temat
moja przyjaciółka.
- Nie było go tutaj… zaraz
do niego zadzwonię. – wykrzykną Austin. Zaczął wyciągać komórkę, ale po chwili
przestał i dodał: - zapomniałem że jeszcze nie wziąłem od niego numeru telefonu…
- To ja do niego
zadzwonię. – rzuciłam, po czym wyjęłam z
kieszeni komórkę i wykręciłam numer do przyjaciela.
- Nie odbiera. – dodałam po
chwili oczekiwania.
- Idzie! – krzyknęła czarnowłosa.
Po chwili wszyscy
ujrzeliśmy rudzielca.
Ale on jakby zrobił
wielkie, przestraszone oczy, zaczął się drzeć że chce do mamy i uciekał gdzie
pieprz rośnie.
- Hahaha, Trish, widzisz?
Nie tylko my cię pomyliliśmy z zombie. – powiedziałam przez śmiech.
- Dobra, to ja biegnę po
niego za nim ucieknie gdzieś i nie pojedzie z nami! – krzyknął mój przyjaciel i
po chwili już go nie było.
- To może ja już spakuję
wasze walizki? – zaproponował wujek.
- Okey – powiedziałam uśmiechnięta
i poszłam po walizki.
Z oddali usłyszałam tylko
jak Trish coś krzyczy że zapomniała walizek, i zaraz wróci.
Ja z niedowierzania
pokręciłam tylko głową i weszłam do salonu, gdzie stały moje cztery walizki, i
jedna Austina.
Najpierw zaniosłam do auta
dwie moje, później kolejne dwie, a na końcu Austina.
Kiedy usiadłam na ławce
zmęczona wkładaniem walizek, Zobaczyłam, że Trish powoli wlecze się z 3
ogromnymi walizkami, większymi od moich.
Szybo o niej podbiegłam i
pomogłam jej donieść jedną, a raczej dopchać. Nawet na kółkach wydawało się jakby
ważyła ze 100 kilo.
- Jak ty to tutaj? –
zapytałam z niedowierzaniem.
- A ja wiem? –
odpowiedziała mi po czym zaczęła wkładać walizki do bagażnika.
Oczywiście mój wujek jej
pomógł.
- Ej, a czemu ja musiałam
moje walizki sama wkładać? – powiedziałam udawając foch.
- Przecież twoje były
lżejsze;. – odpowiedział beztrosko.
- Och, niech ci będzie wujku.
Austin
- Jesteśmy! – krzyknąłem zadowolony,
że już nie muszę dźwigać tych ciężarów Deza.
On miał pięć ogromnych
walizek!
- I co? – powiedziała chytrze
Ally.
- Co co? – odpowiedziałem udając
że nie wiem o co chodzi.
- Nie udawaj, przecież
wiesz o co chodzi! Mówiłam, że tylko ty będziesz mieć jedną walizkę! –
powiedziała z uśmieszkiem.
- No dobra, niech ci
będzie, wygrałaś. A teraz pomóżcie nam wsadzić te klamoty Deza do samochodu. –
powiedziałam zmęczony.
- Ej, ja nie mam klamotów!
Tam są same potrzebne rzeczy, i praktyczne ubrania! – krzyknął obrażony
rudzielec.
- Serio? – zapytałem z
ironią.
- Tak, no na przykład
nadmuchiwana tratwa do pływania na błocie! – powiedział z siebie dumny.
Ja tylko zacząłem się
śmiać, ale już nic nie mówiłem, bo chciałem mieć pakowanie za sobą.
- Jak nie chcesz nie
musisz mi pomagać. – powiedział Dez. – Dam sobie radę sam.
- Okey, jak chcesz,
chętnie sobie popatrzę. – powiedziałem i zacząłem obserwować jak mój przyjaciel
męczy się z wkładaniem swoich walizek, a raczej klamotów.
@@@@@@@@@
Heejka!
OMG, nie wiedziałam że ten rozdział wyjdzie mi aż tak nudny!
Przepraszam was bardzo za to.
Po prostu mi się przedłużyło... znowu xD
Mam pomysł co się może stać na wsi, ale tylko jeden, nie mam pomysłów co się może stać podczas ich podróży na wieś ;P
Jak macie jakieś pomysły to błagam, napiszcie w komentarzu.
i oczywiście oceńcie rozdział <3
Paa! ;***
~Refive xD
Subskrybuj:
Posty (Atom)