piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 41

Ally

Zasiadłam na skale i popatrzyłam w niebo.
Gwiazdy migotały jasno, a księżyc dopełniał ten jakże piękny widok.
Moje myśli wciąż krążyły wokół blondyna.
Nadal moje uczucia do niego nie były sprecyzowane. Czy byłabym w stanie być z nim, wiedząc, że nie pamięta sporej ilości swej przeszłości? Że gdzieś tam kręci się ten sam człowiek, który już trzy razy niemal doprowadził do śmierci Austina?
Nie jestem pewna.
Dotknęłam swych ust, na których kilka godzin wcześniej pojawiły się na ułamek sekundy usta chłopaka.
Miałam wrażenie, jakby ktoś mnie obserwował. Usłyszałam szelest liści i odwróciłam się w tamtą stronę. Ciemny cień stał i wpatrywał się we mnie. Już miałam krzyknąć, gdy postać odezwała się.
- To ja, Austin.
- Jezus Maria! A ja tu od zmysłów odchodziłam, czy to nie jakiś gwałciciel!- powiedziałam głośno.
- No wybacz, ale to ja tu byłem pierwszy.- rzekł oschle.
- Co cię ugryzło?- zapytałam lekko urażona chłodem, jakim zaatakował mnie blondyn.
- Nic. Nie mogę być rozdrażniony?- wyrzucał z siebie słowa niczym z karabinu.
- Komuś zaczął się okres.- odparłam wesoło, jednak chłopak nawet nie drgnął na moje słowa.
Siedziałam w ciszy, a on nadal stał wśród listowia.
Poczułam się niezręcznie. Czułam na sobie spojrzenie chłopaka, ale bałam się odezwać. Coś w jego zachowaniu kazało mi nie mącić ciszy.

Austin

Ally siedziała cicho. Pragnąłem ją przytulić, przeprosić za swoje zachowanie i pocałować.
Ale nie mogłem. Nie potrafiłem. To jej decyzja, nie będę jej go niczego zmuszać.
Widziałem jednak, jak drży. Mimo, iż lato było w pełni, noce nadal pozostawały zimne. Usiadłem więc obok niej i delikatnie otuliłem ją. Nie sprzeciwiała się, wręcz przeciwnie- sama się wtulała w moje ramiona. Dziwnie się poczułem, ale postanowiłem poczekać, aż to ona coś powie. Jednak po dziesięciu minutach nadal trwała pomiędzy nami martwa cisza.
- Posłuchaj, Ally...- delikatnie obróciła głowę w moją stronę i na mnie popatrzyła.- Ja cię... przepraszam za moje zachowanie. Po prostu... Tyle się teraz dzieje, zaczynam urywkami, choć wciąż niewiele, coś przypominać i... Naprawdę coś do ciebie poczułem. I być może ty tego nie odwzajemniasz, ale to nic nie szkodzi. To tylko twój wybór. Nie mam prawa cię do niczego zmuszać.- powiedziałem to dokładnie tak, jak przez ostatnie dziesięć minut układałem w głowie.
Czekałem na reakcję brunetki. Wpatrywała się w moje oczy, lecz jej wzrok był dla mnie nieodgadniony. Jakby próbowała coś powiedzieć, ale nie była tego pewna, więc starała się skrystalizować inną i stosowną myśl.
Po chwili milczenia wyrzuciła z siebie tylko ochrypłe:
- Dziękuję.
Nie byłem pewny, co dalej. Może powinienem ją pocałować? Powiedzieć coś romantycznego? Lecz zanim cokolwiek zdążyłem zrobić, dziewczyna cmoknęła mnie w policzek i już po minucie spała.
Sam również zmrużyłem oczy i odpłynąłem.

*następny dzień, rano*

Promienie słońca otuliły moją twarz i chcąc, nie chcąc przez to obudziłem się. Ally nadal spała, ale nie w mych ramionach, lecz na kolanach. Poczułem, że moje nogi odrętwiały, toteż musiałem grzecznie czekać, aż brunetka się obudzi, gdyż sam bym sobie nie poradził. Nie było mowy o dalszym śnie, zostało mi więc tylko czekanie. Westchnąłem cicho i oparłem się o pień drzewa, które rosło za kamieniem, na którym siedzieliśmy.
Jakieś pół godziny później dziewczyna zaczęła się przeciągać i mrugać.
- Austin?- spytała niepewnie.- Co my tu...?- jej pytanie zawisło w powietrzu.
- Nie pamiętasz naszej rozmowy?- zdziwiłem się.
- Nie.- zamrugała ponownie i zrobiła minę taką, jakby coś jej stanęło przed oczyma.- Aa.. Pamiętam. Może wracajmy do reszty? Będą się martwić.
- Tak, wracajmy.- poparłem ją i powoli rozprostowałem kończyny. Odrętwienie powoli ustępowało i po chwili mogłem, chociaż nadal sztywno, chodzić. Wstałem i powłóczystym krokiem skierowaliśmy się do "obozu".

Trish

Ally nigdzie nie było. Austina również. Wszyscy jeszcze spali. Nie byłam pewna, co się dzieje z brunetką i blondynem, ale już po chwili wyłonili się z listowia.
- Gdzie wyście byli?!- krzyknęłam wściekła.
- Na spacerze. Co, nie wolno?- spytała Ally.
- Ja tu od zmysłów odchodzę, a wy na spacerku!- rzekłam z niedowierzaniem.
Ally podeszła do mnie i położyła mi obie dłonie ma ramionach.
- Kiedy znikamy, znaczy to, że jesteśmy na spacerze. Proste? Nie zostawilibyśmy was przecież! A poza tym, kto chciałby mnie porwać? A o Austinie już nie wspomnę.
Blondyn zaśmiał się, a po chwili powiedział:
- Ej! Nie jestem taki zły!- oburzony oblał mnie wodą.
- Wmawiaj to sobie nadal.- dziewczyna pokiwała głową z politowaniem i chwyciwszy drugą butelkę z wodą, oddała mu.
Ja wycofałam się, podczas gdy oni prowadzili wojnę.

Ally

Ochlapałam go wodą po raz drugi. Udawana furia, która wskoczyłam mu na twarz, kazała mi jak najszybciej uciekać. Niestety, za późno było na jakąkolwiek reakcję. Chłopak stał już praktycznie nos w nos ze mną i nie zamierzał odpuścić. Czułam jego oddech na swej szyi, ale nie zamierzałam dekoncentrować się przez piękno jego oczu. Chłopak przybliżał się do mnie, a ja tylko cierpliwie czekałam. Dzieliły nas milimetry. I wtedy postanowiłam odeprzeć atak. Wylałam mu resztę wody na głowę i ze śmiechem oddaliłam się. Na ustach Austina czaił się złowrogi, a jednak nadal dobry, uśmiech, a ja biegłam przed siebie, nie zważając na to, co może kryć się za gęstym poszyciem. Nagle, poczułam, że spadam, woda zaczęła wpływać mi do ust, uszu i nosa, zaczęłam prychać, a po chwili znalazłam się z najpiękniejszym miejscu na ziemi. Szkoda tylko, że zaczęłam się topić.

Austin

Ally długo nie wracała. Szukałem jej wszędzie. Postanowiłem pobiec dokładnie w tym samym kierunku, w którym podążyła dziewczyna. Biegłem ostrożnie. Wiedziałem, że może tu być niebezpiecznie. Zwolniłem do zwyczajnego kroku i nagle stanąłem naprzeciw najpiękniejszego wodospadu, jaki kiedykolwiek widziałem. Wszędzie było zielono, a błękit wody odbijał delikatne promienie słońca, które przedostawało się tutaj przed rozłożyste korony różnych drzew. Mimo, iż woda dość głośno odbijała się od skał na dole, było tu dość cicho i spokojnie.
Nagle w wodzie zauważyłem jakieś... Coś. Wierzgało okropnie, byłem pewien, że to jakaś kłoda, albo zwierzątko. Do czasu... Do czasu, aż zaczęło krzyczeć:
- Austin! Pomocy! Niech mi ktoś pomoże!
Głos stłumiony przez wodę był znajomy.
- Ally?!- krzyknąłem i bez zbędnego namysłu wskoczyłem do wody..
---------------------
Heejo! :3 Tu Kasiaa :D wreszcie odzyskałam siły i wenę! Yeey! ^^
Wybaczcie jednak, że taki krótki, ale pisałam go na szybko, bo dziś znów mam urwanie głowy :/
Rozdział powinien pojawić się wcześniej, ale nie miałyśmy czasu :/ Refive szalała na koncercie, a ja zajmowałam się odnową swojego bloga xD
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał i do zobaczenia już niedługo! :D
Buziaczki :*
~Kasia<3

środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 40

Ally

- Austin! Ally!
Oderwałam się od chłopaka, choć niechętnie i przez przypadek potknęłam się o korzeń wystający z trawy, po czym upadłam na nią.
- Ally?- spytała Trish, zdezorientowana, darząc mnie lekko zdziwionym spojrzeniem.
- Emm.. Co ty wyrabiasz?- przecież wiem, że wyglądało to dwuznacznie. 
Zaśmiałam się, Austin pomógł mi wstać, a Tivolt i Dez nadal taksowali nas wzrokiem.
Otrzepałam ubranie z kurzu i ziemi i powiedziałam.
- Tylko rozmawialiśmy... I nagle zrobiło mi się lekko słabo.- skrzywiłam się. Wiedziałam, że moja odpowiedź nie miała ładu i składu, ale przecież musiałam coś powiedzieć.
- Ehh...- westchnął Dez, ignorując moją idiotyczną odpowiedź.- Ja to bym zjadł sobie szaszłyki...
Wszyscy razem wybuchnęliśmy śmiechem i w radosnym nastoju wróciliśmy do "obozu". Nieświadomie blondyn wciąż trzymał moją dłoń, której nawet na chwilę nie puściłam. Złapał moje spojrzenie i obdarzył mnie wielkim i jednocześnie czułym uśmiechem. Odwzajemniłam jego gest i szliśmy w przyjemnej ciszy dalej. 
W końcu dotarliśmy na polanę, na której był już mój wujek.
Siedzieliśmy wszyscy razem, w niezgrabnym okręgu i korzystając z klimatu wokół nas, zaczęliśmy na przemian opowiadać różne historie.
-... I wtedy..- opowiadał Dez.- Okazało się, że szaszłyków już nie było!- uniósł dłonie i zaczął odprawiać jakieś ruchy, a my tylko, sceptycznie patrząc na jego poczynania, podążaliśmy za nim wzrokiem. 
- Deez!- rzekła poirytowana czarnowłosa.- To nie było straszne. Co najmniej głupie, ale nie straszne.- pokręciła głową.
- Ale...- zaczął rudowłosy.
- Żadnych ale. Teraz ja.- rzekł odważnie Austin.
- Rok temu, w wakacje, byłem u kumpla, musiałem zostać u niego na noc, bo na dworze panowała okropna burza. Siedzieliśmy na podłodze u niego w pokoju, aż nagle bardzo mocno zagrzmiało.
Na dworze zrobiło się na chwilę biało od przerażającego blasku bijącego od potężnego pioruna.
Chwilę potem w całym mieście dało się słyszeć straszliwy huk, a w okolicy było ciemno, nie było prądu. Mój kumpel był bardzo przestraszony, oczywiście ja nie, więc wyjrzałem pomału przez okno.
Przed domem w którym właśnie przebywałem, leżało ogromne drzewo, które ponoć stało w tym miejscu od wieków. Zerwało ono wszelkie linie elektryczne. Później przez miesiąc nie mogli tego naprawić. – skończył blondyn a między wszystkimi zapanowała przerażająca cisza.
- Gdyby dom znajdował się metr bliżej tego drzewa, już by było po nas… - dodał po chwili. Nagle Dez zaczął się bardzo głośno śmiać. Spojrzeliśmy wszyscy zdziwieni na niego.
- Przecież moja historia o szaszłykach była o wiele lepsza! – dodał oburzony. Po chwili na jego twarzy pojawił się sztuczny uśmiech.
- Ale w niej nie było nic strasznego. – powiedziała Trish.
- Dlaczego? – zapytał zdziwiony Dez.
- Już nie ważne... dodałam, po czym zakończyliśmy ten temat.
Chwilę po tym postanowiliśmy położyć się spać.
Ja, Carl i Dez, rozmieściliśmy się w aucie mojego wujka, a Austin, Trish i Tivolt, w samochodzie należącym do straży pożarnej.
Ja nie mogłam w nocy zasnąć. Wierciłam się i przekręcałam z boku na bok.
Nie dość, że przeszkadzało mi głośne chrapanie moich ‘współlokatorów’, to jeszcze intensywnie myślałam o moim niedoszłym pocałunku z Austinem.
Po kilkunastu kolejnych nieudanych próbach zaśnięcia, postanowiłam się przejść.
Wyszłam bardzo cicho z busu, chociaż i tak nie potrzebnie, bo z twardego snu Carla i Deza, chyba nic ich nie obudzi, oprócz burczących, domagających się jedzenia żołądków.
Powolnym krokiem ruszyłam w kierunku polany.
Było bardzo ciemno, było około trzeciej w nocy, ale nie przejmowałam się tym, tylko szłam przed siebie. Kiedy już dotarłam na upragnione miejsce, usiadłam na trawie, a plecy oparłam o chłodny pień drzewa. Zaczęłam rozmyślać.
Chłodne, orzeźwiające powietrze pobudziło mój mózg jeszcze bardziej i byłam w stanie odpowiedzieć na prawie wszystko.
No właśnie, prawie…
- Jak ja mam mu powiedzieć, że nie jestem pewna, co do nas? Co prawda, nie pocałowaliśmy się, ale prawie do tego doszło…  - zaczęłam gadać sama do siebie po cichu.

Austin

Nie byłem w stanie zasnąć, więc postanowiłem że się przejdę, mimo, iż było późno i całkiem ciemno. Poszedłem na polanę. Siedziałem oparty o gruby pień drzewa, aż nagle usłyszałem czyjeś kroki. Zastanawiałem się, kto to może być o tej porze. Wyjrzałem dyskretnie zza drzewa i zobaczyłem Ally.
Usadowiłem się tak, żeby nie było mnie widać i zacząłem nasłuchiwać.
Źle jednak postąpiłem, wybierając tę opcję, ponieważ to, co usłyszałem, nie tylko zbiło mnie z tropu, ale i również niesamowicie zdołowało…

Od tej chwili świat wokół mnie przestał istnieć, zastanawiałem się, dlaczego szatynka tak powiedziała. Próbowałem się jednak pocieszyć, wmawiając sobie, że przecież skoro nie jest pewna, to jeszcze nie wszystko stracone…

**************
Hejoo, udało nam się w końcu napisać ten rozdział :D
Bardzo zależało mi aby go skończyć jeszcze w starym roku, ale nie mogłam nic wymyślić.
W końcu jednak się udało ;D
Dziękuję Kasiu, że napisałaś ten rozdział ze mną, i tobie Juleczko też dzięki wielkie, bo końcówka była bez ciebie makabrą xD ;***
Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba, i zapraszam do komentowania, chcę wiedzieć co o nim sądzicie xP

Papap! <3

~Refive

Happy New Year! :D

Życzę wam wszystkiego najwspanialszego w nowym roku, aby wszystkie wasze marzenia się spełniły, nawet te najskrytsze, oraz zdrowia i czego tam sobie jeszcze życzycie! ;D <3




~Refive ;D

P.S. Kurde, nawet nie zauważyłam kiedy ten rok zleciał i już jestem starsza o kolejny xD

piątek, 27 grudnia 2013

Hejaa!
Co tam u Was?
Żeby nie było, że nie wchodzę na tego bloga, daję znać, że jestem żywa xD
Jeśli chodzi o rozdział... ciężka sprawa xD
Jest w drodze, chociaż coś nie idzie nam pisanie go xd
Mam nadzieję, że nie złościcie się na nas aż tak bardzo... i że wybaczycie nam te nieobecności ;)
A, i tak za pamięci, jeśli macie jakieś sugestie co chcielibyście aby się znalazło w następnych rozdziałach, lub na naszym blogu, to dajcie znać ;D
Jesteśmy otwarte na wasze propozycje jeśli tak owe macie :)

~Refive <333

sobota, 23 listopada 2013

Rozdział 39


Trish

Podczas nieobecności Ally i chłopaków, przez cały czas gadałam z Tivoltem.
W końcu przyszedł Dez i Austin. Chwilę po nich Ally niosąca stertę patyków, idealnie nadających się na ognisko. Miała niezbyt zadowoloną minę. Postanowiłam się potem spytać, o co chodzi.
- Ally, możemy na słówko?
- Jasne - odpowiedziała, jakby.. obojętnie? Nie wiem, nie znam się. Weszłyśmy do samochodu. Od razu zaczęłam:
- Co się dzieje, Ally?
- A co się może dziać?- spytała nerwowo.
- Przecież widzę, że coś jest na rzeczy! Co, jak co, ale mnie kitu nie wciśniesz.- odparłam spokojnie.
Brunetka westchnęła z rezygnacją.
- Aż tak widać?- popatrzyła na mnie zdziwionym, a jednocześnie zamglonym wzrokiem, jakby miała przed oczyma jakąś sytuacje, wydawała się nie kontaktować.
- Niestety.- rzekłam. Zobaczyłam, że dziewczyna znów jest w innym świecie.- Ally, co się z tobą dzieje?- krzyknęłam jej w twarz, aby się ocknęła. Popatrzyła na mnie zdezorientowana i zamrugała kilkakrotnie. Po chwili wreszcie zebrała się w sobie i zdołała wyrzucić:
- Austin...- zacięła się, a w oczach zabłysnęła pojedyncza łza.
- Austin co?
- Austin.. Chyba coś do mnie czuje.- wyznała.
- To wspaniale! Ale..- spojrzałam na zdruzgotaną przyjaciółkę.- Dlaczego się nie cieszysz? Wydawało mi się, że ty też..
- Może kiedyś, ale teraz? Kiedy nie potrafi się odnaleźć? On nie ma pojęcia, czego chce!- coraz więcej łez spływało po jej policzkach.
- No chodź do mnie.- wyciągnęłam ramiona, a brunetka wpadła w nie i szlochała sobie jeszcze cicho.
Zauważyłam, że Bartek idzie w naszą stronę. Nie sądzę, aby Ally była zadowolona, gdyby chłopak zobaczył ją w takim stanie, toteż zostawiłam ją samą w samochodzie i wyszłam z niego.
- Hej, Trish, mógłbym porozmawiać z Ally?- spytał z serdecznym uśmiechem.
- Najpierw ja.- wciął się mu Austin, który wyłonił się znikąd.
Przeskoczyłam wzrokiem z jednego chłopaka na drugiego.
- Żaden z was z nią teraz nie pogada, Ally.. Śpi.- powiedziałam szybko.
- Śpi?- wytrzeszczył oczy blondyn.- Jest wcześnie!
- Jest zmęczona.- odparłam.- Ma dość. Cała ta sytuacja ją wyczerpuje.
- Daj spokój, Trish.- rzekła stojąca za mną dziewczyna. Wyglądała dość.. marnie. Zapłakane i zaczerwienione oczy, zaróżowione policzki i włosy w strąkach nie wyglądały ani pociągająco, ani atrakcyjnie. Brunetka zapewne zdawała sobie z tego sprawę, ale widać było, że jej to wisi i powiewa.- Jest nieźle.- uśmiechnęła się do mnie porozumiewawczo
- Jezu, Ally, co ci się stało?- przejęty Bartek podszedł do dziewczyny, podczas gdy Austin stał, jak wyryty w kamieniu i przypatrywał się gniewnie zaistniałej sytuacji.
Spojrzałam na niego wymownie, ale nie zwrócił na to zbytniej uwagi, był zbyt pochłonięty obserwowaniem  bliskością, w jakiej byli Ally i Tivolt.

Austin

Myślałem, że wybuchnę. Zrobiło mi się niedobrze od całej tej czułości gostka. Myśli, że tak może! Zna ją przecież od kilku dni! Ja ją znam o wiele dłużej, a do mnie zwraca się wyłącznie jak do przyjaciela.
Nie mogłem już wytrzymać i bez ceregieli opuściłem to przedstawienie.
Spojrzała na mnie zza ramienia Bartka, a ja odwróciłem się i poszedłem przed siebie. Jakieś dwie-trzy minuty później usłyszałem wołanie.
- Austin! Austin, gdzie jesteś?!- Ally krzyczała ledwo słyszalnie. Stanąłem w miejscu i nasłuchiwałem.

Ally

Po tym, jak Austin odszedł poczułam ukłucie w okolicy serca. Żołądek ścisnął mi się z żalu do chłopaka. Bartek chciał mi coś powiedzieć, ale nie dałam mu dojść do słowa, bo ruszyłam w tą samą stronę, co blondyn.
Biegłam, nie do końca pewna, w którą stronę zmierzać. Gęstwina otaczała mnie ze wszystkich stron, niczym labirynt. Poczułam się osaczona. Nie wiedziałam, gdzie iść. Postanowiłam krzyknąć, by odnaleźć Austina.
- Austin! Austin, gdzie jesteś?!- wrzeszczałam z całą mocą, na jaką stać było moje płuca i gardło.
Po kilku minutach znalazłam się na jakiejś polance. Na pniu siedział zamyślony brązowooki.
- Tu jesteś.- westchnęłam i przytuliłam się do chłopaka. On, ani nie przyjął uścisku, ani go nie odparł. Po prostu siedział skamieniały.
- A ty nie z Bartusiem?- spytał z kpiną.
- Nie, szukałam cię.- odparłam, ale nie tak oschle, jak on.
- A po co?- prychnął.
- Bo mi na tobie zależy i chciałabym wiedzieć, co ci leży na sercu. Tak ci przeszkadza to, że rozmawiam z Bartkiem? Co w tym złego?- dopytywałam.
- Przeszkadza mi to. I to bardziej, niż można sobie wyobrazić.. I ja nie wiem, dlaczego tak jest. To frustrujące.- wyznał.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Stałam tak i patrzyłam na Austina jednocześnie lekko rozzłoszczona i rozczulona.

Tivolt<Bartek>

Zdziwiło mnie zachowanie Ally. To, że uciekła dość mocno mnie ubodło (od aut. ukłuło, uraziło), ale nie jestem w stanie długo się na nią złościć. Zastanawia mnie tylko to, czemu tak postąpiła? Ja chciałem jej wyznać, że.. A ona zwiała do Austinka.. Wydawało mi się, że między nimi nic nie ma..

Dallas

No, po prostu nie wierzę! Austin niemal umarł, a teraz nagle wraca do zdrowia! Z mojego planu nici!
Ally miała być zdruzgotana i bliska załamaniu, a teraz jest szczęśliwa i coś czuję, że są teraz razem... Niedobrze, trzeba coś z tym zrobić.
- Dallas! Przestań już maltretować tego manekina!- powiedziała Kira zirytowana. Malowała usta błyszczykiem, a ja akurat kończyłem trening. Byliśmy na siłowni. To znaczy, ja byłem, a ciemnowłosa niedawno przyszła po mnie.
- Muszę być jak najlepiej przygotowany na ostateczny cios dla blondynka..- rzekłem i z uporem nadal kopałem i uderzałem w moją kukłę treningową.
- To już jakaś twoja chora obsesja.- pokiwała głową w namyśle.- Powinieneś przestać. Przecież tobie nawet nie zależy na tej Ally.
- Tak, ale mam dość, że Moon wszystko mi zabiera. Z tym koniec.- podsumowałem swoje słowa ostrym uderzeniem w głowę manekina, co poskutkowało jej odpadnięciem.- Moon, to będzie twoja głowa.- mruknąłem pod nosem i zaśmiałem się. Kira spojrzała na mnie pytająco, na co ja tylko machnąłem ręką. Popatrzyła w moją stronę z politowaniem i wróciła do upiększania swojej już i tak idealnej cery.

Austin

Wymienialiśmy się długimi spojrzeniami, ale tak naprawdę było to tylko dla zabicia czasu. Byłem pewien, czego chcę, ale.. Coś nie pozwalało mi tego wyznać. Jakiś strach, jakbym już to kiedyś przeżył.
- Powiedz mi, dlaczego te wszystkie wybiegi?- spytała po długiej ciszy.
- Ale jakie?
- Słyszałam twoją rozmowę z Dezem. Ty w ogóle wiesz, czego chcesz?- zadała to pytanie tak, jakby przed chwilą grzebała mi w myślach.
- Tak.- odrzekłem twardo, wstając na równe nogi tak szybko, że aż zakręciło mi się w głowie.
- Nie wyglądasz, ani też nie zachowujesz się tak, jakbyś chciał mojego uczucia do ciebie.- wzruszyła ramionami.
Podszedłem do niej i objąłem jej drobną twarz w dłonie.

Ally

Tego się nie spodziewałam. Po cholerę tak dużo powiedziałam? Po co w ogóle się odzywałam? Staliśmy tak blisko siebie.. Dosłownie kilkanaście milimetrów.
Nasze oddechy się mieszały. Wiedziałam, co za chwilę nastąpi...
Coraz bliżej, coraz bliżej. Nasze usta już się stykały, gdy nagle...
- Austin! Ally!
-------------------
Kaśka powraca!!! xD Jak ja dawno tu nie pisałam... Na swoim blogu zrobiłam sobie tygodniową przerwę i nadal uważam, że tak jest dobrze xD pisanie mi w ogóle nie wychodzi, a ten rozdział jest okropny i do tego krótki :/ ale co mogę? Staram się jak mogę...
Opinie pozostawiam Wam :3
~Kasia<3

niedziela, 17 listopada 2013

Zapraszam xD

Hejjo :*
Chcę was tylko poinformować o nowym blogu, którego założyłam razem z JulkąXD i Tori Pa.
Nie myślcie tylko ze zwariowałyśmy!
Ten blog, będzie inny...
Taak, zdradzę wam tylko tyle... nie będzię na nim takiego opowiadania jak tutaj xD
Jak was interesuje to o czym teraz tu gramole i chcecie się dowiedzieć w jakim sensie 'inny', to proszę, zajrzyjcie ;*



http://r5-smiech-to-zdrowie.blogspot.com/

~Refive <3

sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 38


Narrator

- Tak, to ja, we własnej osobie - rzucił szatyn robiąc 'brewki', na co dziewczyny cicho zachichotały.
- Boże, Boże, człowieku, nie wierzę, że cię widzę tu i teraz przede mną! Jestem największą fanką! - powiedziała Ally, po czym podbiegła do chłopaka i przytuliła się do niego. Z tyłu stała wciąż oszołomiona Trish i ich przyjaciele, którzy wciąż nie wiedzieli, co jest grane.
- A co to właściwie jest za koleś? - powiedział Austin z miną wyrażającą zdziwienie, zniechęcenie oraz nutkę zazdrości.
- Sam bym... coś... powiedział o... s...sobie, ale... twoja kole...leżanka mnie... dusi! - wyjąkał wspomniany 'kolo'. Ally jednak nie zwróciła uwagi na jego słowa i nadal mocno go ściskała. W tym momencie Trish się ogarnęła i przybiegła do nich, by odciągnąć przyjaciółkę od chłopaka. Nie dawała jednak rady, więc poprosiła Austina oraz Carla aby jej pomogli. Oni wreszcie odciągnęli nastolatkę, która dopiero zorientowała się, co robiła i zarumieniła się. Wtedy blondyn jeszcze bardziej się zdenerwował i wreszcie przerwał tę 'scenę'. Milczeli jeszcze przez chwilę, aż w końcu blondyn postanowił przerwać tą ciszę, bo bał się, że... bał się że straci przyjaciółkę, chociaż tak naprawdę wiedział, że to niemożliwe.
- No to ktoś mi coś tu wyjaśni? – powiedział powoli, spoglądając na każdego z osobna.
- Eee, ale co dokładnie? - powiedziała Trish.
- No wszystko, kim jest ten koleś i gdzie jest Dez?
- 'Ten koleś’, to jeden z najlepszych, ba! Najlepszy youtuber w Polsce! Nagrywa tak zwane let’s play’e, ma zarąbiste teksty… Uwielbiam go! – powiedziała jednym tchem Ally.
- Ja też! - dodała Trish.
- Hah, to miło – skomentował to wyżej wspomniany chłopak.
- Ciągle nie wierzę! Jakim cudem się tu znalazłeś? Co robiłeś w wozie strażackim? - pytała Ally.
- Noo bo byłem w straży, miałem problemy z komputerem i ten tamten ziomuś powiedział, że nie może się mną zająć, potem wkurzony kazał mi przyjechać tutaj, myślę sobie: ‘Aaa, co tam, jadę!’. No i tak się tu znalazłem – opowiedział.
- Okey, skoro już wszystko mamy wyjaśnione, może rozejrzymy się za śladami waszego przyjaciela? - powiedział Carl.
- No w sumie przydałoby się… - dodał Austin.

Ally

Zaczęliśmy poszukiwania Deza od zadzwonienia do niego. Oczywiście nie odbierał. Następnie przeszliśmy do sprawdzenia naszego busu. Później sprawdziliśmy kawałek szosy, a następnie postanowiliśmy poszukać go w lesie. Nie wiedzieliśmy jednak czy lepiej pójść w jednej grupie czy się rozdzielić. Trish stwierdziła, że lepiej będzie, jak poszukają go 2 grupy. Ja oczywiście byłam z Trish i z NIM! A Austin z moim wujkiem. Co prawda mój blondwłosy przyjaciel nie był zbytnio z tego powodu zadowolony, ale nie zwracałam o dziwo na to zbytniej uwagi. Wiadomo, koło mnie był mój idol! No i jakoś nie byłam w stanie myśleć racjonalnie.
Dez
- O kurcze, gdzie jest to drzewo które mijałem na początku? Wszystkie wyglądają identycznie... – powiedziałem sam do siebie. Szedłem przed siebie nie wiedząc, którędy mogę wyjść. Z każdą chwilą coraz bardziej panikowałem. W końcu nie wytrzymałem i wydarłem się na cały las:
- Niee! Jestem zbyt piękny i zbyt wiele szaszłyków zjadłem żeby umierać! Ja chcę do mamy, i żeby mi dała takiego pysznego szaszłyka z kurczakiem...
Zaraz potem usłyszałem krzyk Austina:
- Dez? To byłeś ty?
- Austin! Tak! To ja! Albo... chyba...ja. Nie czuje się sobą odkąd się zgubiłem i uświadomiłem sobie podczas tej podróży że życie bez szaszłyków jest takie nędzne...
- Weź się drzyj głośniej, bo nie mogę cię zlokalizować! – usłyszałem ponownie.
- Co?! Nic nie słyszę! Czemu mówisz ciszej?! - odpowiedziałem na jakiś szum przypominający głos mojego przyjaciela.
- Chyba się oddalam, Dez, stój w miejscu, a ja idę w drugą stronę! – krzyknął już głośniej.
Po 10 minutach czekania w końcu z dala widać było że poruszają się dwie postacie. Od razu do nich pobiegłem, gdyż byłem szczęśliwy, że wreszcie mnie znaleźli. Dosłownie rzuciłem się Austinowi w ramiona i go przytuliłem z tego szczęścia. On, choć był zdziwiony, odwzajemnił mój gest.
- Okey, skoro cię już znaleźliśmy, może wróćmy do samochodu i w międzyczasie opowiesz nam po co tu przyszedłeś? - powiedział blondyn lekko rozbawiony.
- Jasne. Przyszedłem tutaj bo szukałem... - nie wiedziałem jak im to powiedzieć żeby się nie zaczęli śmiać.
- Szukałeś czego? - ponaglił mnie Carl.
- Noo... Toy Toya.
Oczywiście, tak jak myślałem, oboje zaczęli się śmiać.
- Przestańcie! – mimo wszystko zacząłem się śmiać razem z nimi, jakoś tak, nie wiem, czemu.
Po jakimś czasie się wreszcie uspokoiliśmy. Kiedy to nastało, Austin zaczął się rozglądać.
- Ej, a gdzie są dziewczyny i… on? – spytał.
- O nie, chyba się zgubiliśmy! - krzyknął zmarnowany wujek Ally z przerażeniem.

10 minut później, Trish

Nigdzie nie mogliśmy znaleźć Deza.
Mieliśmy nadzieję, że Austin i Carl go odnaleźli, ale tak czy siak, nigdzie ich nie było.
Co chwilę sprawdzaliśmy, czy nie mamy zasięgu, ale nic z tego.
Miałam już tego dosyć! Dlaczego to zawsze Dez musi nas wpakować w kłopoty?! Byłam zmęczona, głodna i było mi strasznie zimno. Po następnej godzinie, mniej więcej, wpadliśmy na ślad jakiejś leśnej dróżki.
- Może pójdziemy wzdłuż tej ścieżki? - odezwał się nieco ucieszony Bartuś.
- A może lepiej nie? Przecież nie wiemy dokąd ona prowadzi. - prowadziła dyskusję Ally.
- Oj, już daj spokój, przecież i tak nie mamy innego wyjścia! - dorzuciłam po czym szatynka tylko przytaknęła z niechęcią i ruszyliśmy dalej.
Przez całą trasę, która schodziła nam nawet nie wiadomo, kiedy, gadałyśmy z Tivoltem o wszystkim i niczym.
- Tak naprawdę to mam na imię Bartek. - powiedział kiedy już po raz któryś powiedziałyśmy do niego 'Tivolt'.
- Wieemy, ale Bartek to takie zwykłe imię, a Tivolt jednak coś znaczy – odpowiedziała Ally, po czym wszyscy się zaśmialiśmy.

Dez

- Patrzcie! Tam chyba jest jakaś polana! - powiedziałem uradowany, na co każdy się uśmiechnął i z większym entuzjazmem ruszyliśmy do naszego obecnego celu. Po chwili wydostaliśmy się z lasu i byliśmy w miejscu, które było tuż obok znajomej nam drogi. Postanowiliśmy jednak poczekać na drugą grupkę i odpocząć. Byliśmy naprawdę zmęczeni.
Minęło dość sporo czasu, a ich nie było widać. Byliśmy coraz bardziej zmartwieni. W końcu, pomimo, że było dopiero po południe, zasnęliśmy po kolei.

Ally

Podczas naszej drogi, dróżka się urwała, i szliśmy na oślep między krzakami. Nagle usłyszeliśmy pisk. Brzmiał on jakby z ust jakiejś małej dziewczynki. Kiedy przedostaliśmy się już przez chaszcze, ujrzeliśmy przed sobą piękną zielona polanę, śpiącego wujka Carla oraz Deza i płaczącego i piszczącego Austina.
- Austin, co ci jest? – zapytałam powoli.
- Eee... nic, nic, po prostu mam uczulenie na trawę i piszczę z bólu... - powiedział z zawstydzeniem.
- Mogę ci jakoś pomóc? – przysiadłam obok niego.
- Masz chusteczkę? - zapytał z nadzieją.
- Niestety nie.
- Czyli nie możesz mi pomóc. – powiedział bez emocji.
Później zaczęliśmy budzić Carla i Deza.
Nie było to łatwe, przyznam, ale kiedy zrzuciliśmy na nich masę trawy która zaczęła ich łaskotać, od razu się obudzili.
Wkrótce zaczęło się ściemniać. Postanowiliśmy wrócić już do samochodu.
- Austin, możemy pogadać? – zapytał Dez.
- No tak, ale po co? – zapytał zdziwiony blondyn.
- Chodź to się dowiesz. – zaczął nalegać rudzielec i gdy tylko Austin wstał zaciągnął go gdzieś. Z oddali usłyszeliśmy jeszcze tylko:
- Wy idźcie, my niedługo wrócimy!
Tak tez zrobiliśmy.
Kiedy stanęliśmy przy busie od razu przypomniało nam się po co Bartek przyjechał wozem strażackim.
Krowa nie ruszyła się nawet o centymetr. Siedziała w tym samym miejscu, w tej samej pozie i z tą samą groźną miną nie znoszącą sprzeciwu.
Postanowiliśmy że problem z bydłem na środku drogi rozwiążemy następnego dnia. My mieliśmy spać w naszym aucie, a Tivolt w swoim.
- Wujku, tak w ogóle to czemu Dez poszedł do lasu? Żebyśmy go musieli szukać? To byłby idiotyczny powód. – powiedziałam z ironią.
- Jest jeszcze bardziej idiotyczny. – rzucił Carl po czym zaczął się śmiać.
- Przestań się chichrać i mi powiedz. – powiedziałam.
- Noo, boo, on… poszedł szukać Toy Toya! – powiedział przez śmiech, pomimo, że nie było to tak śmieszne za jakie on to uważał.
Jednak każdy z nas też zaczął się śmiać.

Dez

- No i? – powiedział mój zniecierpliwiony przyjaciel.
- Co? – odpowiedziałem mu pytaniem.
- Jak to co? Po co mnie tu zaciągnąłeś?  - powiedział nieco podejrzliwie.
- Chodzi mi o Ally. – powiedziałem jakby to było coś normalnego.
- Ale co się stało? Czemu o nią? – pytał zdziwiony.
- Przecież widziałem jak patrzysz na nią i tego chłopaka.
- Niby że jak?
- Jakbyś był zazdrosny. – odpowiedziałem na luzie.
- Ja? Zazdrosny?! Chyba ci się przewidziało…
- Na pewno? Bo wiesz, pomimo że mnie trochę z wami nie było, widzę co się dzieję.
- Tak, na pewno. – powiedział bez przekonania.
- Coś ci nie wierzę. – powiedziałem z ironią.

Ally, dwie minuty wcześniej.

Postanowiliśmy rozpalić ognisko, więc poszłam po trochę gałęzi.
Kiedy przechodziłam obok jednego dużego drzewa, usłyszałam pewne głosy.
Pomyślałam, że to mogą być chłopaki.
Wiem, że to nie ładnie podsłuchiwać, ale pomyślałam, że mogę dowiedzieć się czegoś ciekawego.
- No dobra! Może trochę… bardzo! Nawet nie wiesz jak mnie ten gość wkurza! – usłyszałam głos, rozpoznałam, że należy on do Austina.
- Ally ciągle tak się do niego tuli, łazi z nim i zachowuje się jakby się w nim zakochała. – ciągnął dalej.
Miałam ochotę do niego podejść i… w sumie nie wiem co bym zrobiła.
Bo nie byłam na niego jakoś bardzo zła. To że mówił tak o Bartku bardzo mnie zdenerwowało, ale jak tak mówił że jest zazdrosny, było takie słodkie…
- Stary, nie wiem co mam ci doradzić… zacząłem tą rozmowę tylko po to żeby ci to uświadomić, lub abyś raczej to ty mi się do tego przyznał, ale tak naprawdę to nie wiem co powinieneś zrobić. Może na razie wróćmy już do reszty, a do tej rozmowy wrócimy jeszcze kiedyś. – powiedział Dez.

- Woow, jakie mądre słowa Dez – odezwał się Austin, na co zachciało mi się śmiać. Później usłyszałam, że zaczynają iść w moim kierunku, więc ja też po cichu zaczęłam się wycofywać i poszłam szukać więcej badyli.

************************
Jeej, na reszcie skończyłam! :D
A więc tak, kiedy ten rozdział miał ponad 1000 słów, pisałam z Julką na zmianę, a końcówkę napisałam sama, ponieważ ona musiała już iść.
Ogólnie za to, że tak długo nas nie było, postanowiłam napisać dłuższy rozdział, i nie chciałam przerywać w nieodpowiednim momencie, dlatego ten oto rozdział jest najdłuższym w historii tego bloga xD Ma 1640 słów, mam nadzieję, że nie jest to dla was za mało ;)
W sumie to właśnie Julka miała wstawić ten rozdział, ale nie mogła, a nie chciałyśmy abyście musieli dłużej czekać. Mam nadzieję, że się wam ten rozdział chociaż troszkę podoba, i bardzo przepraszam że musieliście tak długo czekać!   
Wiem, wiem, pewnie myślicie sobie że tak samo piszę za każdym razem podczas naszej dłuższej nieobecności, ale tym razem jeśli chodzi o mnie, na prawdę nie dałam wcześniej rady, nie było ze mną dobrze, ale już jest dużo lepiej, więc mam nadzieję że mi chociaż trochę wybaczycie :*
Liczę na wasze opinie pod rozdziałem oraz że nie przestaliście czytać tego bloga! <33

Paa! ;********


~Refive xD