sobota, 1 marca 2014

Taka tam notka... :P

Heej ;3
Zapraszam Was na mojego i Tori Pa nowego bloga... taki tam bezsensu... inny nieco :P
O R5 ale nie o Raurze ani nic.
KLIK
No i to tyle.
A, i jeśli chodzi o rozdział, to zaczęłam, ale coś mi nie idzie... a po za tym nie wiem czy mam dalej pisać, czy nie, bo coś bardzo mało osób czyta te nasze rozdziały, a o komentarzach to już nie wspomnę...
5 osób na krzyż wyraża swoją opinię, za co im bardzo dziękuję ;* Ale to trochę mało... kiedyś było zdecydowanie więcej.
Ale napiszcie mi... czy ma sens, abyśmy prowadziły tego bloga, skoro nikt go nie czyta i jest bezsensu?

Do napisania,
~Refive ;***

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 42

- Ally!- wrzasnąłem znów. Woda była wszędzie. Moje zmysły powoli zaczęły zanikać. Wziąłem głęboki wdech i podpłynąłem do dziewczyny, która nadal się miotała. Chwyciłem ją w odjęcia i wyciągnąłem na powierzchnię. Chwilę później leżeliśmy na zielonym od trawy brzegu. Brunetka zakrztusiła się wodą, a potem pozbyła się jej z organizmu.
- Dzięki, Austin.- powiedziała, łapiąc gwałtownie powietrze.
- Spokojnie.- uspokoiłem ją i mocno przytuliłem.- Tak się martwiłem!
- Nie masz czym.- rzekła cicho. Nagle usłyszeliśmy wrzaski.
- Krowa zwiała!- to był Dez.- Nie ma jej już na ulicy! Zwijamy się z tej dziczy! Austin! Ally! Gdzie jesteście?!
- Tutaj!- próbowałem krzyknąć, lecz wiedziałem, że wodospad skutecznie mnie zagłuszy. Wstałem i pomogłem podnieść się również Ally. Powolnym krokiem do "obozu".

Trish

Kiedy Austin i Ally zniknęli mi przedtem z oczu, nie byłam pewna, gdzie są, ani CO ROBIĄ. Jednak, gdy zobaczyłam ich idących pod ramię, mokrych i drżących, a do tego to rozcięcie na policzku Ally, nie byłam pewna, co myśleć. Co między nimi zaszło? Zachowują się dziwnie. Bartek spojrzał w stronę brunetki i rozdziawił twarz.
- O żesz… Jasna cholera! Co ci się stało?- podszedł szybko do dziewczyny i dotknął jej policzek, z którego płynęła cienka strużka krwi.
- Trzeba to opatrzyć!- nie czekając na odpowiedź, pobiegł do wozu strażackiego i już po chwili wrócił, dzierżąc w dłoni apteczkę. Otworzył ją, sprawnie wyciągnął wodę utlenioną i plaster. Szybkimi ruchami przejeżdżał po skórze dziewczyny, a na końcu do policzka Ally przykleił cielistą powłoczkę.
- Wow, dzięki.- uśmiechnęła się szeroko i ucałowała chłopaka. Austin miał zaciętą minę, zwinął dłonie w pięści i odszedł od reszty.
- Nie ma za co – odpowiedział szeroko uśmiechnięty Bartek.
- Ej, skoro nie ma już tej krowy, too… - zaczęłam ich naprowadzać na myśl o dalszej podróży.
- Możemy na reszcie jechać na wieś! – Dez zaczął cieszyć się jak dziecko na myśl o cukierku.
- A ja chyba będę musiał wracać oddać wóz strażacki, wrócić do domu i poczekać aż w końcu mi pomogą z tymi iskrami w komputerze…
- Szkoda że nie możesz zostać z nami… - powiedziała smutno moja przyjaciółka. Wszyscy bardzo polubiliśmy tego chłopaka. Noo… może z wyjątkiem Austina.
- Niestety muszę, obowiązki wzywają… o mamo, właśnie sobie przypomniałem ze od kilku dni nic nie dodawałem na moim kanale! – wykrzyknął wyraźnie zmartwiony Tivolt.
- Spokojnie, na pewno jeszcze zdążysz to nadrobić. – zaczęłam go uspokajać. – Kiedy wracasz?
- Dzisiaj, powinienem nawet to zrobić teraz… No więc, nadszedł czas pożegnania…
- Będzie nam ciebie brakowało, stary! – rzucił się w objęcia chłopaka Dez.
- Mi was też. – odpowiedział smutnym głosem.
- Żegnaj, mam nadzieję że jeszcze kiedyś się spotkamy! – dorzuciła Ally.
- Właśnie, daj mi swój numer telefonu! Jak wrócimy do domu to się zdzwonimy! – powiedziałam całkiem zadowolona ze swojego nowego pomysłu.

Dez

- Okey. – powiedział całkiem zadowolony Bartek. W czasie gdy zaczął wystukiwać w komórce Trish swój numer, ja poszedłem poszukać Austina. Znalazłem go w busie, rozmawiającym z Carlem o trasie jaka nam została.
- Em.. Austin? Bartek wraca za chwilę do domu, może chciałbyś się z nim pożegnać? – zapytałem niepewnie, ponieważ wiedziałem, że mój przyjaciel niezbyt przepada za naszym nowym znajomym.
- Jeśli ostatni raz go widzimy to czemu nie? – powiedział blondyn z uśmiechem na twarzy.
- No nie wiem czy ostatni… Trish wzięła od niego numer.
- Ale ważne że się długo nie spotkamy, przecież jest z Polski, co nie? – nie zmieniał swojego radosnego tonu głosu.
- No w sumie racja… ale może kiedyś tam pojedziemy.
- Ale kiedyś to może już go tam nie być. Ruszajmy!
I tak poszliśmy do reszty. Carl też z nami poszedł, aby się pożegnać.
Gdy było już po wszystkim i Bartek już pojechał, zaczęliśmy chodzić wokół busu i sprawdzać czy nic nie zostawiliśmy. Kiedy już mieliśmy wchodzić do środka i ruszać w podróż, przypomniało nam się, że Ally jest cała mokra i zmarznięta.
- Tak właściwie to nadal nam nie powiedzieliście co się tam stało… - zaczęła Trish.
- Właściwie to nic takiego… tylko wpadłam do wodospadu… i Austin mnie uratował.
- Tylko?! – krzyknąłem razem z Trish.
- Jak to się stało? Nic ci nie jest? – zacząłem martwic się o przyjaciółkę.
- Spokojnie, jak widzicie jestem cała i zdrowa…
- I z rozcięciem na twarzy. – dodała Trish.
- To to przecież nic. No a jak tam wpadłam? Sama nie wiem… szłam i szłam aż w końcu zaczęłam się topić…
- Nadal nie rozumiem jak, ale spoko… - powiedziała czarnowłosa.
- Ej… Austin, ty też przecież jesteś mokry! Jak macie zamiar się wysuszyć?
- Nie wiem… - powiedział zamyślony.
- Może rozpalimy ognisko? – podał propozycję Carl.
- Niee, nie chce mi się chodzić po chrust. – odparł Austin. – Ale pamięta pan jak pan wspominał o tym miasteczku na mapie? Może tam byśmy się jakoś wysuszyli?
- No dobrze, ale macie mieć na sobie koce! Nie chcę mieć mokrego samochodu! – powiedział z udawaną surowością wujek Ally.
- Dobrze wujku – powiedziała z uśmiechem rozbawiona Ally.

***
Eloo, mam nadzieję że nie za długo zwlekałam z tym rozdziałem ;)
Przed chwilą go napisałam. Kasia napisała początek, za co bardzo jej dziękuję ;*
Nareszcie będą powoli zbliżali się do wioski, więc przynajmniej nie będą stali w miejscu xD 
Mam nadzieję że rozdział nie jest aż tak zły jak mi się wydaje (oczywiście bez fragmentu Kasi, która ma o wiele bogatsze słownictwo ode mnie ;c)
I proszę o komentarze, których jest niestety coraz mniej... wiem, że to nasza wina, bo bardzo rzadko dodajemy, ale nic nie możemy poradzić na to, że wena tak często nas opuszcza ;/

Mam nadzieję że się na nas nie gniewacie i życzę miłego wieczorka! ;***

~Refive

sobota, 15 lutego 2014

Nie wiem co mam pisać... xD

No dobra, no too... tego posta dedykuję Niepozornej Romantyczce i Vicki (P.S. Dziękuję że zawsze komentujecie! ;*)

Chciałyście żebym napisała Wam recenzję z koncertu... tak na prawdę to nie wiem co mam pisać xD
Może zacznę od początku...

Z Częstochowy, czyli tam gdzie mieszkam, wyjechałam po 12. Do Warszawy dotarłam jakoś za dwadzieścia 15. Gdy wychodziłam z samochodu widać było tłum piszczących co chwilę fanek stojących przy schodach. Kiedy szłam w tamtą stronę, w budynku obok Proximy (Akademik) otworzyła okno jakaś studentka z megafonem w ręce i powiedziała: Nie drzyjcie się tak! Justin Bieber zaraz przyjedzie!
Szczerze mówiąc, to nie mam pojęcia skąd miała ten megafon. (sama chciałabym taki mieć xD) I w sumie to nie zazdroszczę tym studentom miejsca zamieszkania, bo tam co kilka dni są jakieś koncerty i masa piszczących fanek xD No ale powracając do tematu, to jak już byłam prawie przy klubie, to w szklanych drzwiach pokazał się Riker, Rydel i Ross. (Każdy osobno, ale nie pamiętam w jakiej kolejności xP)
No i oczywiście znów fala pisków. Stałam tam z pół godziny, było strasznie zimno i buty mi już przemokły.
W między czasie poznałam tam Anię, którą przy okazji serdecznie pozdrawiam, ale wątpię żeby czytała tego bloga xD ;*** Później poszłam do samochodu, bo nie chciało mi się tam stać w tym mrozie.
Zapomniałam wspomnieć że byłam na tym koncercie z rodzicami. (Samej by mnie nie puścili xD)
Siedziałam w tym aucie do 16. Później wróciłam na swoje miejsce, ponieważ zbliżała się godzina wpuszczenia Vip'ów. Oczywiście do ani nie mogłam się już dostać, po nie dałoby się przedrzeć przez ten wielki tłum fanek, których dużo przybyło, a ona pewnie pomyślała, że ją zostawiłam...
Później nagle wszyscy pobiegli ustawiać się do kolejki z boku budynku.
Oczywiście ja nie ogar, nie rozumiałam o co chodzi, a jak już się zorientowałam, to nie mogłam nigdzie znaleźć potwierdzenia zakupu biletów. Przeszukałam cały samochód - NIE MA, całą reklamówkę z prezentami dla R5 - NIE MA, nawet całą zaśnieżoną ziemię wkoło samochodu... tez nie było... Ale jak dałam mojemu tacie tą reklamówkę, to oczywiście go znalazł -_- coś mi się zdaje że ważne przedmioty mnie nie lubią :c
Później nareszcie z potwierdzeniem stanęłam w kolejce. Kiedy była moja kolej pokazałam legitymację, potwierdzenie kupna biletów i Mark mnie skreślił na liście, a facet stojący obok dał mi pomarańczową opaskę na rękę, która umożliwiała wstęp aby zrobić sobie zdjęcie z R5.
Nie chce mi się już pisać... xD
No dobra, dalej...
Później jak już byłam przy tych schodach, to zaczęli wpuszczać po kilka osób do środka.
Nagle wszyscy się zaczęli pchać, każdy każdego wszędzie dotykał i nie dało się oddychać.
Staliśmy tam ściśnięci przez 20 minut, bardzo wolno się poruszaliśmy. Kiedy już udało mi się dotrzeć do drzwi, szybko je otworzyłam i weszłam do środka z rodzicami. Pokazałam pomarańczową opaskę i poszłam dalej. Mój tata stanął w kolejce do zdjęcia z R5, a ja z moją mamą poszliśmy oddać kurtki do szatni, która oczywiście nie była za darmo. Później ja stanęłam w kolejce. Gdy już byłam w pokoju, gdzie byli ONI czułam się niesamowicie :D Miałam dla nich prezenty, ale nie można było im dawać, trzeba było kłaść je na stoliczek przy którym siedziała Stormie i dziękowała. Następnie Mark odcinał opaski z ręki, po drodze się brało worek z prezentami dla Vip'ów no i później stanęłam na przeciwko R5. Powiedziałam im 'Hi' na co Rydel odpowiedziała. Zdjęcia trwało nie więcej niż 3 sekundy. Tylko 3 sekundy stałam pomiędzy obejmującą mnie Rydel i dotykającym ramieniem Rossem. Później trzeba było wyjść. Była tam taka babka co wszystkich poganiała. Kiedy już wyszłam z tego pomieszczenia, zobaczyłam stoisko z różnymi pierdółkami z R5. Kupiłam sobie naszyjnik i bransoletkę, a następnie skierowałam się w stronę sceny.
Sporo osób z vip'ami już stało pod sceną i zajmowało również 2 i 3 rząd.
Stanęłam więc z boku, jak najbliżej sceny. Niestety znajdowała się tam furtka, i musiałam się co chwilę odsuwać bo ktoś ciągle wchodził i wychodził 'za kulisy'. Kiedy zobaczyliśmy R5, stali na podwyższeniu po drugiej stronie sali. Po chwili na ekranie znajdującym się z boku sceny zaczął lecieć filmik niespodzianka dla R5 od R5PolishFamily.
Wszyscy nagle podeszli do nich bliżej i zaczęli nagrywać ich reakcje.
widać było, że oglądając ten filmik trochę się wzruszyli. Później wszyscy wrócili na swoje miejsca.
R5 przechodziło do sceny. Od nich dzielili mnie tylko ochroniarze , bo stałam przecież obok tej furtki -_-
Później było spotkanie z zespołem. Fani zadawali różne pytania. Niektóre były bardzo śmieszne xD
Następnie zagrali jedną piosenkę, a w między czasie zaczęli wchodzić wszyscy bez vipa i zaczęli się wpychać. Później zespół zszedł ze sceny i była godzinna przerwa. Trzeba było stać na swoich miejscach żeby nikt nie zajął ci miejsca. Gdy godzina już minęła, na scenę wszedł Ryland i zaczął dawać różne bity do różnych nowych hitów. Trwało to może z dwadzieścia minut. Gdy już zszedł ze sceny czekaliśmy chyba z 10 minut o ile dobrze pamiętam, a później nareszcie doczekaliśmy się naszych gwiazd.
Koncert się zaczął. Było strasznie ciasno i duszno, wszyscy skakali i prawie nie było nic widać, ale najważniejsze było to, że oni byli obok i oddychali tym samym powietrzem co my.
Było cudownie :D Zaśpiewali masę piosenek, fani śpiewali razem z nimi. Widać było, że R5 są bardzo szczęśliwi występując na scenie przed swoją rodziną. wszystko bardzo szybko zleciało. Na finał zaśpiewali bardzo efektowne Loud i zeszli ze sceny. Później organizatorzy ogłosili, że zespół zgodził się rozdawać autografy. Nie zdążyli dokończyć wszystkiego co chcieli powiedzieć, a już wszyscy zaczęliśmy biec w stronę gdzie miało być R5.

Dobra, to prawie koniec, a teraz znów lecę ale na obiad xD

I takie pytanko, skoro nic o nas nie pamiętacie, to może mamy zrobić jeszcze raz osobny post z jakimiś faktami o nas, czy coś?? Jeśli tak, to napiszcie w komach, no i jakieś pytanka, czy coś, jeśli was ciekawi nasze życie xD


~Refive

sobota, 8 lutego 2014

:3

Hejo!
Dziś, a raczej teraz, jeszcze bez rozdziału, bo mam coś do ogłoszenia xD
Nasza kochana Refive dziś ma urodzinki! ^_^
Z tej okazji chciałabym Ci życzyć wszystkiego, co najlepsze! :D dotrwania w głupawce do wakacji, szalonych rozmów, maasy weny, sił i wytrwałości do pisania ze mną i ogromniastego uśmiechu codziennie od samego rana! :3 prezent od R5 to tylko początek dzisiejszego dnia :D życzę Ci też spełnienia kolejnych marzeń, bo wierzę, że na pewno je masz, i pojechania na kolejny koncert R5, ale tym razem ze mną! :D
Kocham Cię ja,
Oraz wszyscy nasi czytelnicy pewnie też :*
<3
~Kasia<3

piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 41

Ally

Zasiadłam na skale i popatrzyłam w niebo.
Gwiazdy migotały jasno, a księżyc dopełniał ten jakże piękny widok.
Moje myśli wciąż krążyły wokół blondyna.
Nadal moje uczucia do niego nie były sprecyzowane. Czy byłabym w stanie być z nim, wiedząc, że nie pamięta sporej ilości swej przeszłości? Że gdzieś tam kręci się ten sam człowiek, który już trzy razy niemal doprowadził do śmierci Austina?
Nie jestem pewna.
Dotknęłam swych ust, na których kilka godzin wcześniej pojawiły się na ułamek sekundy usta chłopaka.
Miałam wrażenie, jakby ktoś mnie obserwował. Usłyszałam szelest liści i odwróciłam się w tamtą stronę. Ciemny cień stał i wpatrywał się we mnie. Już miałam krzyknąć, gdy postać odezwała się.
- To ja, Austin.
- Jezus Maria! A ja tu od zmysłów odchodziłam, czy to nie jakiś gwałciciel!- powiedziałam głośno.
- No wybacz, ale to ja tu byłem pierwszy.- rzekł oschle.
- Co cię ugryzło?- zapytałam lekko urażona chłodem, jakim zaatakował mnie blondyn.
- Nic. Nie mogę być rozdrażniony?- wyrzucał z siebie słowa niczym z karabinu.
- Komuś zaczął się okres.- odparłam wesoło, jednak chłopak nawet nie drgnął na moje słowa.
Siedziałam w ciszy, a on nadal stał wśród listowia.
Poczułam się niezręcznie. Czułam na sobie spojrzenie chłopaka, ale bałam się odezwać. Coś w jego zachowaniu kazało mi nie mącić ciszy.

Austin

Ally siedziała cicho. Pragnąłem ją przytulić, przeprosić za swoje zachowanie i pocałować.
Ale nie mogłem. Nie potrafiłem. To jej decyzja, nie będę jej go niczego zmuszać.
Widziałem jednak, jak drży. Mimo, iż lato było w pełni, noce nadal pozostawały zimne. Usiadłem więc obok niej i delikatnie otuliłem ją. Nie sprzeciwiała się, wręcz przeciwnie- sama się wtulała w moje ramiona. Dziwnie się poczułem, ale postanowiłem poczekać, aż to ona coś powie. Jednak po dziesięciu minutach nadal trwała pomiędzy nami martwa cisza.
- Posłuchaj, Ally...- delikatnie obróciła głowę w moją stronę i na mnie popatrzyła.- Ja cię... przepraszam za moje zachowanie. Po prostu... Tyle się teraz dzieje, zaczynam urywkami, choć wciąż niewiele, coś przypominać i... Naprawdę coś do ciebie poczułem. I być może ty tego nie odwzajemniasz, ale to nic nie szkodzi. To tylko twój wybór. Nie mam prawa cię do niczego zmuszać.- powiedziałem to dokładnie tak, jak przez ostatnie dziesięć minut układałem w głowie.
Czekałem na reakcję brunetki. Wpatrywała się w moje oczy, lecz jej wzrok był dla mnie nieodgadniony. Jakby próbowała coś powiedzieć, ale nie była tego pewna, więc starała się skrystalizować inną i stosowną myśl.
Po chwili milczenia wyrzuciła z siebie tylko ochrypłe:
- Dziękuję.
Nie byłem pewny, co dalej. Może powinienem ją pocałować? Powiedzieć coś romantycznego? Lecz zanim cokolwiek zdążyłem zrobić, dziewczyna cmoknęła mnie w policzek i już po minucie spała.
Sam również zmrużyłem oczy i odpłynąłem.

*następny dzień, rano*

Promienie słońca otuliły moją twarz i chcąc, nie chcąc przez to obudziłem się. Ally nadal spała, ale nie w mych ramionach, lecz na kolanach. Poczułem, że moje nogi odrętwiały, toteż musiałem grzecznie czekać, aż brunetka się obudzi, gdyż sam bym sobie nie poradził. Nie było mowy o dalszym śnie, zostało mi więc tylko czekanie. Westchnąłem cicho i oparłem się o pień drzewa, które rosło za kamieniem, na którym siedzieliśmy.
Jakieś pół godziny później dziewczyna zaczęła się przeciągać i mrugać.
- Austin?- spytała niepewnie.- Co my tu...?- jej pytanie zawisło w powietrzu.
- Nie pamiętasz naszej rozmowy?- zdziwiłem się.
- Nie.- zamrugała ponownie i zrobiła minę taką, jakby coś jej stanęło przed oczyma.- Aa.. Pamiętam. Może wracajmy do reszty? Będą się martwić.
- Tak, wracajmy.- poparłem ją i powoli rozprostowałem kończyny. Odrętwienie powoli ustępowało i po chwili mogłem, chociaż nadal sztywno, chodzić. Wstałem i powłóczystym krokiem skierowaliśmy się do "obozu".

Trish

Ally nigdzie nie było. Austina również. Wszyscy jeszcze spali. Nie byłam pewna, co się dzieje z brunetką i blondynem, ale już po chwili wyłonili się z listowia.
- Gdzie wyście byli?!- krzyknęłam wściekła.
- Na spacerze. Co, nie wolno?- spytała Ally.
- Ja tu od zmysłów odchodzę, a wy na spacerku!- rzekłam z niedowierzaniem.
Ally podeszła do mnie i położyła mi obie dłonie ma ramionach.
- Kiedy znikamy, znaczy to, że jesteśmy na spacerze. Proste? Nie zostawilibyśmy was przecież! A poza tym, kto chciałby mnie porwać? A o Austinie już nie wspomnę.
Blondyn zaśmiał się, a po chwili powiedział:
- Ej! Nie jestem taki zły!- oburzony oblał mnie wodą.
- Wmawiaj to sobie nadal.- dziewczyna pokiwała głową z politowaniem i chwyciwszy drugą butelkę z wodą, oddała mu.
Ja wycofałam się, podczas gdy oni prowadzili wojnę.

Ally

Ochlapałam go wodą po raz drugi. Udawana furia, która wskoczyłam mu na twarz, kazała mi jak najszybciej uciekać. Niestety, za późno było na jakąkolwiek reakcję. Chłopak stał już praktycznie nos w nos ze mną i nie zamierzał odpuścić. Czułam jego oddech na swej szyi, ale nie zamierzałam dekoncentrować się przez piękno jego oczu. Chłopak przybliżał się do mnie, a ja tylko cierpliwie czekałam. Dzieliły nas milimetry. I wtedy postanowiłam odeprzeć atak. Wylałam mu resztę wody na głowę i ze śmiechem oddaliłam się. Na ustach Austina czaił się złowrogi, a jednak nadal dobry, uśmiech, a ja biegłam przed siebie, nie zważając na to, co może kryć się za gęstym poszyciem. Nagle, poczułam, że spadam, woda zaczęła wpływać mi do ust, uszu i nosa, zaczęłam prychać, a po chwili znalazłam się z najpiękniejszym miejscu na ziemi. Szkoda tylko, że zaczęłam się topić.

Austin

Ally długo nie wracała. Szukałem jej wszędzie. Postanowiłem pobiec dokładnie w tym samym kierunku, w którym podążyła dziewczyna. Biegłem ostrożnie. Wiedziałem, że może tu być niebezpiecznie. Zwolniłem do zwyczajnego kroku i nagle stanąłem naprzeciw najpiękniejszego wodospadu, jaki kiedykolwiek widziałem. Wszędzie było zielono, a błękit wody odbijał delikatne promienie słońca, które przedostawało się tutaj przed rozłożyste korony różnych drzew. Mimo, iż woda dość głośno odbijała się od skał na dole, było tu dość cicho i spokojnie.
Nagle w wodzie zauważyłem jakieś... Coś. Wierzgało okropnie, byłem pewien, że to jakaś kłoda, albo zwierzątko. Do czasu... Do czasu, aż zaczęło krzyczeć:
- Austin! Pomocy! Niech mi ktoś pomoże!
Głos stłumiony przez wodę był znajomy.
- Ally?!- krzyknąłem i bez zbędnego namysłu wskoczyłem do wody..
---------------------
Heejo! :3 Tu Kasiaa :D wreszcie odzyskałam siły i wenę! Yeey! ^^
Wybaczcie jednak, że taki krótki, ale pisałam go na szybko, bo dziś znów mam urwanie głowy :/
Rozdział powinien pojawić się wcześniej, ale nie miałyśmy czasu :/ Refive szalała na koncercie, a ja zajmowałam się odnową swojego bloga xD
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał i do zobaczenia już niedługo! :D
Buziaczki :*
~Kasia<3

środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 40

Ally

- Austin! Ally!
Oderwałam się od chłopaka, choć niechętnie i przez przypadek potknęłam się o korzeń wystający z trawy, po czym upadłam na nią.
- Ally?- spytała Trish, zdezorientowana, darząc mnie lekko zdziwionym spojrzeniem.
- Emm.. Co ty wyrabiasz?- przecież wiem, że wyglądało to dwuznacznie. 
Zaśmiałam się, Austin pomógł mi wstać, a Tivolt i Dez nadal taksowali nas wzrokiem.
Otrzepałam ubranie z kurzu i ziemi i powiedziałam.
- Tylko rozmawialiśmy... I nagle zrobiło mi się lekko słabo.- skrzywiłam się. Wiedziałam, że moja odpowiedź nie miała ładu i składu, ale przecież musiałam coś powiedzieć.
- Ehh...- westchnął Dez, ignorując moją idiotyczną odpowiedź.- Ja to bym zjadł sobie szaszłyki...
Wszyscy razem wybuchnęliśmy śmiechem i w radosnym nastoju wróciliśmy do "obozu". Nieświadomie blondyn wciąż trzymał moją dłoń, której nawet na chwilę nie puściłam. Złapał moje spojrzenie i obdarzył mnie wielkim i jednocześnie czułym uśmiechem. Odwzajemniłam jego gest i szliśmy w przyjemnej ciszy dalej. 
W końcu dotarliśmy na polanę, na której był już mój wujek.
Siedzieliśmy wszyscy razem, w niezgrabnym okręgu i korzystając z klimatu wokół nas, zaczęliśmy na przemian opowiadać różne historie.
-... I wtedy..- opowiadał Dez.- Okazało się, że szaszłyków już nie było!- uniósł dłonie i zaczął odprawiać jakieś ruchy, a my tylko, sceptycznie patrząc na jego poczynania, podążaliśmy za nim wzrokiem. 
- Deez!- rzekła poirytowana czarnowłosa.- To nie było straszne. Co najmniej głupie, ale nie straszne.- pokręciła głową.
- Ale...- zaczął rudowłosy.
- Żadnych ale. Teraz ja.- rzekł odważnie Austin.
- Rok temu, w wakacje, byłem u kumpla, musiałem zostać u niego na noc, bo na dworze panowała okropna burza. Siedzieliśmy na podłodze u niego w pokoju, aż nagle bardzo mocno zagrzmiało.
Na dworze zrobiło się na chwilę biało od przerażającego blasku bijącego od potężnego pioruna.
Chwilę potem w całym mieście dało się słyszeć straszliwy huk, a w okolicy było ciemno, nie było prądu. Mój kumpel był bardzo przestraszony, oczywiście ja nie, więc wyjrzałem pomału przez okno.
Przed domem w którym właśnie przebywałem, leżało ogromne drzewo, które ponoć stało w tym miejscu od wieków. Zerwało ono wszelkie linie elektryczne. Później przez miesiąc nie mogli tego naprawić. – skończył blondyn a między wszystkimi zapanowała przerażająca cisza.
- Gdyby dom znajdował się metr bliżej tego drzewa, już by było po nas… - dodał po chwili. Nagle Dez zaczął się bardzo głośno śmiać. Spojrzeliśmy wszyscy zdziwieni na niego.
- Przecież moja historia o szaszłykach była o wiele lepsza! – dodał oburzony. Po chwili na jego twarzy pojawił się sztuczny uśmiech.
- Ale w niej nie było nic strasznego. – powiedziała Trish.
- Dlaczego? – zapytał zdziwiony Dez.
- Już nie ważne... dodałam, po czym zakończyliśmy ten temat.
Chwilę po tym postanowiliśmy położyć się spać.
Ja, Carl i Dez, rozmieściliśmy się w aucie mojego wujka, a Austin, Trish i Tivolt, w samochodzie należącym do straży pożarnej.
Ja nie mogłam w nocy zasnąć. Wierciłam się i przekręcałam z boku na bok.
Nie dość, że przeszkadzało mi głośne chrapanie moich ‘współlokatorów’, to jeszcze intensywnie myślałam o moim niedoszłym pocałunku z Austinem.
Po kilkunastu kolejnych nieudanych próbach zaśnięcia, postanowiłam się przejść.
Wyszłam bardzo cicho z busu, chociaż i tak nie potrzebnie, bo z twardego snu Carla i Deza, chyba nic ich nie obudzi, oprócz burczących, domagających się jedzenia żołądków.
Powolnym krokiem ruszyłam w kierunku polany.
Było bardzo ciemno, było około trzeciej w nocy, ale nie przejmowałam się tym, tylko szłam przed siebie. Kiedy już dotarłam na upragnione miejsce, usiadłam na trawie, a plecy oparłam o chłodny pień drzewa. Zaczęłam rozmyślać.
Chłodne, orzeźwiające powietrze pobudziło mój mózg jeszcze bardziej i byłam w stanie odpowiedzieć na prawie wszystko.
No właśnie, prawie…
- Jak ja mam mu powiedzieć, że nie jestem pewna, co do nas? Co prawda, nie pocałowaliśmy się, ale prawie do tego doszło…  - zaczęłam gadać sama do siebie po cichu.

Austin

Nie byłem w stanie zasnąć, więc postanowiłem że się przejdę, mimo, iż było późno i całkiem ciemno. Poszedłem na polanę. Siedziałem oparty o gruby pień drzewa, aż nagle usłyszałem czyjeś kroki. Zastanawiałem się, kto to może być o tej porze. Wyjrzałem dyskretnie zza drzewa i zobaczyłem Ally.
Usadowiłem się tak, żeby nie było mnie widać i zacząłem nasłuchiwać.
Źle jednak postąpiłem, wybierając tę opcję, ponieważ to, co usłyszałem, nie tylko zbiło mnie z tropu, ale i również niesamowicie zdołowało…

Od tej chwili świat wokół mnie przestał istnieć, zastanawiałem się, dlaczego szatynka tak powiedziała. Próbowałem się jednak pocieszyć, wmawiając sobie, że przecież skoro nie jest pewna, to jeszcze nie wszystko stracone…

**************
Hejoo, udało nam się w końcu napisać ten rozdział :D
Bardzo zależało mi aby go skończyć jeszcze w starym roku, ale nie mogłam nic wymyślić.
W końcu jednak się udało ;D
Dziękuję Kasiu, że napisałaś ten rozdział ze mną, i tobie Juleczko też dzięki wielkie, bo końcówka była bez ciebie makabrą xD ;***
Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba, i zapraszam do komentowania, chcę wiedzieć co o nim sądzicie xP

Papap! <3

~Refive

Happy New Year! :D

Życzę wam wszystkiego najwspanialszego w nowym roku, aby wszystkie wasze marzenia się spełniły, nawet te najskrytsze, oraz zdrowia i czego tam sobie jeszcze życzycie! ;D <3




~Refive ;D

P.S. Kurde, nawet nie zauważyłam kiedy ten rok zleciał i już jestem starsza o kolejny xD